• facebook
  • rss
  • Przyjaciel cenniejszy niż złoto

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 24/2017

    dodane 15.06.2017 00:00

    Kiedy mieli spotkać się po raz pierwszy, nie wiadomo, kto bał się bardziej. Krystian, który chował się za firanką, czy Agnieszka z Jarkiem, którzy chcieli się z nim zaprzyjaźnić.

    Staraliśmy się wczuć w jego sytuację. Od kilku lat mieszka w domu dziecka, bo w rodzinie nie było szans na względnie normalne życie, a tu nagle przychodzą jacyś obcy ludzie, by się z nim spotkać. Czego chcą, jacy są, czy znowu mnie zawiodą, jak wielu dorosłych z mojej przeszłości. Różne pytania mogły przechodzić mu przez głowę. Zresztą my też się baliśmy, czy mu się spodobamy, czy zdołamy nawiązać z nim kontakt, czy w końcu potrafimy dać mu choćby namiastkę poczucia przynależności do jakiejś rodziny – mówią Agnieszka i Jarek Lewiccy, którzy stali się zaprzyjaźnioną rodziną dla Krystiana.

    Tęsknię za rodziną

    Wszystko zaczęło się 3 lata temu, gdy Agnieszka coraz bardziej czuła w sobie potrzebę, by robić coś więcej niż tylko pracować i miło spędzać czas ze swym mężem Jarkiem. – Nie mamy dzieci, ale czułam, że możemy swoją uwagą i przyjaźnią obdarzyć kogoś, kto tego potrzebuje. Do głowy przyszedł mi pomysł, by zostać wolontariuszem w domu dziecka. Powiedziałam o tym Jarkowi, który zostawił mi wolną rękę – opowiada Agnieszka. Jarek miał czekać na korytarzu, gdy żona poszła na rozmowę, ale pani dyrektor dowiedziała się, że przyszli razem, i zaprosiła do gabinetu również jego. – Można więc powiedzieć, że był to przypadek, iż włączyłem się z żoną w wolontariat. Dowiedzieliśmy się o programie zatytułowanym „Tęsknię za rodziną”, który uruchomił dom dziecka, by dać swoim podopiecznym szanse na wyjście z zamkniętego kręgu i zobaczenia, że są ludzie, którzy żyją inaczej niż ich biologiczne rodziny – mówi Jarek. Pomysł na program zrodził się z faktu, że każdy uczy się przez modelowanie. Najwięcej otrzymujemy w rodzinie, ale możemy czerpać również z innych wzorów osobowych. Podglądamy przyjaciół, krewnych i czerpiemy z tej obserwacji to, co uważamy za najlepsze. Sprawdzone rozwiązania przenosimy do swoich rodzin. – Dzieci z placówek opiekuńczo-wychowawczych mają z tym problem, dlatego tak ważne jest, by mogły zobaczyć, jak wygląda inne życie – podkreślają pracownicy Domu Dziecka im. Ewy Szelburg-Zarembiny w Lublinie.

    Przyjaciel zawsze potrzebny

    Rodziną zaprzyjaźnioną zostali więc Agnieszka i Jarek, którzy pod swoją opiekę dostali Krystiana. – Początki były trudne, ale nie ma się czemu dziwić. W końcu byliśmy sobie obcy. Pojechaliśmy wspólnie z dzieciakami na wycieczkę rowerową. Krystian starał się trzymać z dala od nas, ale czuliśmy, że się nam przygląda. W drodze powrotnej zaczął z nami rozmawiać. Pierwsze lody pękły – wspominają małżonkowie. Potem już jakoś poszło. – Nie robiliśmy nic nadzwyczajnego, bo nie o to chodzi. Przychodziliśmy, by się z nim spotkać, porozmawiać. Zabieraliśmy go na lody, spacer, mecz piłki nożnej. Zapraszaliśmy do naszego domu, gdzie wspólnie przyrządzaliśmy posiłki, oglądaliśmy jakieś filmy, pracowaliśmy w ogródku. Zwyczajne rzeczy, w które włączaliśmy Krystiana, gdy było to możliwe – mówią państwo Lewiccy. Na co dzień Krystian mieszka dalej w domu dziecka, ale wie, że ma przyjaciół, na których może liczyć, do których może zadzwonić, z którymi spędza wolny czas, święta, ważne uroczystości. – Nasze spotkania są różne i o różnej częstotliwości. Oboje pracujemy i mamy inne obowiązki. Podobnie jest z Krystianem, który chodzi do szkoły i ma swoje zobowiązania na terenie placówki. Czasem więc spotykamy się co tydzień, czasem rzadziej, czasem częściej. Zależy od możliwości i okoliczności, ale mamy nadzieję, że Krystian wie, że w razie potrzeby może na nas liczyć – mówi Agnieszka.

    Może to coś dla ciebie?

    Takich rodzin czy osób dorosłych, które chciałyby wejść w przyjacielskie relacje z dziećmi, domy dziecka bardzo potrzebują. – Nasze dzieci w każdym wieku potrzebują przyjaźni i dobrych wzorców. To wcale nie jest tak, że tylko maluchy są zdolne się z kimś zaprzyjaźnić. Mamy w naszej placówce chłopca, który zdaje maturę. Mimo tego, że jest dorosły, wiemy, że chętnie wszedłby w takie relacje, by móc z kimś pogadać, poradzić się, zadzwonić do kogoś jednego, wyjątkowego, by podzielić się radością czy smutkiem. Człowiek zawsze do szczęścia potrzebuje drugiego człowieka na wyłączność, a dom dziecka tego nie zapewnia. Wychowawcy, nawet najbardziej oddani i wrażliwi, nie są w stanie być na wyłączność. Każdy potrzebuje zaprzyjaźnionej rodziny, która będzie tylko jego, która owiedzając naszą placówkę, przyjdzie do jednej, konkretnej osoby, a nie do wszystkich – podkreśla Sławomir Piotrowski, dyrektor Domu Dziecka nr 2 w Lublinie. Osoby, które zdecydują się zostać rodziną zaprzyjaźnioną, mogą liczyć na wsparcie ze strony domu dziecka, psychologa i wychowawców. Zainteresowani mogą się zgłaszać w biurze Centrum Administracyjnego im. Ewy Szelburg-Zarembiny w Lublinie przy Al. Racławickich 22 lub kontaktować się telefonicznie i elektronicznie: tel. 81 5320830, e-mail: sekretariat@ddesz.lublin.eu

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół