Po każdym deszczu trzeba drzewa opryskać, by nie chorowały. Do tego przycinanie, odpowiednia pielęgnacja i w końcu zbiór owoców. Dobrze by było, by za taką pracę i płaca była dobra. Z tym jednak bywa różnie. – W Rybitwach sady nie są może największe, ale w naszej parafii w takich miejscowościach jak Nietrzeba czy Niesiołowice większość ludzi z nich żyje. O ile mają specjalistyczne chłodnie, by owoce przechować do tej pory, za jabłka mogą dostać jakąś godziwą stawkę, ale większość z okolicznych mieszkańców nie ma możliwości tak długiego przechowywania owoców, więc sprzedajemy je jesienią zazwyczaj za bardzo niską cenę – mówi pani Lidia Kramek, sołtys z Rybitw. Podkreśla też, że dzisiejsza wieś bardzo się zmieniła w porównaniu z tą, jaką zapamiętała z dzieciństwa.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








