• facebook
  • rss
  • Nie czujemy ciężaru sławy babci

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 47/2017

    dodane 23.11.2017 00:00

    Profesor Hélène Langevin-Joliot – wnuczka i prof. Pierre Joliot – wnuk Marii Skłodowskiej-Curie odwiedzili Lublin. Wizyta związana była ze 150. rocznicą urodzin patronki lubelskiego uniwersytetu.

    Hélène ma 90 lat i swoją babcię Marię pamięta słabo, jednak ma wrażenie, że im jest starsza, tym lepiej ją zna. – W mojej pamięci zostały jakieś migawki. Spacer w parku, wizyta w laboratorium babci, obiad w jej mieszkaniu. Nic konkretnego. Kiedy babcia zmarła, miałam 7 lat, a to było tak dawno temu – mówi Hélène i przyznaje, że dziś trudno jej powiedzieć, które wspomnienia to jej rzeczywiste doświadczenie, które to historie latami opowiadane w rodzinie, a które pochodzą z czytanych biografii, listów, oglądanych zdjęć czy rodzinnych filmów. – Jedno jest pewne: wydaje mi się, że znam ją bardzo dobrze, a jednocześnie nigdy ani ja, ani mój brat nie czuliśmy na sobie ciężaru jej sławy. Rodzice nie obciążali nas pamięcią o wielkości babki. W rodzinie wspominano zarówno jej wielkie odkrycia, jak i złe wybory. Dla nas była zawsze zwyczajna, tak jak nasi rodzice – mówi Hélène.

    Praca powinna być pasją

    Oboje z bratem mieli normalny dom, w którym wzrastali i obserwowali, z jaką pasją i ciekawością ich bliscy podchodzą do nauki. To nie była praca, do której szło się z ciężkim sercem, ale przygoda. – Pamiętam oburzenie mojej mamy Irène, kiedy przeczytała gdzieś, że Maria Curie poświęciła się dla nauki. Dla naszej rodziny takie stwierdzenie było nie do pomyślenia. Maria kochała naukę, traktowała ją jak pasjonującą grę, której reguły usiłowała poznać, ale nigdy się dla niej nie poświęcała. To był dodatek do rodziny i dzieci, a że był pasjonujący i przynosił odkrycia służące ludziom, to była konsekwencja cierpliwości i pokory w podejmowaniu kolejnych doświadczeń i eksperymentów – podkreśla wnuczka noblistki. Dlatego gdy podczas wojny na lekcji moralności, jakie odbywały się w liceach dla dziewcząt, nauczyciel mówił, że przeznaczeniem kobiety jest wyjść za mąż, wychowywać dzieci i dobrze gotować, Hélène powiedziała, że jej zdaniem kobieta może dużo więcej. – Wróciłam do domu i opowiedziałam o tym mamie. Ona przyznała mi rację i zapytała, czy sądzę, że wszystkie kobiety mają tak pasjonującą pracę jak ona. Dotarło wtedy do mnie, że niektórzy robią coś, czego nie lubią, i to wydało mi się straszne – mówi Hélène.

    Nauka nie jest dla wybranych

    Profesor Pierre Joliot babci nie pamięta. Miał 2 lata, kiedy zmarła, ale i on nie czuje na sobie ciężaru, jaki – mogłoby się wydawać – niesie za sobą bycie wnukiem tak znanej kobiety. Sam jest profesorem fizyki i od najmłodszych lat uprawia naukę, traktując ją podobnie jak wszyscy w rodzinie – jako pasję. – Nie byłem nigdy prymusem. Owszem, moja siostra należała do najlepszych uczennic, ale ja byłem zawsze przeciętny. Natomiast nauka nie jest dla wybranych, jakichś szczególnych ludzi. Przynajmniej w moich czasach nigdy nie była. Obserwując rodziców, którzy z taką radością się jej poświęcali, myślałem, że to musi być świetna zabawa, gdy bada się różne zjawiska. Byłem leniwy i nie chciało mi się za bardzo męczyć, wolałem się bawić i robić coś przyjemnego, dlatego poszedłem w ślady moich bliskich. Wszyscy wokół zajmowali się nauką i byli przy tym tak zadowoleni, że nawet nie próbowałem szukać innego zajęcia – mówi Pierre Joliot. Chwile zwątpienia co do swego mniemania o nauce przeżył na początku studiów, kiedy okazało się jednak, że teoria, którą trzeba przyswoić, nie ma wiele wspólnego z zabawą. Kiedy jednak wpuszczono go do laboratorium, przyznał rodzicom rację – to pasjonująca przygoda. – Patrzę na dzisiejszy świat nauki, pełen konkurencji, jakichś wyścigów do sławy, i nie mogę go pojąć. Dla nas naukowiec to był przede wszystkim dobry człowiek, pełen cierpliwości, który nie zrażał się, wykonując setki razy różne doświadczenia. To był ktoś, kto dzielił się swoimi spostrzeżeniami z innymi i korzystał z ich doświadczeń. Taki świat nauki prezentowali moi rodzice i babcia, w taki świat wchodziłem i ja. Mam jednak wrażenie, że tego świata dziś już nie ma – mówi prof. Pierre Joliot. Oboje jednak, Pierre i Hélène, podkreślają, że nauka jest dla wszystkich, że nie trzeba być do niej wybrańcem, kimś naznaczonym. To pasja, która jest dostępna dla każdego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół