• facebook
  • rss
  • Chiński porządek świata

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 15/2016

    dodane 07.04.2016 00:15

    Jeśli uda im się zrealizować zamierzenia, za kilka lat świat będzie miał zupełnie nowe oblicze.

    Kiedy miał kilka lat, jego tata pracował na kontrakcie w Afryce. To stamtąd przychodziły pocztówki i zdjęcia ojca w różnych miejscach z ludźmi, jakich na co dzień w Polsce nie można było zobaczyć. – Odkrywały one przede mną inny świat. Polska lat 80. – szara i smutna w porównaniu z Afryką, wydawała się taka monotonna. To wtedy zacząłem marzyć, że także kiedyś poznam jakiś egzotyczny kraj i będę miał kolekcję zdjęć – opowiadał w Lublinie Radosław Pyffel, prezes studiów Polska–Azja, członek polskiej delegacji rządowej podczas wizyty prezydenta RP Andrzeja Dudy w Chinach.

    Kiedy w latach 90. zaczął studiować socjologię, nie było dzisiejszych możliwości ubiegania się o stypendia, szczególnie w krajach dla Polaków egzotycznych. – Od wielu lat byłem zafascynowany Chinami. Wydawały mi się krajem z innego świata i chętnie czytałem na ten temat, oglądałem filmy. Kiedy moi koledzy na studiach w wolnych chwilach chodzili do pubu, ja mozolnie ćwiczyłem chińskie znaczki. Patrzyli na mnie i stukali się w głowę, a ja się tym nie przejmowałem i robiłem swoje. W końcu nauka chińskiego otworzyła mi możliwość wyjazdu do Chin na stypendium językowe – mówi Radosław Pyffel.

    Logika Chińczyka

    We wniosku trzeba było napisać, dokąd w Chinach chce się pojechać. On wskazał trzy lokalizacje: Pekin, Szanghaj i Kanton. – Nie rozumiałem wówczas chińskiej mentalności, gdybym wiedział to, co dziś, napisałbym w odwrotnej kolejności. Chińczycy nie są skłonni spełniać czyichś zachcianek, więc skoro na pierwszym miejscu był Pekin, nie miałem szans, by się tam dostać. Byłem i tak w lepszej sytuacji niż koledzy, którzy wskazali tylko jedno miejsce, bo wówczas Chińczycy sami wybierali im region, zazwyczaj bardzo odległy od preferowanego. Ja zostałem skierowany do Kantonu – wspomina. To tam uczył się chińskiego w praktyce. Pod koniec lat 80. osoby o europejskim wyglądzie były w Chinach rzadkością. – Byliśmy egzotyczni, dlatego łatwo było nam, studentom, znaleźć pracę np. jako nauczyciel języka angielskiego; chętnie wynajmowano nas też do kręcenia różnych reklam. Sam mam za sobą epizod, gdy w przebraniu brytyjskiego oficera z bronią w ręku i pochodnią napadam na chiński pałac, jedną z atrakcji turystycznych koło Pekinu. To był krótki filmik pokazujący historię tego miejsca. Do dziś jest wyświetlany w muzeum i kiedy ktoś je odwiedza, ogląda mnie jako brytyjskiego oficera. Potem często słyszę na biznesowych spotkaniach, że ktoś widział mnie, jak rabowałem pałac – opowiada jedną ze swych przygód pan Radek.

    Nowy porządek

    Od tego czasu Chiny bardzo się zmieniły, wpływając także na zmianę oblicza nie tylko Azji, ale i całego świata. – Czas przestać kojarzyć towar słabej jakości z chińszczyzną. Ta epoka już minęła i nikt nie zamierza do niej wracać. Teraz Chiny to kraj ludzi coraz zamożniejszych i coraz lepiej zarabiających. To oznacza, że rośnie konsumpcja i obywatele wydają coraz więcej pieniędzy. Jeszcze 10 lat temu kupowało się w Chinach, dziś to Chiny kupują, otwierając swoje rynki dla inwestorów – mówi Radosław Pyffel. Założenia chińskiej gospodarki na najbliższe lata to wprowadzenie innowacyjności i postawienie na jakość. – Chińczycy nie chcą już produkować tandety, chcą dołączyć do krajów szczycących się wysoką jakością produktów i usług, co jeśli im się uda, a wszystko na to wskazuje, zmieni zupełnie oblicze rynków na całym świecie. Po drugie – postawili na konsolidację władzy i walkę z korupcją, a po trzecie – otworzyli się na świat. To Chiny budują np. kolej w Kenii, która ma łączyć kolejne kraje afrykańskie. Wchodzą na rynki nie tylko europejskie, ale obecni są na każdym kontynencie i w każdym kraju – przekonuje Pyffel. Otwarcie na świat zmieniło chińskie społeczeństwo, które jeszcze kilka lat temu wierzyło we wszystko, co im się mówiło. Dziś coraz więcej Chińczyków podróżuje po świecie, ma własne poglądy i jasno je wyraża. Przy całym swym potencjale rozwojowym Chiny stały się krajem oferującym ludziom władającym chińskim i najlepiej angielskim ogromne możliwości. – To, co można zrobić samemu, z pewnością Chińczycy zrobią, ale np. nie znają się na prawie, marketingu, agencjach PR. Każdy fachowiec z tej dziedziny władający ich językiem może liczyć na wielką karierę i takie same zarobki – podkreśla Radosław Pyffel. Ekspansja Chin przejawia się nie tylko eksporcie towarów na cały świat, ale i w inwestycjach w różne branże w różnych krajach. Polska jest na trasie dawnego Jedwabnego Szlaku, który wiódł z Chin do Europy Zachodniej, więc siłą rzeczy znalazła się w kręgu zainteresowania Chińczyków. – Najwięcej chińskich inwestycji mamy w okolicach Łodzi, ale i Lublin zaczyna dołączać do miejsc, którymi się interesują. Już w Kraśniku fabryka łożysk tocznych należy do Chińczyków, a skoro przetarli szlaki, przyjdą następni – przekonuje Radosław Pyffel. Na KUL spotkał się ze studentami sinologii, jednego z najbardziej obleganych kierunków studiów, i opowiadał o zmianach oraz możliwościach, jakie dają Chiny ludziom władającym językiem mandaryńskim.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół