• facebook
  • rss
  • Wyjątkowa adhortacja - papieża i duszpasterza

    ks. Jarosław Jęczeń*

    dodane 09.04.2016 11:35

    Wyjątkowy jest język, jakiego papież używa, zwracając się do świata ludzi wierzących i niewierzących, do Kościoła, do małżeństw i rodzin, do rodziców i dzieci, do ludzi młodych i u kresu swego życia, do żyjących w samotności i w celibacie, do oczekujących nowego życia i trwających w bólu po jego utracie.

    Bogactwo treści na temat małżeństwa i rodziny zawarte w adhortacji papieża Franciszka „Amoris laetitia” będzie w najbliższych miesiącach i latach źródłem wielu refleksji, konferencji, prac naukowych czy aktywności pastoralnych.

    Nie sposób ogarnąć tego bogactwa, czytając adhortację w dzień jej ukazania się - a przed jej wybiórczym cytowaniem ostrzega sam autor. Warto jednak zwrócić uwagę na to, co wyjątkowego dostrzega cały świat w pontyfikacie Franciszka, a co potwierdza adhortacja. To jest język, jakiego papież używa, zwracając się do świata ludzi wierzących i niewierzących, do Kościoła, do małżeństw i rodzin, do rodziców i dzieci, do ludzi młodych i u kresu swego życia, do żyjących w samotności i w celibacie, do oczekujących nowego życia i trwających w bólu po jego utracie. Lista adresatów jest długa, co pokazuje, czym żyje następca św. Piotra i ojcowie synodalni Kościoła powszechnego.

    Wielość adresatów zawsze utrudnia dobór języka. Papież radzi sobie doskonale i stawia na język miłości. Nie tylko sam go używa, ale proponuje go adresatom adhortacji. I choć, jak sam pisze, „twardo stąpa po ziemi”, to wierzy w sukces pozytywnego przekazu w dialogu ze światem, w Kościele, w rodzinach.

    W tym duchu, w duchu pozytywnej komunikacji, papież mówi o radościach, jakie przeżywają współczesne rodziny, ale także o trudnościach. Były one przedmiotem XIV Zwyczajnego Synodu Biskupów; wiele z nich, w sposób wybiórczy, nagłośniły mass media. W dyskusji ze światem reprezentowanym przez środki społecznego przekazu papież wybiera język Ewangelii, język samego Chrystusa, który jest wzorem i normą komunikacji. On w rozmowie z faryzeuszami odwołuje się do „początku”, do tego, co było u progu dziejów, kiedy Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i niewiastę. Nie ma „ciekawszej” płaszczyzny dialogu, niż odwoływanie się do początku.

    Pozytywna komunikacja umacnia dialogujący Kościół i rodzinę. Komunikacja tworzy communio - wspólnotę w prawdzie i w miłości. Kościół jest wspólnotą rodzin, ale jednocześnie matką dla każdego, także dla tych, którzy przeżywają rozpad małżeństwa. Nikt nie może czuć się odrzucony we wspólnocie Kościoła. To przesłanie dla tych, którzy zerwali więź nie tylko małżeńską, ale także więź z Kościołem. Matka kocha swe dzieci, także te, które podjęły decyzję o rozwodzie. To sprawia jej ból, ale nigdy nie odrzuca swego dziecka, wręcz przeciwnie, czasem kocha je bardziej aniżeli pozostałe.

    Papież konsekwentnie, w duchu pozytywnej komunikacji, podejmuje temat trudności, z jakimi boryka się współczesna rodzina. Wobec niepełnosprawności, migracji, sieroctwa, przemocy, rozłąki, braku potomstwa trzeba wyzwalać „energię nadziei”. To zadanie nade wszystko dla duszpasterzy. W nich musi się narodzić z niezwykłą siłą język miłości, by odpowiedzialnie rozeznawać sytuację rodziny, by jej towarzyszyć w drodze, spoglądać oczami miłości miłosiernej, by z nauczania Kościoła nie czynić kolejnego problemu. Współczesny świat zniechęca młodych ludzi do sakramentu małżeństwa, piętrząc problemy, jakie się z tym wiążą. Do tego dochodzą problemy, jakie rodzą się w rodzinach. Doktryna Kościoła czy wymagania duszpasterskie nie mogą być kolejnym problemem, ale wsparciem.

    To tylko niektóre myśli, jakie rodzą się na kanwie adhortacji, a które przemawiają za pozytywnym językiem myślenia i mówienia o małżeństwie i rodzinie. By oddać naturę tego przekazu, warto sięgnąć do „Hymnu o miłości”, który dość szczegółowo analizuje Franciszek w adhortacji. Przez analogię można powiedzieć, że adhortacja jest swego rodzaju hymnem o języku: język cierpliwy jest, łaskawy jest…

    * Ks. dr hab. Jarosław Jęczeń jest dyrektorem Instytutu Nauk o Rodzinie i Pracy Socjalnej KUL.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • pepino
      11.04.2016 14:38
      W moim odczuciu adhortacja jest ciężką próbą zadośćuczynienia zarówno żądaniom biskupów niemieckich, którzy już ogłosili, że będą na tej podstawie dopuszczać rozwodników w powtórnych związkach do komunii (http://niedziela.pl/artykul/21669/Niemieccy-biskupi-papiez-napisal) jak i biskupom, którzy chcą być nadal wierni dotychczasowej doktrynie Kościoła. Skomentuję tu tylko dwa punkty AL.W związku z punktem 298 proszę o poradę dla porzuconej żony, której mąż związał się z inną kobietą. Co ma robić? Papież nie nadaje temu drugiemu związkowi nazwy ale pisze że ów "drugi związek, umocnił się z czasem, z nowymi dziećmi, ze sprawdzoną wiernością, wielkodusznym poświęceniem, zaangażowaniem chrześcijańskim”. Jeżeli taka sytuacja jest możliwa to pierwsza żona ma modlić się o powrót męża, czy ma dać sobie spokój, czy może znaleźć nowego faceta żeby też mogła się "z wielkodusznym poświęceniem, po chrześcijańsku zaangażować" w drugi związek??????
    • pepino
      11.04.2016 14:47
      I punkt 308. Jest tam fragment o „pobrudzeniu się błotem”. Oczywiście jest to porównanie, ale jak spróbujemy to odszyfrować i zadać pytanie co dla papieża oznacza faktycznie owo "pobrudzenie się błotem", to można dojść do ciekawego wniosku. To jest ten fragment:

      308. Z naszej jednak świadomości, jaką wagę mają okoliczności łagodzące – psychologiczne, historyczne, a nawet biologiczne – wynika, że „nie pomniejszając wartości ewangelicznego ideału, należy z miłosierdziem i cierpliwością towarzyszyć możliwym etapom rozwoju osób formujących się dzień po dniu”, czyniąc miejsce dla „miłosierdzia Pana, zachęcającego nas do czynienia możliwego dobra”[355]. Rozumiem tych, którzy wolą duszpasterstwo bardziej rygorystyczne, nie pozostawiające miejsca na żadne zamieszanie. Szczerze jednak wierzę, że Jezus Chrystus pragnie Kościoła zwracającego uwagę na dobro, jakie Duch Święty szerzy pośród słabości: Matki, która wyrażając jednocześnie jasno obiektywną naukę „nie rezygnuje z możliwego dobra, lecz podejmuje ryzyko pobrudzenia się ulicznym błotem”

      Jak się tak zastanowić dokładnie to wychodzi na to, że oczywiście są zwolennicy trzymania się jasnych reguł ewangelii „rygorystycznie” i nie pozostawiając miejsca na „zamieszanie”, ale papież „szczerze wierzy”, że należy te jasne reguły ponaginać siejąc zamieszanie, czyli „brudząc się ulicznym błotem”. Pozostaje już tylko pytanie na ile można "się pobrudzić”? Jak daleko można się posunąć w naginaniu zasad i sianiu zamieszania? Gdzie jest granica? Bo jeżeli miłosierdzie, w imię którego mamy się pobrudzić jest jak pisze papież „bezwarunkowe”, to może wszystkie zasady ewangeliczne nie stanowią dla niego przeszkody? Może warto się całkiem zanurzyć w błocie, i siać totalne zamieszanie, żeby okazać miłosierdzie np. doceniając związki homoseksualne, które może jeszcze nie realizują pełnego ideału małżeństwa, ale mają pewne elementy zbieżne więc są „na drodze” do pełnego ideału?????
    • pepino
      11.04.2016 14:49
      Przepraszam, że powyższy komentarz był w trzech częściach, ale jak widzę nie ja jeden chcąc zrobić zwykły akapit naciskam enter i nieskończony tekst od razu się publikuje, Sugerowałbym, by wyłączyć tę funkcję, a publikacja następowała wyłącznie przez naciśnięcie klawisza"dodaj", wówczas nie byłoby tylu rwanych komentarzy.
    • pepino
      11.04.2016 15:04
      Warto też w tym kontekście przeczytać to.http://niedziela.pl/artykul/21685/Franciszek-spotkal-sie-z
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół