• facebook
  • rss
  • Nie samym chlebem żyje człowiek

    dodane 23.07.2015 00:15

    O kryzysie studiowania, potrzebie przywrócenia elitarności w kształceniu uniwersyteckim i planach rozwoju KUL z o. prof. Marcinem Tkaczykiem, franciszkaninem konwentualnym, prorektorem KUL 
ds. nauki i promocji, rozmawia ks. Rafał Pastwa

    Ks. Rafał Pastwa: Czy nauka jest w cenie?


    O. prof. Marcin Tkaczyk: Zależy u kogo i jaka nauka. Są takie dyscypliny i takie badania, które są w cenie. Chodzi o osiągnięcia naukowe, które mają bezpośrednie przełożenie na gospodarkę. Natomiast zapominamy o tym, że wiedza jako całość ma istotne znaczenie dla naszego życia, również dla życia gospodarczego, choć nie bezpośrednio. O tym zapominamy, a jest to niebezpieczne dla naszej kultury.


    A jak to jest z filozofią?


    Znajdujemy się na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i tu filozofia ma się rzeczywiście dobrze. Cała społeczność akademicka docenia naukę filozofii. Określone przedmioty filozoficzne studiują u nas słuchacze wszystkich kierunków. Natomiast w skali ogólnopolskiej dostrzega się kryzys zainteresowania filozofią.


    Istnieje przeświadczenie, że nie warto studiować filozofii, bo po niej trudno znaleźć pracę…


    Kilka lat temu jako prodziekan Wydziału Filozofii zbierałem dane, także te publikowane na stronach Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, z których wynika, że absolwenci filozofii radzą sobie bardzo dobrze na rynku pracy. Procentowo lepiej od nich wypadali tylko medycy i niektórzy inżynierowie. Badania pokazują, że w chwili ukończenia studiów 100 proc. filozofów to osoby bezrobotne. Natomiast już po roku bez pracy było niewielu. To, że po filozofii nie ma pracy, określa się mianem stereotypu.


    Po co się właściwie idzie na studia?


    Nie powinno się przydatności studiów rozpatrywać tylko z punktu widzenia rynku pracy. Powinny być one traktowane jako przygotowanie do życia, do życia społecznego, osobistego. A znalezienie pracy jest tylko jednym z aspektów. Perspektywa użyteczności jest przejawem kryzysu studiowania i naszej kultury jako takiej.


    Czy jest sposób na odwrócenie tego kryzysu?


    Bez wątpienia trzeba przywrócić, przynajmniej częściowo, elitarność studiów. Jeżeli kończy je większość populacji, to siłą rzeczy poziom tych studiów musi się obniżać. Dlatego trzeba wybrać ośrodki, kierunki i grupy studentów – którzy będą się kształcić na naprawdę wysokim poziomie. Te grupy muszą być nieliczne, innej drogi nie ma. Niestety, funkcjonuje w mentalności pewien postmarksistowski przesąd, że z człowiekiem można za pomocą wychowania zrobić wszystko. Jestem przekonany jednak, że człowiek ma określone, zastane warunki, których nie może przekroczyć w żaden sposób. Są ludzie, którzy mogą studiować na najwyższym poziomie, i tacy, którzy tego nie mogą. Zmuszanie ich do studiowania razem jest krzywdą dla jednych i drugich.


    Jak zaczęła się osobista przygoda Ojca Profesora z filozofią?


    Pierwszy kontakt z filozofią to było przeczytanie dwóch tomów „Języka i poznania” Kazimierza Ajdukiewicza w pierwszej klasie szkoły średniej. Po przeczytaniu byłem zrozpaczony, że nic nie rozumiem. Książka ta wpadła mi w ręce przez przypadek. Natomiast od dziecka lubiłem matematykę i religię. Po święceniach razem z przełożonymi podjąłem decyzję o wyborze filozofii jako kierunku studiów na KUL. Spotkałem tu wybitnych naukowców i przyjaciół. Atmosfera na tym wydziale odgrywała i nadal odgrywa istotną rolę w procesie kształcenia.


    Chciał się Ojciec Profesor zająć czystą logiką matematyczną, a stało się inaczej…


    Profesor Kiczuk wymusił na mnie, abym zajął się powiązaniem logiki z fizyką. Początkowo traktowałem to jak karę, ale dzisiaj jestem mu za to wdzięczny. Logiczne podstawy fizyki – to była główna dziedzina mojego doktoratu i habilitacji.


    Wstąpił Ojciec Profesor do zakonu franciszkanów konwentualnych. Skąd ten wybór?


    Myśl o kapłaństwie towarzyszyła mi od dziecka. Tym, co przeważyło bezpośrednio, była śmierć w Peru dwóch misjonarzy, franciszkanów konwentualnych: o. Tomaszka i o. Strzałkowskiego. Pod wpływem tego zdarzenia zabrałem dokumenty z ogólniaka i w wieku lat 15 przeniosłem je do niższego seminarium w Niepokalanowie.


    Niedawno Ojciec Profesor został prorektorem KUL. Z czym się wiąże ta funkcja?


    To wielki zaszczyt, ale jest to coś w rodzaju pewnego szoku, bo od rana do nocy nieustannie trzeba podejmować decyzje, które zawsze mają określone skutki.


    Czym się Ojciec Prorektor chce zająć w pierwszej kolejności?


    W ostatnich latach Katolicki Uniwersytet Lubelski rozrastał się. A jak wiadomo, rozrost utrudnia koncentrację na podstawowych badaniach naukowych. Dzisiaj naszym zadaniem jest wzmocnienie pionu badawczego, który od samego początku był istotny dla założyciela KUL. Pewna konsolidacja jest nam potrzebna. Jednak nie przewidywałbym rewolucji. Lepiej użyć słowa „korekta”. Chciałbym wzmocnić takie rozumienie rozwoju uniwersytetu, przy którym najważniejszymi czynnikami rozwoju są poważne publikacje, mające znaczenie dla nauki. Jednym z narzędzi, jakie tu trzeba zastosować, jest wsparcie tych kierunków studiów, które stanowią markę KUL.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół