• facebook
  • rss
  • Gen polskości

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 25/2015

    dodane 18.06.2015 00:15

    Babcia Mariny Belokonevy-Shiukashvili miała na nazwisko Danilewska i była Polką. Jej dzieci po polsku mówiły słabo, wnuki już nie znały ani słowa. Za to prawnuczka wróciła do korzeni i po polsku mówi tak płynnie, że nikt nie podejrzewa jej gruzińskiego pochodzenia.

    Myślę, że każdy Polak o Gruzji słyszał, ale nasza wiedza na temat tego kraju jest bardzo mizerna. Tymczasem na studia do Lublina przyjeżdża stamtąd coraz więcej osób. Dlatego pomysł gruzińskiej Polonii, by pokazać Gruzję w Lublinie, bardzo się nam spodobał – mówi Edyta Karczmarska, dyrektor Chatki Żaka, gdzie odbyły się „Spotkania z Gruzją”. Inicjatorem wszystkiego była Marina Belokoneva-Shiukashvili, która pierwszy raz do Polski, właśnie do Lublina, przyjechała w 2010 roku. – Po polsku nie znałam ani słowa. Wiedziałam tylko, że moja babcia była Polką i miała na nazwisko Danilewska. Nie zachowały się jednak żadne jej dokumenty, a przekazy rodzinne były bardzo skąpe. Wiedzieliśmy, że rodzina babci została zesłana do Rosji, a ona sama, jako młoda dziewczyna, pracowała gdzieś pod Moskwą, gdzie poznała mojego dziadka Rosjanina. Do Polski nigdy nie wróciła, a skomplikowane losy rodzinne rzuciły naszą rodzinę do Gruzji do Tbilisi, gdzie urodziłyśmy się ja i moja córka Irina. To ona zdecydowała się na studia w Polsce, ja przyjechałam za nią – mówi pani Marina.

    Wyskakujące słowa

    – Spacerowałyśmy po Lublinie, rozmawiałyśmy z ludźmi, poznawałyśmy kraj i nagle okazało się, że w naszej rodzinie zachowały się zwyczaje charakterystyczne dla Polski, choć nie byłyśmy tego świadome. Ja żałowałam tylko, że nie znam po polsku ani słowa. Kiedy więc okazało się, że mogę zacząć na UMCS naukę języka polskiego w Centrum Kultury i Nauki Języka Polskiego dla Polonii i cudzoziemców, decyzja była natychmiastowa – wspomina Marina. Nauka języka przychodziła jej sama. Szybko wszystko rozumiała, gorzej było z wypowiadaniem słów. – Bałam się, że nigdy nie nauczę się mówić, jednak gen polskości okazał się dosyć silny i nagle, gdy przechodziłam przez skrzyżowanie ze światłami, wyskoczyły same ze mnie słowa „skrzyżowanie ze światłami”. Powiedziałam to na głos i zaczęłam się śmiać. Ludzie popatrzyli na mnie zdziwieni, ale ja tak bardzo się cieszyłam, że udało mi się powiedzieć to po polsku, że się nie przejmowałam – opowiada. Od tego czasu coraz częściej w różnych okolicznościach „wyskakiwały” z niej polskie słowa. Dziś nie ma problemu z mówieniem po polsku, choć nie robi tego tak płynnie jak jej córka Irina.

    Dwie ojczyzny

    Irina wybrała studia w Polsce z dwóch powodów. Po pierwsze chciała poznać swoje korzenie, czyli kraj prababci, po drugie wyjazd na studia za granicę dawał jej większe możliwości niż nauka w Gruzji. Jadąc najpierw do Lublina na naukę języka polskiego, a potem do Krakowa na studia prawnicze, nie myślała, że z Polską zwiąże się tak bardzo. W Krakowie poznała Kubę, który dziś jest jej mężem, i została w Polsce. Przypadek Kuby i jego rodziny utwierdził ją jednak w przekonaniu, że o Gruzji Polacy wiedzą bardzo mało. – Chciałabym to zmienić. Mam dwie ojczyzny, Polskę i Gruzję i obie kocham. Tą miłością chciałabym zarazić jak najwięcej osób. W Tbilisi wśród Polonii bardzo aktywnie działa moja mama, w Polsce ja staram się z przyjaciółmi promować Gruzję. Kiedy więc na nasz pomysł, by pokazać kulturę i tradycję gruzińską, władze UMCS odpowiedziały bardzo pozytywnie, zabraliśmy się za organizację „Spotkania z Gruzją” – mówi Irina. Każdy, kto przyszedł do Chatki Żaka, mógł poznać trochę historii Gruzji, dowiedzieć się o gruzińskiej Polonii, spróbować regionalnej kuchni, nauczyć się kilku słów po gruzińsku i zatańczyć narodowe tańce z tamtego regionu.

    A było to tak

    Pierwsze duże grupy polskich zesłańców politycznych dotarły do Gruzji po insurekcji kościuszkowskiej oraz po upadku powstań narodowych. Wśród zesłanych znalazła się grupa poetów, kontynuujących w nowych realiach patriotyczno-romantyczną twórczość. Obok zesłańców politycznych do Gruzji przybywali także Polacy odbywający obowiązkową służbę wojskową oraz ci, którzy dobrowolnie wybrali Gruzję na miejsce rozwijania swojej urzędniczej lub wojskowej kariery. Poza tą najliczniejszą grupą do Gruzji trafiali również Polacy zsyłani w trybie administracyjnym i znajdujący się pod nadzorem miejscowej policji. Większość emigrantów zamieszkała w Tbilisi, Batumi, Kutaisi i Achalciche. W związku z rozwojem ekonomicznym Gruzji w latach 30. i 40. XIX wieku, wielu Polaków przyjeżdżało tam w celach zarobkowych. Kariery rozwijali tu przede wszystkim urzędnicy, lekarze, inżynierowie budowlani i kolejowi, nauczyciele, kupcy oraz rzemieślnicy. Pod koniec wieku XIX w Gruzji było ponad 8 tys. Polaków (połowa z nich mieszkała w Tbilisi). Polacy odgrywali wówczas istotną rolę w tamtejszym życiu gospodarczym i kulturalnym. Zmieniło się to w czasach komunizmu po II wojnie światowej, gdy do polskich korzeni nie można było się przyznawać. Od lat 90. XX wieku Polonia w Gruzji znów działa swobodnie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół