• facebook
  • rss
  • To były dobre lata

    Justyna Jarosińska

    |

    Gość Lubelski 33/2017

    dodane 17.08.2017 00:00

    Jubilaci do dziś pamiętają, co przyrzekali Bogu i biskupowi.

    6 sierpnia 1967 r. w uroczystość Przemienienia Pańskiego w lubelskiej archikatedrze 18 alumnów lubelskiego seminarium z rąk biskupa Piotra Kałwy otrzymało święcenia prezbiteratu. Młodzi mężczyźni przyrzekli wtedy biskupowi, że m.in. pilnie i mądrze będą pełnić posługę słowa, głosząc Ewangelię, pobożnie i z wiarą sprawować misteria Chrystusa oraz że będą wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego im ludu. Po 50 latach, ponownie w archikatedrze lubelskiej, tym razem w obecności abp. Stanisława Budzika, dziękowali za wszystkie lata swojego kapłaństwa.

    – 50 lat temu nasi złoci jubilaci o tej porze przyjmowali święcenia kapłańskie. Wtedy Chrystus przemieniony ukazał im blask swojego zmartwychwstania, aby dać im siłę i swoje błogosławieństwo na trud kapłańskiego życia – podkreślał abp Stanisław Budzik. – Dziś dziękuję za dar ich kapłaństwa, za 50 lat pięknego świadectwa o zmartwychwstałym Chrystusie.

    Rzucony na głęboką wodę

    Z grona tych, którzy 50 lat temu przyjęli święcenia kapłańskie, czterech odeszło już do Pana. Wielu podejmowało budowę kościołów i kaplic. Wszyscy wznosili Kościół z żywych kamieni osadzonych na fundamencie wiary. Wśród wyświęconych wtedy kapłanów znalazł się ks. Aleksander Ożóg. Choć wszyscy myśleli, że będzie studiował geologię, on wybrał teologię, i to w Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Lublinie. – To były naprawdę dobre lata – wspomina kapłan. – Miałem fajnych kolegów, byliśmy ze sobą zżyci. Razem podróżowaliśmy w wakacje. Chcieliśmy się rozwijać, a że w seminarium było dużo nauki, wpadliśmy na pomysł, że każdy z nas zgodnie z zainteresowaniami czyta w określonym terminie konkretną książkę i potem całej reszcie ją przedstawia. Staraliśmy się mieć szeroką wiedzę. Pamiętam, że uwielbiałem książki Remarque’a. Inni lubili co innego i dzięki temu mogliśmy wymieniać się informacjami. Ks. Aleksander po święceniach przez 10 lat pracował jako wikariusz w parafiach diecezji lubelskiej. – Kiedyś, gdy byłem w Lublinie w katedrze, spotkałem kolegę, który przyjechał szukać chętnych księży do pracy w Zambii – wspomina. – Zawsze marzyłem, by zostać misjonarzem, więc nie zastanawiałem się długo. Uzyskałem zgodę biskupa i pojechałem. Najpierw uczyłem się języka regionalnego, potem pomagałem w pracy księżom, którzy już tam byli przede mną. Po trzech latach przyjechałem do Polski na 3-miesięczny urlop, ale wiedziałem, że muszę wrócić do Zambii. Polski kapłan tym razem jednak został rzucony na głęboką wodę. – Przydzielono mi miejsce, które w ogóle wcześniej nie było zorganizowane duchowo. Nie było plebanii, kościoła, niczego. Wziąłem ze sobą kilku mężczyzn, którzy znali się trochę na tamtejszym budownictwie, i wyruszyłem. Najpierw musiałem postarać się o zgodę wodza plemiennego, bo choć krajem rządził już prezydent, to jednak lokalnie władza ciągle należała do poszczególnych plemion – wspomina ks. Aleksander. Na początku ekipa polskiego misjonarza przystąpiła do budowy plebanii, a potem rozpoczęła się praca duchowa z tymi, do których ks. Aleksander został posłany. – To byli bardzo otwarci ludzie – na nową religię i na działanie Bożej łaski.

    Wiary ustrzegłem

    Przez 7 lat ksiądz z Polski żył w Zambii dokładnie tak samo jak jego wierni. – To samo jadłem, tak samo jak oni mieszkałem. Z czasem tamtejszy biskup obdarzył mnie wielkim zaufaniem i uczynił swoim wikariuszem. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Gdy biskup wyjeżdżał, ja go zastępowałem. Miałem prawo głosu w tajnych wyborach biskupich. Klimat Zambii jednak dał się we znaki ks. Aleksandrowi. – Zachorowałem na nerki. Przyjechałem do Polski na operację i lekarz odradził mi powrót do Afryki. Zacięcie misyjne ks. Aleksandra jednak nie opuściło. Bardzo szybko okazało się, że w Anglii potrzeba duszpasterza do pracy z Polonią. – Dostałem propozycję i wyjechałem. Tam ks. Ożóg pracował 24 lata. – Do Polski wróciłem 3 lata temu, gdy skończyłem 70 lat – opowiada. – Po tak długim okresie różnorodnej pracy, choć mocno podupadłem na zdrowiu, mogę powiedzieć, że nigdy nie zwątpiłem w sens moje posługi, nigdy nie przeszedłem kryzysu wiary. Moje kapłaństwo postrzegam dokładnie tak samo jak na początku, 50 lat temu. Cieszę się z tego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół