Nowy numer 42/2020 Archiwum

Lubelskie lokomotywy wyborcze

W praktyce największym wrogiem każdego biorącego udział w kampanii wyborczej nie jest nikt inny, niż kolega lub koleżanka z tej samej listy.

Złożenie list wyborczych do Państwowej Komisji Wyborczej w celu ich rejestracji było ostatnim formalnym warunkiem, który musiały spełnić komitety wyborcze, aby wziąć udział w parlamentarnej kampanii wyborczej. Od tego momentu kandydaci z poszczególnych list rozpoczęli najcięższą walkę o mandat.

Osoby, które wywalczyły pierwsze miejsca na listach, walczą nie tylko o głosy dla siebie, ale tak naprawdę pracują na całą listę. To tzw. lokomotywy, które mają pociągnąć pozostałych kandydatów do zwycięstwa.

Mimo, że od 2011 roku obowiązuje tzw. ustawa kwotowa, narzucająca komitetom wyborczym wymóg, by na listach obowiązywały tzw. kwoty płci, czyli by na liście nie było mniej niż 35 proc. zarówno kobiet jak i mężczyzn, to kobiet na pierwszych miejscach jest niewiele.

Na taki ruch zdecydowało się w Lublinie tylko kilka komitetów, dając właśnie kobietom najcenniejsze, pierwsze miejsce na liście. Platforma Obywatelska wystawiła z numerem pierwszym Joannę Muchę, Prawo i Sprawiedliwość zdecydowało, by tzw. lokomotywą była Elżbieta Kruk, Nowoczesna Ryszarda Petru wystawiła Urszulę Bury, a Ruch Społeczny Rzeczypospolitej Polskiej umieścił na „jedynce” Joannę Szadurę.

Zakończenie niewidocznej dla wyborców walki kandydatów o miejsce na liście wyborczej stanowi początek widocznej już, realnej walki o głosy wyborców i to wcale nie - jakby się mogło wydawać - między kandydatami z konkurencyjnych ugrupowań.

Każda kampania odkurza słynną hierarchię wrogów; idąc od najmniej znaczących - na kolejnych szczeblach plasują się: wróg, największy wróg, koalicjant i na samym szczycie - kolega z partii, czyli tej samej listy wyborczej. 

Zatem w praktyce, największym wrogiem każdego biorącego udział w kampanii wyborczej nie jest nikt inny, niż właśnie kolega z tej samej listy. Bo poza walką o zwiększenie elektoratu dla danego ugrupowania, aż do ciszy wyborczej trwa walka o to, by sympatyzujący z danym ugrupowaniem wyborca wybrał z listy swojego ulubionego ugrupowania tę, a nie inną osobę.

* Dr Agnieszka Łukasik-Turecka – adiunkt w Katedrze Teorii Polityki KUL, członek Zespołu Ekspertów KUL.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama