Nowy numer 33/2020 Archiwum

Na szczęście jest „Nadzieja”

Niewielka wioska na skraju województwa lubelskiego jako jedyna w diecezji może poszczycić się faktem, że patronuje jej sam Pan Jezus Zmartwychwstały.

Parafia położona między Polichną a Szastarką liczy nieco ponad 700 wiernych. Oprócz górującego nad domami wiernych kościoła, jest tu jeszcze budynek, w którym kiedyś były szkoła i trzy niewielkie sklepy. – Moi parafianie to teraz głównie emeryci – mówi proboszcz ks. Jan Gaik. – Młodsi, którzy nie wyjechali do pracy za granicę, pracują w okolicznych miastach, bo tu nie mają z czego się utrzymywać. Nie ma tu dużych gospodarstw. Jestem w Brzozówce 15 lat i w tym czasie ludzie kupili cztery nowe traktory i wybudowali pięć nowych domów – opowiada.

Parafia jednak się rozwija. Wierni, choć sami mają niewiele, jak zaznacza proboszcz, są bardzo hojni. – Zaraz po świętach będziemy wstawiać witraże, większość ma już swoich fundatorów – podkreśla. Wokół zadbanego terenu kościoła gdzieniegdzie widać przechadzające się kury. – Nie, to nie moje, przychodzą od sąsiada. Sąsiad później jajek przyniesie – żartuje proboszcz. W samym kościele dwaj panowie montują dodatkowe reflektory, które oświetlą grób Pański. – Ludzie tu większość prac robią wolontaryjnie – zaznacza ks. Jan. Choć w parafii nie ma organisty, bardzo prężnie działa 17-osobowy chór. Dobrze zorganizowani są także ministranci, którzy w liczbie 22 sami pilnują swojej posługi. – Ja nie muszę się o nic martwić, zawsze wszystko jest perfekcyjnie przygotowane – zaznacza proboszcz.

Straż w dzień i w noc

Na początku wsi stoi duży budynek, który – choć wygląda jak szkoła, już szkołą – nie jest. – Cztery lata temu ówczesny wójt zamknął szkołę. Podobno było za mało dzieci – opowiada ks. Gaik. Mieszkańcy Brzozówki nigdy nie pogodzili się z decyzją władz gminy, szczególnie że budynek kilkadziesiąt lat temu wznosili ich rodzice i dziadkowie. – Baliśmy się, że wójt szkołę sprzeda, więc dzień i noc pilnowaliśmy budynku – wspomina proboszcz, który, jak mówi, sam także stał na straży. – Gdy było jakieś zagrożenie, włączaliśmy syreny i zaczynały bić dzwony. To oznaczało, że wszyscy powinni jak najszybciej zjawić się w szkole. Mieszkańcy, by nakłonić władze do pozostawienia szkoły w Brzozówce, założyli Stowarzyszenie „Nadzieja”. Jego pierwszym prezesem został Bogdan Wcisło. – Chcieliśmy, by stowarzyszenie przejęło szkołę, ale nie dosta- liśmy takiej szansy – mówi proboszcz. W związku z tym rodzice z Brzozówki swoje dzieci postanowili zapisać nie do pobliskiej szkoły w Szastarce, ale do szkoły stowarzyszeniowej w Hucie Józefów w diecezji sandomierskiej. Za nimi poszedł także proboszcz, który do dziś uczy właśnie tam religii.

By wieś mogła się rozwijać

Mieszkańcy, którzy o szkołę w Brzozówce walczyli bardzo długo, utrzymując ją z własnych środków, skapitulowali po tym, gdy w budynku odcięto prąd i zdemontowano kaloryfery. – W prywatnym domu założyliśmy punkt przedszkolny „Jaś i Małgosia” – mówi Sylwia Jost, wiceprezes stowarzyszenia. – Ludzie przywożą do nas dzieci nawet z innych miejscowości. Na szczęście władze gminy się zmieniły. Stowarzyszenie w zeszłym roku otrzymało od gminy budynek szkoły w użytkowanie na 15 lat. W styczniu tego roku rozpoczął się remont. Pani Sylwia nad wszystkim czuwa. – Chodzi nam o to, by nasza wioska jakoś mogła się rozwijać. Chcielibyśmy, by coś się u nas działo. Szkoły już tu nie będzie. Na razie zrobimy przedszkole. Nie ukrywamy, że utrzymanie tego budynku to dla nas prawdziwe wyzwanie, bo nie ma możliwości ogrzewania tylko dołu, gdzie na razie będziemy mieć przedszkole. Trzeba ogrzewać cały budynek. Prace idą pełną parą. Zaangażowali się w nie wszyscy mieszkańcy. – Co sobotę panie z Brzozówki spotykają się tu na sprzątaniu – relacjonuje pani Sylwia. – Nie mamy aerobiku, więc to taka forma zastępcza – śmieje się kobieta. W zeszłym roku mieszkańcy Brzozówki i Brzozówki Kolonii zadecydowali, że pieniądze sołeckie przeznaczą na utworzenie placu zabaw przed budynkiem szkoły. – U nas nie ma żadnego placu zabaw dla dzieci, a tu przecież jest tyle niewykorzystanego miejsca – mówi Sylwia Jost. Członkowie stowarzyszenia mają nadzieję, że w budynku z czasem uda się poprowadzić także inną działalność. – Mamy dużo planów, ale na razie nie chcemy zapeszać – mówi pani wiceprezes.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama