Nowy numer 48/2020 Archiwum

Miłość większa niż strach

Nazywam się Wanda Lotter. Urodziłam się 9 września 1939 roku. Był to bardzo smutny dzień dla osób mego pochodzenia. Jednak mnie dane było rosnąć w świetle miłości Polaka do mojej matki Żydówki. Ta miłość uratowała nam życie.


Dla mojej matki wojna nie skończyła się nigdy – mówiła Wanda Lotter. – Mimo aplikowanych leków nie potrafiła zapomnieć. Bała się patrzeć ludziom w oczy, bo w oczach krył się ciągły strach. Nie wspominała często swego rodzinnego domu. Wiem, że żyła w wielkiej biedzie, ale w rodzinie, która bardzo się kochała. W domu mówiono w kilku językach – po żydowski, polsku, ukraińsku, rosyjsku i niemiecku. Mama była najmłodsza z trojga dzieci. Dom był rygorystyczny w zachowywaniu żydowskich tradycji. Ten dom znajdował się w małej wiosce na Kresach, gdzie sąsiadami byli Polacy, Ukraińcy, Niemcy, Czesi i oczywiście Żydzi. Stąd znajomość języków i mieszanie się tradycji.
Zofia Grzesiak, czyli Nechume Szwarcblat, bo tak naprawdę nazywała się mama Wandy, od dziecka pragnęła wyjechać daleko i pisać długie listy do bliskich. To marzenie się nie spełniło, bo gdy była daleko, nie miała już do kogo pisać listów. Jednak zamiłowanie do pisania było tak silne, że mimo traumy wojny została pisarką.


Uratowane


Kiedy przyszła wojna, cała rodzina z wyjątkiem Nechume i jej córeczki zginęła w wykopanych przez siebie grobach. Nechume przeżyła dzięki 27-letniemu Tadeuszowi. Był sąsiadem Żydów i widząc, co się dzieje, zaproponował, by młoda kobieta z nowo narodzonym dzieckiem nie uciekała z resztą rodziny, ale zatrzymała się u niego. – Udało się załatwić aryjskie papiery, a że mama nie była z urody typową Żydówką, można było podszyć się pod inne nazwisko. Od tamtej pory Tadeusz był z nami do końca swoich dni. Dziś chcę mu podziękować za to, że moje dzieciństwo, mimo wojny i trudnych lat powojennych, było szczęśliwe – mówiła pani Wanda.
Wielu wydarzeń Wanda nie pamięta, gdyż była wtedy zbyt mała, ale wie z opowiadań mamy i ojczyma, że to, iż przeżyli, jest cudem. – Gdy wszystkich bliskich mojej matki rozstrzelano, przyszedł czas na napady band ukraińskich. Dokonują napadu na mieszkanie, w którym jestem ja, moja matka i mój ojciec. Ojcu udaje się uciec, zostaje tylko ranny w rękę. My jednak tego nie wiemy, matka jest przekonana, że ojciec nie żyje, błaga więc napastników, żeby wobec tego zabili mnie i ją, bo nie ma właściwie już sensu żyć. Ukraińcy boją się jednak popełnić mord na nas, ze względu na to, że ojciec ich wszystkich zna, a jeżeli przeżył, wstąpi do partyzantki i ich wszystkich uśmierci. W związku z tym zostajemy przy życiu – opowiada.


Obóz pracy


Po tych wydarzeniach rodzina wyprowadza się do wsi Sarny. Tam jednak po jakimś czasie podczas niemieckiej łapanki trafia do więzienia, skąd zostaje zesłana do obozu pracy w Wiedniu.
– Barak dobrze pamiętam, byłam wówczas już trzyletnim dzieckiem. Pamiętam łzy mojej matki, pamiętam lęki, pamiętam obawy, by nie mówić przez sen, żebym ja broń Boże nie powiedziała czegoś po żydowsku – więc nie mówiłam, po prostu nie mówiłam – opowiada.
Z obozu z Austrii wrócili w maju 1945 roku. – Jechaliśmy takim bydlęcym transportem, we trójkę, do Gdańska, ponieważ ojciec sobie wymyślił, że chciałby w Gdańsku zamieszkać, jakiś warsztat otworzyć, coś robić, coś zarabiać. Jednak w drodze z obozu okazało się, że matka nie jest w stanie dojechać do Gdańska, i w ten sposób musieliśmy zatrzymać się w Pile. Tam mieszkaliśmy jakiś czas, jednak rodzice zdecydowali się wrócić do rodzinnego miasta ojca, do Lublina – mówi pani Wanda.


Wypróbowana miłość


Po wojnie Nechume, która była według fałszywych papierów Zofią, i Tadeusz Grzesiak pobrali się. – Miłość mojego przybranego ojca do mamy przeszła tak wiele prób i poświęcenia, że mama nigdy nie wątpiła w to uczucie. Sama bardzo go pokochała, choć z wojny wyszła okaleczona do tego stopnia, że do końca życia właściwie nie podniosła nigdy głowy, ponieważ bała się rozpoznania. Natomiast ojciec był człowiekiem niezwykle rzutkim – wieczny optymista, człowiek o szerokich horyzontach, samouk, wychowany bez matki, która zmarła. Jego ojciec prowadził kuźnię na wsi. Za swoje lewicowe przekonania był więziony na lubelskim zamku, nigdy nie tracił jednak ducha. Małżeństwo mamy i Tadeusza jest przykładem wielkiej miłości, większej niż strach. I choć rodzice byli biedni, żyli z pracy rąk ojca, udało się stworzyć dom w przyzwoitych warunkach. Po wojnie tata skończył studia zaoczne i podjął pracę w Lublinie. Dla mnie Tadeusz pozostał na zawsze wzorem odpowiedzialności za innych. Nauczył mnie radzenia sobie w różnych sytuacjach, nawet tych skrajnych. Uczył mnie też przegrywać, mówił, że przegrywać należy godnie. To on mnie nauczył traktować porażki jak życiowe lekcje. Za to też mu dziękuję – mówiła o swoich rodzicach Wanda Lotter podczas Dnia Judaizmu w lubelskim seminarium.
Tadeusz Grzesiak jest jednym z uhonorowanych tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama