• facebook
  • rss
  • Sposób na młodych w Kościele

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 39/2016

    dodane 22.09.2016 00:00

    „Zrób coś z tymi dziećmi” – mówili ludzie i nie chodziło im o to, by zachęcić je do wyrażania swoich emocji, ale raczej do uciszenia ich. Pan Bóg miał jednak inny plan.

    Był rok 1997. Do Polski, do Lublina, przyjechała znana ze swej książki „Godzina przemiany” Linda Schubert. – Dla nas spotkania z takimi osobami w Polsce były nowością, więc chętnie i tłumnie w nich uczestniczyliśmy. Na takim spotkaniu zostałam zaproszona na Maltę, bym bliżej poznała wspólnotę Magnificat, czyli spotkania dla kobiet, podczas których przy wspólnym posiłku wielbią Boga – opowiada Anna Saj.

    Po powrocie do Polski wraz z niewielką grupą zaprzyjaźnionych kobiet wybrała się do abp. Józefa Życińskiego z zapytaniem, czy coś podobnego można zorganizować w Lublinie. – Biskup nas wysłuchał, pomysł mu się spodobał, tylko zapytał nas, skąd weźmiemy kobiety. Wówczas odpowiedziałyśmy, że każda z nas zaprosi 40 pań. Tak się stało. Okazało się, że chętnych jest dużo więcej, niż może pomieścić sala. To był znak, że Magnificat jest potrzebny – mówi Anna. Dosyć szybko spośród uczestników Magnificatu wyłoniła się grupa ludzi, którzy chcieli spotykać się systematycznie i bezinteresownie oddawać Bogu chwałę. Tej małej wspólnocie, jaka się zawiązała, towarzyszył wówczas ks. Robert Muszyński, który z czasem zaproponował, by takie spotkania bezinteresownego uwielbienia organizować raz w tygodniu w lubelskiej katedrze. Tak się stało.

    Boże pragnienie

    – Podczas jednego z takich spotkań w 2010 roku modliliśmy się między innymi słowami psalmu, powtarzając, że usta dzieci i niemowląt oddają Bogu chwałę. Wówczas pojawiła się w moim sercu myśl, że Bóg chce widzieć Armię Dzieci, która będzie Go wielbić. To było tak jasne i wyraźne odczytanie Bożego pragnienia, że we mnie zrodziła się wręcz pasja, by zrobić wszystko, by to pragnienie Boga zaspokoić, by gromadzić dzieci na uwielbieniu – opowiada Anna Saj. Zbiegło się to z międzynarodowym spotkaniem Magnificatu, kiedy to kolejny raz powtarzano, że trzeba do Kościoła przyprowadzać młode kobiety. – Dotarło wtedy do mnie, że aby młode kobiety mogły przyjść, muszą mieć możliwość przyjścia razem z dziećmi. Gdy jest się młodą matką, często z dzieckiem przy piersi czy nieco większym, nie zostawia się go w domu samego – podkreśla Anna. W 2010 roku przyjechał do Polski Tom Di Lorenzo z USA. Ponieważ posiadał on wyjątkowy dar modlitwy wstawienniczej, na spotkania z nim przychodziły tłumy. Tak było i w Lublinie. – Stałam obok niego, starając się pilnować względnego porządku, bo ludzie napierali z każdej strony. Dookoła tłumu dorosłych biegały dzieci. Sytuacja wydawała się nie do opanowania. Ktoś podszedł do mnie i zapytał wprost: „Kto się zajmie tymi dziećmi?”. Bez chwili wahania odpowiedziałam: „Ja”. Jednocześnie po ludzku wydawało mi się niemożliwe zapanowanie nad takim żywiołem. Spuściłam oczy i zawołałam: „Boże! Pomóż mi!”. Odeszłam od Toma i skierowałam się na piętro do sali, którą przeznaczyliśmy na pokój zabaw dla dzieci. Idąc korytarzem, zostałam zatrzymana przez nieznanego mi człowieka, który zapytał, czy nie potrzebuję pomocy do dzieci. To był Paweł Skrzek, który jest dziś „generałem” Armii Dzieci. Wiem, że to była Boża interwencja. Od tamtej pory Paweł i jego żona opiekują się dziećmi podczas spotkań – mówi Anna Saj.

    Pogromcy nieprzyjaciela i wroga

    Spotkania Magnificatu poszerzyły się o dzieci, przybierając w ten sposób całkiem nowy wymiar. Nie wszystkim się to podobało. – Wiele było takich sytuacji, kiedy ktoś przychodził do mnie i mówił: „Uspokój te dzieci”. Dla niektórych osób dzieci obecne na modlitwie – robiące, jak na dzieci przystało, wszystko po swojemu, nie zawsze cicho, niemal nigdy spokojnie – były przeszkodą. Mieliśmy jednak przekonanie, że Bogu to nie przeszkadza. W końcu we wspomnianym wcześniej psalmie jest napisane, że usta dzieci i niemowląt oddają Bogu chwałę, by poskromić nieprzyjaciela i wroga. Jak wielką moc ma więc obecność dzieci podczas uwielbienia! To nic, że robią to po swojemu, może nie tak, jak niektórzy dorośli by oczekiwali, ale ich modlitwa poskramia nieprzyjaciela i wroga! – podkreśla Anna Saj. W noc sylwestrową 2010/2011 podczas Nocy Chwały, czyli wspólnego uwielbienia, przyszedł abp Józef Życiński. – Wówczas opowiedzieliśmy mu o pragnieniu stworzenia Armii Dzieci w Lublinie. To, co robiliśmy, nie miało jeszcze formalnego kształtu i nazwy. Biskup uznał, że to wspaniały pomysł. Podszedł do dzieci, pobłogosławił im i powiedział wtedy, że ten pomysł pójdzie niedługo z Lublina na całą Polskę i świat. Dziś możemy powiedzieć, że były to prorocze słowa – cieszą się członkowie Armii Dzieci. W 2011 roku skrystalizowały się ostateczne ramy i powstały zasady działania Armii Dzieci, która stała się zespołem uwielbienia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół