• facebook
  • rss
  • Wracam do Afryki!

    dodane 13.07.2017 00:00

    Siostra Cecylia Bachalska ze Zgromadzenia Sióstr Białych opowiada o pracy misyjnej i powrocie do Tanzanii.

    Justyna Jarosińska: Po 10 latach pracy w Polsce, w Lublinie, została Siostra ponownie skierowana do Afryki. S. Cecylia Bachalska: Zaskoczyła Siostrę decyzja zgromadzenia? S. Cecylia Bachalska: Nie, absolutnie nie. Pamiętam, jak 10 lat temu, gdy przyjechałam do Polski z Kenii, od razu zapytałam przełożoną, na jak długo. Chciałam szybko wracać do Afryki. Usłyszałam, że dopiero co przyjechałam, a już myślę o wyjeździe. Więc nigdy później już nie pytałam, ale cały czas miałam spakowaną walizkę. Jak na misjonarkę, to bardzo długo byłam w Polsce, więc decyzja zgromadzenia o moim wyjeździe nie jest dla mnie absolutnie czymś zaskakującym.

    Pracowała Siostra bardzo długo w Polsce. Nie boi się Siostra powrotu do Afryki po tylu latach?

    Gdy wstąpiłam do zgromadzenia, zaraz na początku wyjechałam do pracy właśnie do Tanzanii. Byłam tam 10 lat. Później 4 lata pracowałam w Kenii. Ostatnie 10 lat w Polsce.

    Afryka to miejsce, które znam i kocham. Lubię tamtych ludzi, dobrze znam język suahili, wiem mniej więcej, co mnie tam czeka, choć do końca nie wiem, co będę tym razem w Tanzanii robiła, i w jaki dokładnie rejon zostanę posłana. Domy mamy w północnej i środkowej części kraju. Myślę, że w najbliższym czasie zostanę powiadomiona, gdzie mnie przydzielono. A jeśli chodzi o strach, to tak, trochę się boję. Boję się malarii. Patrzę bardzo realnie i wiem, że malaria może się różnie skończyć. Widziałam wiele sytuacji, gdy pracowałam w Tanzanii jako pielęgniarka. Zaczynały się często bardzo niewinnie. Gdy myślę o Tanzanii, to właśnie myślę o malarii. Kiedyś już na nią chorowałam, ale byłam młodsza, organizm był silniejszy. Mimo wszystko ufam, że dam radę.

    Nigdy nie pojawiały się wątpliwości co do wyboru drogi życiowej? Nigdy Siostra nie żałowała swojej decyzji o byciu misjonarką?

    Nigdy nie żałowałam. Miałam oczywiście chwile zwątpienia, czy moja posługa w ogóle ma sens. Szczególnie w sytuacjach, gdy spotykałam się z niezrozumieniem ze strony ludzi, z którymi przyszło mi pracować. Pamiętam taką historię, gdy pracując w szpitalu, poprosiłam jedną z tamtejszych pielęgniarek o podłączenie szybko bardzo choremu dziecku kroplówki. To dziecko umierało. Gdy poszłam na oddział sprawdzić, czy już udało się jej to zrobić, okazało się, że ona tam jeszcze nie doszła, bo się zagadała. Nie wytrzymałam wtedy i powiedziałam jej kilka przykrych słów, na co w odpowiedzi usłyszałam, że czasy panowania białych ludzi już się skończyły. Było mi przykro, bo ja chciałam to dziecko uratować.

    A jak przez ostatnie lata wyglądała praca Siostry w Polsce? Co ważnego w ciągu tego czasu się wydarzyło?

    Od początku moim głównym celem tutaj była animacja powołaniowa. Byłam odpowiedzialna za dziewczęta, które wstępowały do zgromadzenia. Polek w naszym zgromadzeniu jest mało, bo tylko osiem. Siostry Białe od początku istnienia były zgromadzeniem międzynarodowym, ale Polek było i jest niewiele. Ja miałam za zadanie pomóc dziewczynom podjąć bardzo trudną decyzję dotyczącą ich drogi życiowej. Musiały w wolności serca rozeznać, czy to jest to powołanie, do którego Pan Bóg je zaprasza. Czasami ja sama widziałam, że dla niektórych życie w Afryce będzie za trudne, że taki wyjazd zbyt mocno odbiłby się na ich psychice; wtedy zachęcałam do poszukania innego zgromadzenia, które w charyzmacie nie ma obowiązkowego wyjazdu do Afryki. U nas każda siostra wyjeżdża. Przez te 10 lat współpracowałam też z parafiami i szkołami. Byłam też odpowiedzialna za grupę misyjną na KUL.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół