Nowy numer 47/2020 Archiwum

Chcę słuchać ludzi

O pierwszych decyzjach, bolączkach Lubelszczyzny oraz o tym, że politykiem tak naprawdę jest każdy, z wojewodą lubelskim Przemysławem Czarnkiem rozmawia Justyna Jarosińska.

Justyna Jarosińska: Dotychczas nie był Pan znanym politykiem.

Przemysław Czarnek: Byłem znany w kręgach samorządowych i prawniczych, ale też jako polityk znany byłem w okręgu zamojskim. Dziś niestety wielu ludziom wydaje się, że jeśli ktoś nie pojawia się na pierwszych stronach gazet, to nie ma go w polityce. A politykiem tak naprawdę jest każdy, kto politykę rozumie jako działanie na rzecz dobra wspólnego. Ja tak właśnie to rozumiem i w takiej polityce jestem już od wielu lat. Najpierw na studiach – jako asystent prezydenta Zamościa, później w Instytucie Edukacji Narodowej, a od 2005 r. związany byłem z biurem posła Sławomira Zawiślaka. Cały czas więc jestem w tzw. obiegu politycznym.

Na stanowisko wojewody trafił Pan z poparcia kluczowych polityków regionu.

Tak, moją kandydaturę poparł tandem polityczny Michałkiewicz–Zawiślak. To było działanie pełnomocników dwóch okręgów wyborczych. Wbrew temu, co czytamy w prasie, moja osoba na urzędzie wojewody to efekt działań nie tylko posła Zawiślaka, ale także ministra Krzysztofa Michałkiewicza.

Czym zajmuje się wojewoda, jakie są Pana kompetencje?

Wojewoda jest przedstawicielem rządu w terenie i to jest jego podstawowa funkcja. Nie jest podmiotem kreującym politykę, tylko wykonującym politykę rządu – i za to wykonywanie polityki odpowiada. W szczególności stoi na straży bezpieczeństwa publicznego w województwie. To podstawowa działalność. Wojewoda lubelski ma dodatkową specyfikę, że znajduje się na terenie granicznym, więc w jego zarządzie jest też infrastruktura przejść granicznych. Wojewoda także jako przedstawiciel rządu w terenie przystosowuje cele polityki rządu do rzeczywistości w województwie i informuje rząd o wszystkich problemach i zagrożeniach, które na terenie województwa występują.

Czyli jest Pan „uchem” rządu?

Tak to nazwałem już wcześniej i taka właśnie jest rola wojewody. Musi słuchać i informować rząd o tym, co się dzieje w terenie, by rząd mógł rozwiązywać określone problemy. Musi być w związku z tym bacznym obserwatorem, musi robić to, co premier Beata Szydło powiedziała przy wręczaniu nominacji: wyjść do ludzi i słuchać ich, bo jeśli tego nie będzie robił, to nie będzie miał pojęcia o tym, jakie są problemy.

Widzi Pan już jakieś problemy w naszym województwie?

Oczywiście. Wiele z nich widziałem już wcześniej, ale niektóre odkrywam dopiero teraz. Pierwsza najważniejsza rzecz to stan naszej infrastruktury drogowej i kolejowej. Żeby mówić o jakimkolwiek rozwoju przedsiębiorczości, musimy mieć infrastrukturę na poziomie centralnej i zachodniej Polski. W tej chwili jesteśmy dzikim rezerwatem przyrody, jeśli chodzi o drogi krajowe i autostrady, i równie dzikim rezerwatem, jeśli chodzi o połączenia kolejowe – to jest skandal. To pierwsza sprawa, którą zgłosiłem ministrowi spraw wewnętrznych i administracji Mariuszowi Błaszczakowi. Stwierdziłem, że jeżeli mamy cokolwiek zrobić na Lubelszczyźnie, to od tego trzeba zacząć, to jest warunek sine qua non. Musimy też pamiętać, że w tym regionie co drugi wyborca głosował na Prawo i Sprawiedliwość, więc ludzie oczekują konkretnych zmian.

Coś jeszcze jest do poprawy?

Zasadniczo jesteśmy regionem bezpiecznym, jednak i tu pojawiają się problemy. Chodzi o wały przeciwpowodziowe, które w jakiejś części zostały zrobione, natomiast ciągle na naprawę czeka 8 km wałów w Dolinie Opolskiej i Dolinie Świeciechowskiej, gdzie woda wyrządziła najwięcej szkód w czasie ostatnich powodzi. To poważny wydatek i trzeba na to czasu, a pogoda jest niepewna. Ten fakt także zgłosiłem w ministerstwie, bo trzeba informować o tym, co zastaliśmy. Są również problemy, które właśnie ujawniły się na spotkaniu z administracją zespoloną. Okazuje się, że dzięki temu, iż nasz region jest nieco spokojniejszy, a przy tym policja ma dobre wyniki, poprzednia władza na fakt niskiej przestępczości reagowała cięciami kadrowymi. W tej chwili mamy do czynienia, jak poinformował mnie komendant główny policji, z sytuacją, w której brakuje nam naprawdę wielu policjantów, są wakaty, bo statystyka dobrej pracy przełożyła się na całkowicie odmienne decyzje, niż być powinny. Jest też wiele innych problemów, jak choćby wynagrodzenia w administracji rządowej w województwie na szczeblu zwykłych pracowników w służbie cywilnej. Jest wielu urzędników najniższego szczebla w urzędzie wojewódzkim i w inspekcjach, którzy zarabiają nieraz gorzej niż sprzątaczki w niektórych zakładach pracy – to nie jest rzecz normalna.

Jak Pan widzi współpracę z samorządami lokalnymi?

Ona dopiero się nawiązuje, ale mam już deklaracje od przedstawicieli marszałka województwa, że jest absolutnie otwarty na współpracę, podobnie europoseł Krzysztof Hetman ma nadzieję na dobrą kooperację. Wydaje mi się, że będzie dobrze. Ja ze swoje strony na pewno nie będę robił nic, co by taką współpracę blokowało.

Co nowy wojewoda robi w wolnym czasie?

Lubię grać w FIF-ę z synem na Xboksie i bardzo lubię jeździć na rowerze. Oprócz tego śpiewam też w Chórze św. Cecylii przy parafii św. Stanisława, ostatnio obchodziliśmy jubileusz 5-lecia istnienia. Był wielki koncert i kościół pełen ludzi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama