• facebook
  • rss
  • Patent na grzeczne dzieci w kościele?

    dodane 07.11.2017 16:57

    Kapucyn o. Andrzej Cebula o patencie na grzeczne dzieci w kościele, słowach, których chcą słuchać najstarsi, i komputerach w niebie.

    Justyna Jarosińska: Ktoś, kto mówi kazania do dzieci od tak wielu lat, pewnie nie musi się już do nich przygotowywać…

    O. Andrzej Cebula OFM Cap: Przygotowywać trzeba się zawsze. Bez względu na to, czy mówi się do dzieci, do młodzieży, czy dorosłych. Już w poniedziałek sprawdzam, jakie będą czytania i Ewangelia w kolejną niedzielę. Wyciągam z nich wspólny motyw główny. Jeśli jest on dla dzieci za trudny, szukam innego punktu zaczepienia. Potem zastanawiam się, jak te treści przekazać, czym mogę się posłużyć jeśli chodzi o przykłady czy rekwizyty.

    No właśnie, rekwizyty – to konieczne?

    Jestem wzrokowcem i w słuchaniu kogokolwiek bardzo pomaga mi to, co on pokazuje, nawet samym sobą. Ponieważ tak działam, przekładam to także na głoszenie słowa Bożego. Słyszę często od dorosłych, że ten sposób przekazywania przeze mnie Ewangelii także dla nich jest lepiej przyswajalny. Opowiadają, że lubią przychodzić na Msze św. dla dzieci, bo wszystko rozumieją. (śmiech) A ja lubię przygotowywać scenki, wykorzystując rekwizyty. Mam świadomość, że wielu, także dorosłych, po wysłuchaniu Ewangelii zastanawia się, o czym była. Wychodzą z kościoła i nic nie pamiętają. To naturalne. Człowiek, jeśli naprawdę nie skupi się, nie dokona pracy w swoim umyśle nad słuchanym słowem Bożym, nie zapamięta go. Cechuje to przede wszystkim dzieci, które rzadko kiedy podczas słuchaniu Ewangelii potrafią sobie stworzyć w głowie taki obraz, jaki rodzi się im przy słuchaniu bajek. Ewangelia jest o dorosłych, a dzieci nie wchodzą automatycznie w takie obrazy. Dlatego staram się Nowy Testament, który dzieje w świecie dorosłych, przenieść w świat dzieci. Pomagają m.in. rekwizyty.

    Słuchają Ojca z dużym zainteresowaniem i przedszkolaki, i starsi uczniowie. Jak się buduje taki autorytet?

    Przede wszystkim jestem sobą. Mam naturę trochę kawalarską i świetnie odnajduję się wśród dzieci. Zawsze jednak traktuję je bardzo poważnie, szczególnie ich problemy. Jeżeli dzieci to widzą, zaczynają się otwierać. Dorośli najczęściej nie traktują na serio problemów swych pociech. A dla dzieci ich kłopot w jest danym momencie największa życiową tragedią. Próbuję poruszać w kazaniu trudności, w których one się znajdują. Umieszczam słowo Boże w kontekście tego, co jest ich bólem czy brakiem. Staram się dostosować temat, by choć przez chwilę zwrócić się do każdej grupy wiekowej, do maluchów, do starszych, a czasami przemycę słowo też do rodziców. A jeśli widzę, że tracę uwagę, to znaczy, że którąś grupę przestaje interesować to, co mówię, że nie utożsamiają się z problemem, który poruszam. Ja nie oczekuję, że uwaga dzieci przez sto procent czasu będzie skupiona na tym, co mówię, bo tego nie dadzą mi nawet dorośli. Z drugiej strony wiem, że zależy to tylko ode mnie. Gdy widzę, że ktoś rozmawia, pokazuję nowy rekwizyt, zadaję nowe pytania, wyciągam do odpowiedzi nowych ochotników.

    Zdarzają się sytuacje, że ułożona w głowie i dobrze przygotowana homilia przybiega w zupełnie inny niż zaplanowany sposób?

    To, co chcę powiedzieć, mam wcześniej ułożone i przemyślane. Jest wiele rzeczy, które jestem w stanie przewidzieć, ale czasami zdarzają się takie odpowiedzi dzieci, których się zupełnie nie spodziewam, których wręcz nie chcę. Niekiedy wywołują one salwę śmiechu w kościele. Czasami sam z trudem powstrzymuję się przed głośnym śmiechem. Wiem, że wielu kapłanów odpowiedź przeciwna do tej, której oczekują, często zbija z tropu. Ja już nabrałem wprawy w reakcji na takie odpowiedzi. Wykorzystuję je, by coś dzieciom wyjaśnić. Kiedyś słyszałem, jak w naszym kościele jeden z kapłanów zapytał dzieci, czy chciałyby pójść do nieba. Część z nich odpowiedziała, że tak, ale całkiem duża część, że nie. Takiej odpowiedzi się nie spodziewał. A chodziło o to, że w niebie nie będzie komputerów. (śmiech)

    A nie będzie?

    Jeśli powie się dzieciom, że w niebie nie będzie internetu, komputerów czy czekolady, to one nie będą chciały iść do nieba. Ale co robi Pan Bóg przez proroków w Starym Testamencie? Obiecuje ludziom to, co było dla nich na ziemi bardzo ważne. W Ewangelii czytamy, że Bóg przygotuje w niebie swoim wiernym ucztę z najwyborniejszego wina i mięsa. Tego oczywiście nie będzie, bo nie będziemy potrzebowali niczego dla ciała. Ale jeżeli Bóg do dorosłych mówi w ten sposób, to ja nie krępuję się powiedzieć dziś dzieciom, że w niebie są najlepsze komputery, których tu na ziemi nigdy nie będą mieli. Ja ich nie okłamuję. Obiecuję im to, co na tym etapie jest dla wielu niewyobrażalnym szczęściem.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół