• facebook
  • rss
  • Przywracanie wiary w człowieka i świat

    dodane 07.09.2017 00:00

    Prof. Leszek Mądzik, założyciel i dyrektor artystyczny Sceny Plastycznej KUL, o konieczności wydobywania wrażliwości, dostrzeganiu drugiego człowieka i odkrywaniu duchowości.

    Ks. Rafał Pastwa: Pan Profesor nadal dzieli się ze studentami tym, co można nazwać kulturą mediów wizualnych…

    Prof. Leszek Mądzik: To dla mnie jakiś inny rodzaj pracy. Ta dyscyplina i temat dają mi komfort, bo dzielę się tym, co dla mnie istotne i jest mi bliskie. Zauważenie faktury, światła, wybór tematu i jego selekcja – to ma wielkie znaczenie. Idziemy różnymi drogami, często się spiesząc, dlatego po drodze nie zauważamy pewnych ważnych śladów ludzkiej pracy i sztuki. To może detale, dotyczą one głównie fotografii, choć obecne są też w teatrze.

    Wydobywanie wrażliwości w każdym czasie jest niezwykle istotne.

    Rzeczywiście to praca mająca na celu wyzwalanie wrażliwości, bo ja wierzę, że ona jest w każdym ze studentów. Każdy ją nosi w sobie, ale być może jest ona czymś przytłoczona, może niszczy ją pośpiech i brak skupienia. Tymczasem wyzwalanie wrażliwości pozwala na odkrywanie wielkości człowieka.

    Profesor Mądzik jest jednak osobą znaną, cenioną, o ugruntowanej pozycji – a przeciętny student może pomyśleć, że nie stać go na takie wrażliwości, bo dzisiejszy świat nie sprzyja tym, którzy mają wrażliwe serce.

    I to jest, wie ksiądz, fantastyczne, umieć dostrzec drugiego. Kiedyś ktoś mi bardzo pomógł. Pomógł ukształtować moje myślenie. Ja byłem zafascynowany tkactwem, marzyłem, by być tkaczem, kończyłem edukację w tym kierunku. Pewne osoby pomogły mi odkryć tę drogę, a potem z tego wynikły kolejne moje impresje. Dlatego i ja staram się pomagać innym. Niektórzy nawet nie wiedzą, że im poświęcałem i poświęcam czas. Staram się wyzwolić w nich wolność, także od poczucia lęku, bo warto zaryzykować, gdy się odkryje w sobie wrażliwość i misję, jaką ma się do zrealizowania w życiu. Trzeba ją odpowiednio ukierunkować.

    Nadal największy nacisk kładziony jest na kierunki techniczne, informatyczne. Sztuka dzisiaj też przechodzi wiele kryzysów. Jeden z największych współczesnych artystów podkreśla, że sławę zawdzięcza trójce plus z plastyki i pile spalinowej…

    Żyjemy w czasie pełzającego zagrożenia materializmem. Zdobywa nas podświadomie komfort egzystencji. Stąd wielu ludzi skupia się na zewnętrznej formie, co prowadzi do zagubienia duchowości, a niekiedy wręcz do zagubienia misji, jaką ma do spełnienia człowiek w tym życiu. Proszę zauważyć, że element materialności przewartościował nawet organizację naszego stylu życia. Dobrze by było, gdybyśmy odkrywali pewien rodzaj duchowości, który przywracałby wiarę w człowieka i świat. Sam mam taką potrzebę poszukiwań wobec trendów lansowanych we współczesnej kulturze.

    Na terenie zespołu parkowo-pałacowego w Kozłówce znajduje się Pańska wystawa „Sacrum miejsca”. Była już prezentowana na dziedzińcu KUL. Co to znaczy sacrum miejsca?

    Gdy sięgamy do minionych epok, to widzimy, że czytanie duchowości było silniejsze, bardziej pełne niż obecnie. Są kraje, które zagubiły to całkowicie. Coś, jak wspominałem, przytłoczyło tę wrażliwość na sacrum. Natrafiam jednak podczas swoich podróży na miejsca, które oddziałują jakąś tajemnicą. Sacrum to nie jest ścisła interpretacja określonego faktu, to coś głębszego. Ja nie szukałem tych miejsc, ja na nie trafiałem.

    Które z fotografii tej wystawy są Panu najbliższe?

    Dokonałem pewnej selekcji, ale mam też ulubione, które wiążą się z moją podróżą do Peru i Meksyku. Zderzenie lokalnej, archetypicznej kultury tych krajów z chrześcijaństwem zrodziło niezwykły rodzaj ekspresji. Tylko tam zobaczyłem rzeźby ubrane w kostium i tkaninę. To przyodziewanie daje teatralny charakter, dokonuje się niezwykły rodzaj dramaturgii przekazu.

    Choć posługuje się Pan milczeniem, sięgnijmy do literatury. Przed laty otrzymałem od pani Ireny Zalewskiej-Krawczyk z Chełma poemat Różewicza „Matka odchodzi”. Wywarł na mnie ogromne wrażenie. Pan ostatnio kolejny raz przypomniał spektakl „Odchodzi” na podstawie tej książki…

    Jedno z moich spotkań z Różewiczem było wyjątkowe. Wręczył mi wtedy, we Wrocławiu, egzemplarz poematu. Czytając go, widziałem obrazy. To doprowadziło do powstania spektaklu inspirowanego osobą autora. Zasadnicza refleksja zrodziła się z faktu, że najbardziej dociera do nas wielkość osoby, gdy ją stracimy. Ale potrzebny był dramat odejścia tej ukochanej osoby. Dlatego warto codziennie pamiętać, jak wielką wartość stanowi każdy człowiek. Sacrum także rodzi się z dramatu. Nieprzypadkowo całą twórczość Różewicza w myśleniu chrześcijańskim mieści prof. Stefan Sawicki. Natomiast w październiku w spektaklu „Gorset” zwrócę uwagę na jeszcze inny wymiar wrażliwości.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół