Gość Katowicki 29/2018 Archiwum

Jakbyś miał powiedzieć, na ile jesteś szczęśliwy?

Rodzinny dom dziecka. Praca jest trudna i słabo opłacana, a jednak większość ludzi, którzy się jej podejmują, za nic w świecie by z niej nie zrezygnowała. Bo to nie jest zawód, ale wzięcie odpowiedzialności za czyjeś życie.

Zajęcie 24 godziny na dobę, bez urlopu, który prawnie rodzinom zastępczym się należy, ale z którego w praktyce nikt nie korzysta. – Jak ma niby wyglądać nasz urlop? Mamy zostawić dzieci, które są nam powierzone, w jakimś nieokreślonym przez ustawę miejscu i pojechać odpoczywać? – pytają rodzice zastępczy zrzeszeni w Stowarzyszeniu na rzecz Przeciwdziałania Sieroctwu Społecznemu i Wspierania Rodzinnych Form Opieki nad Dzieckiem „Rodzina”. – A co z uczuciami naszych podopiecznych? Można tylko wyobrazić sobie, co by czuły zostawione na miesiąc w jakimś obcym miejscu. Raz już te dzieci przeżyły traumę – podkreślają. To młode stowarzyszenie powołane przez rodziny zastępcze, by wspierać się wzajemnie, służyć sobie pomocą i wymieniać doświadczenia. Jak bardzo potrzeba takiego kontaktu i małych grup wsparcia ludzi przeżywających podobne sytuacje, wiedzą doskonale państwo Małgorzata i Janusz Gulipowie, którzy prowadzą rodzinny dom dziecka w Jakubowicach Konińskich.

Pierwsze drzwi

Kiedy Małgosia urodziła Olę, okazało się, że dziewczynka ma poważną wadę słuchu. Nikt wcześniej w rodzinie nie miał takich problemów, więc żadnego doświadczenia, jak pomóc takiemu dziecku się rozwijać i funkcjonować, nie było. Jedynym rozsądnym wyjściem, jakie przyszło rodzicom do głowy, było zapisać się na studia pedagogiczne i po prostu nauczyć się, co robić. Małgosia przygotowała dokumenty i zawiozła je na uczelnię. – Nie miałam pojęcia, że papiery na pedagogikę składa się w różnych pokojach. Trafiłam do jednego, gdzie odbywała się rekrutacja, i zapisałam się na studia. Okazało się, że przyjmowano tam kandydatów na pedagogikę opiekuńczo-wychowawczą – opowiada.

– Pragnienie pomagania dzieciom było w nas od zawsze, a właśnie tego rodzaju studia dały mi niezbędną wiedzę i przygotowanie – dodaje. Zajęcia skończyła, pomogła córce, potem urodziła także drugie dziecko – Karolinkę. – Trudne doświadczenie przyszło, gdy Karolinka miała pięć lat. Zachorowała na ospę i zmarła. To było jak zjazd na boczny tor. Uczyliśmy się żyć bez niej – opowiadają rodzice. W tamtym czasie ich uwagę przyciągnęli znajomi, którzy zaopiekowali się trójką dzieci z domu dziecka. Zawsze uśmiechnięci, pełni energii, z pasją mówili o swoim życiu. Ola znała te dzieci i po jakimś czasie od śmierci siostry z tęsknotą mówiła o rodzeństwie Wtedy pojawiła się myśl, by stworzyć dom dla dzieci, które znalazły się w dramatycznej sytuacji życiowej pozbawione swoich biologicznych rodzin. – Mieliśmy dom w Jakubowicach, a w nim miejsce, by przyjąć dzieci. Ola miała 12 lat i nie wymagała już tak wiele uwagi. Lata pracy z nią okazały się sukcesem – opowiada Janusz.

Życiowe zakręty

Po odbyciu specjalistycznych szkoleń małżonkowie zostali zaproszeni do ośrodka adopcyjnego i usłyszeli, że mogą pojechać do domu dziecka i wybrać podopiecznych. – Pamiętam, że wówczas równocześnie powiedzieliśmy: „To nie zoo”. Nie chcieliśmy wybierać, chcieliśmy dać dom dzieciom potrzebującym. Wskazano nam więc rodzeństwo: sześcioletniego Konrada i pięcioletnią Wiktorię – opowiadają państwo Gulipowie. Zanim dzieci do nich trafiły, dwa miesiące trwał okres zapoznawania. Jeździli do domu dziecka, gdzie przebywało rodzeństwo, by dzieci mogły ich poznać i przyzwyczaić się do nich. – Teoretycznie powinno być tak, że dzieci nie wiedzą, że odwiedzają je potencjalni rodzice zastępczy, ale one są bardzo mądre i szybko się orientują, o co chodzi. Tym bardziej że Konrad i Wiki nie byli przecież niemowlakami, a starsi koledzy, gdy zaczęto przeprowadzać badania, czy dzieci są zdrowe, od razu powiedzieli im, że pójście do lekarza, gdy się nie choruje, oznacza przygotowanie do przeprowadzki – wspominają Małgorzata i Janusz. Wiktoria od razu była bardzo ufna, Konrad udawał, że nie jest zainteresowany. Dzieci miały swoich biologicznych rodziców, ale ich problemy i niezaradność życiowa sprawiły, że nie mogli zajmować się rodzeństwem, które trafiło do domu dziecka.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma