• facebook
  • rss
  • Nie tylko siła się liczy

    ks. Rafał Pastwa


    |

    Gość Lubelski 30/2015

    dodane 23.07.2015 00:15

    Każdego roku na warsztaty kowalskie przyjeżdża tu z całego kraju kilkunastu śmiałków, 
by uczyć się rzemiosła od najlepszych.

    Przy głównej drodze w Wojciechowie na Lubelszczyźnie stoi kuźnia. Kiedyś była niewielka i drewniana. Obecny właściciel rozbudował ją, zaopatrzył w pracownie, pomieszczenie pokazowe oraz sklep. Zatrudnia kilka osób do pomocy. Kuźnia otwarta jest dla zwiedzających przez cały tydzień. Wstępują do niej również ci, którzy chcą zamówić ozdoby lub sprzęty domowe. Jedni marzą o karniszu z żelaza, inni o poręczy na klatce schodowej albo o oryginalnym świeczniku.


    Kucie koni


    Nie można wyobrazić sobie kowala, który nie potrafiłby podkuć konia. Oczywiście w Wojciechowie nadal można podkuć konia lub zamówić pług albo inne narzędzia rolnicze. Zmechanizowanie rolnictwa spowodowało, że koni jest coraz mniej, a zapotrzebowanie na lekki sprzęt gospodarczy całkowicie zmalało. Jednak właściciel kuźni wyrabia całkiem sporo podków, wcale nie mniej niż kiedyś. – Coraz więcej osób chce mieć podkowę w domu. Na szczęście. Od jakiegoś czasu panuje moda na to, by podkowę ofiarować parze młodej z okazji ślubu. Podkowa stała się obecnie bardzo popularnym prezentem – tłumaczy Roman Czerniec, mistrz sztuki kowalskiej z Wojciechowa.


    Kowal artysta


    Roman Czerniec nie narzeka na brak zamówień i na brak pracy. Rzeczywistość zmusiła go, by zajął się kowalstwem artystycznym. Podkreśla, że niezbędna mu jest podstawowa znajomość języka angielskiego i niemieckiego oraz umiejętność posługiwania się komputerem. – Muszę porozumieć się z obcokrajowcami zamawiającymi produkt u mnie oraz z tymi, którzy przejeżdżając obok kuźni, wstępują na zakupy. Obcokrajowców przejeżdżających przez naszą miejscowość i wstępujących do kuźni jest coraz więcej. Miejsce, w którym można spotkać prawdziwego kowala, jest niezwykłe dla turystów. To nadal bardzo rzadki zawód, w niektórych częściach świata nieobecny – tłumaczy Czerniec.


    Francuskie zamówienie


    Pierwszego konia podkuł, gdy miał 16 lat. Ostatniego kilka dni temu. Jednak największym zamówieniem, jakie wykonał, były zdobienia zamku w Lyonie we Francji. Właściciel posiadłości kilka lat szukał bezskutecznie fachowca na wysokim poziomie. Kowala z Wojciechowa polecili mu inni. – Wymagało to ode mnie sporego wysiłku. Najpierw musiałem się dostać do Paryża, stamtąd pociągiem do Lyonu. Na miejscu właściciel pokazał posiadłość i przedstawił oczekiwania. Musiałem wszystko wymierzyć, potem zaprojektować. Po powrocie do Wojciechowa trzeba było zrealizować zamówienie, wykonać zamki oraz inne rzeczy, a potem wszystko zamontować. Właściciel był bardzo zadowolony – opowiada kowal.


    Dziadek założyciel


    Kuźnia w Wojciechowie powstała w 1920 r. Założył ją Michał Ostrowski – dziadek pana Romana. – Dziadek przez 5 lat służył w carskiej armii, był podkuwaczem koni. Po powrocie z frontu miał wyuczone rzemiosło i otworzył kuźnię, która służyła lokalnej społeczności. Przez wiele lat mieszkańcy Wojciechowa i okolicznych miejscowości zamawiali wiele rzeczy, które były przydatne w gospodarstwie i w domu. Dziadek pracował w kuźni do samej śmierci, było to jego pasją – tłumaczy Roman Czerniec. Ale to jeszcze nie koniec tej ciekawej historii. – Był pewien kłopot w życiu mojego dziadka. Nie miał syna, za to urodziły mu się trzy córki. Tak się złożyło, że wydał jedną z nich za kowala. Dzięki temu kowalstwo przetrwało w Wojciechowie. Gdy byłem małym chłopcem, przybiegałem zaraz po szkole do kuźni obserwować ojca i dziadka przy pracy. To zamiłowanie zamieniłem w mój zawód i misję – tłumaczy wnuk pierwszego kowala.


    Samoistna reklama


    Obecność kowala i kuźni za wielką reklamę miejscowości uznaje Jan Czyżewski, wójt gminy Wojciechów. – Coroczne zjazdy kowali przysparzają nam rozgłosu, bardzo się z tego cieszymy. Święto kowali nabrało rozmachu, można w tym czasie spotkać tu gości niemal z całej Polski – tłumaczy. Zakończenie warsztatów kowalskich zwieńczyło wręczenie nagród i pamiątkowych dyplomów. Całość poprzedziła Msza św., odprawiona w intencji kowali oraz ich rodzin, których przedstawiciele dziękowali ks. Janowi Hałasie, proboszczowi parafii, za otwartość i życzliwość wobec lokalnej tradycji.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół