• facebook
  • rss
  • Gość jak Bóg

    Justyna Jarosińska

    |

    Gość Lubelski 10/2016

    dodane 03.03.2016 00:15

    Przyjadą z różnych stron świata, by przed spotkaniem z papieżem spotkać się w polskich parafiach ze sobą. Wiele rodzin z Lubelszczyzny będzie gościć młodych uczestniczących w ŚDM.

    Katarzyna i Dariusz Klimkowie mieszkają w Lublinie. Mają czworo dzieci i duży dom. Od lat należą do wspólnoty Domowego Kościoła. – Nazwa „wspólnota” wskazuje, że człowiek jest przyzwyczajony do tego, że wszystko jest wspólne – zaznaczają małżonkowie. – Żeby coś było wspólne, trzeba się tym podzielić – dodają. – Czasem jest to jedzenie, czasem pieniądze, a czasem dach nad głową – mówią.

    Atmosfera i ciepło

    Gdy tylko usłyszeli, że będzie potrzebny nocleg dla uczestników Światowych Dni Młodzieży, wiedzieli, że na pewno wezmą pod swój dach pielgrzymów. – „Gość w dom, Bóg w dom” – to staropolskie przysłowie jest dla nas wciąż żywym i prawdziwym słowem – podkreśla Kasia Klimek. – Mamy doświadczenie, że każdy gość, który przybywa do naszego domu, obdarowuje nas czymś niezwykłym. I nie chodzi tu oczywiście o dar w sensie fizycznym, materialnym – zaznacza. – Nasz dom jest zawsze bardzo otwarty i czasami w miesiącu przewija się przez niego kilkadziesiąt osób – dodaje. Oboje podkreślają, że gdy dom powstawał, ustalili, że będzie do mieszkania, a nie do pokazywania. – Nawet kiedy zapraszamy do niego ludzi, to z takim przekonaniem, że nie wszystko musi być idealnie posprzątane czy przygotowane – zaznaczają. – Ważniejsza jest dla nas atmosfera panująca w domu, ciepło domowego ogniska. Kasia i Darek podkreślają, że ich decyzja o przyjęciu pielgrzymów podyktowana jest przede wszystkim posłuszeństwu Bożemu słowu, które mówi: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. – Naturalny dla nas wydaje się fakt, że jeśli ktoś prosi nas o nocleg, nie odmawiamy. I to w różnych okolicznościach. Oczywiście, to pewien trud przyjąć tyle osób, ale też zawsze jest to czas niezwykłych rozmów i wzajemnego ubogacania. Jesteśmy pewni, że tak samo będzie i tym razem – mówią. Małżonkowie podkreślają także, że tak naprawdę ich dom nie jest ich. Należy do Pana Boga. – Jesteśmy po kursie edukacji finansowej Crown i już dawno oddaliśmy wszystko, co mamy, Bogu, bo to On jest tak naprawdę właścicielem wszystkiego. My tylko tym zarządzamy, więc kiedy trzeba, oddajemy Mu do dyspozycji to, co należy do Niego. W takiej perspektywie łatwiej godzić się też z ewentualnymi stratami, które mogą się pojawiać – śmieją się małżonkowie.

    Angielski to podstawa

    Klimkowie gościć będą młodych Włochów. Prawdopodobnie czwórkę, ale zaznaczają, że jeśli będzie trzeba przyjąć więcej osób, zrobią to. Jeszcze nie wiedzą, w jaki sposób będą im organizować czas wolny. – To zależy od tego, ile czasu zostanie nam do zagospodarowania – mówi Darek. – Na pewno chcielibyśmy pokazać im Lublin i okolice. Kazimierz, może Kozłówkę… Ale wychodzimy z założenia, że to my jesteśmy dla gości i być może oni będą mieli swoje pomysły – dodaje. – My rezerwujemy sobie ten czas, a cała reszta pewnie wyjdzie w praniu. Małżonkowie zamierzają odświeżyć znajomość języka angielskiego, którego na co dzień nie używają. Chcą też zmobilizować swoje dzieci do wspólnej nauki. – To dobra okazja, by pokazać dzieciom, że warto uczyć się języków obcych, choćby po to, by móc porozmawiać z innymi ludźmi, dowiedzieć się czegoś nowego – mówi Kasia. – Myślę, że na miesiąc przed przyjazdem zaczniemy z nimi uprawiać jakąś bardziej intensywną formę konwersacji w języku angielskim.

    Forma wdzięczności

    Ani Kasia, ani Darek nie uczestniczyli nigdy w Światowych Dniach Młodzieży, ale korzystali z różnych innych form gościnności ludzi na całym świecie. W ŚDM brali za to udział Ania i Rafał Miklaszewscy z Lublina, którzy zamierzają przyjąć do swojego domu troje Francuzów z Tuluzy. Ania i Rafał poznali się na Światowych Dniach Młodzieży w 2008 r. w Australii. Od tamtego czasu wspólnie jeździli na różne spotkania modlitewne, organizowane m.in. przez wspólnotę z Taizé. Byli razem także na ŚDM w Madrycie. Dziś są małżeństwem. – Bardzo dobrze pamiętam ŚDM w Sydney – mówi Ania. – Trafiłam na cudowną rodzinę, z którą bardzo się zżyłam. Dzieci, gdy wyjeżdżaliśmy, płakały – opowiada. – Długo utrzymywałam z nimi kontakt – dodaje. Małżonkowie zaznaczają, że zarówno wcześniej, jak i w trakcie swojego małżeństwa doświadczyli wiele cudownych gościn i chcieliby choć trochę móc się za to odwdzięczyć, skoro pojawia się taka okazja. Nie boją się przyjąć pod swój dach obcych. – Gdyby ludzie, u których my kiedyś nocowaliśmy, bali się, to mielibyśmy spore problemy – śmieją się. Ania i Rafał już dziś wiedzą, że na tym jednym przyjęciu gości się nie skończy, bo ich dług wdzięczności jest o wiele większy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół