Nowy numer 2/2021 Archiwum

Najpierw nakarmić

Daję wam jeść po to, byście mieli siłę do walki ze złem mawiał ks. Jan Mazur założyciel Bractwa Miłosierdzia im. brata Alberta Chmielowskiego w Lublinie.

Zaczęło się 25 lat temu. Ks. Jan Mazur najpierw kapelan więzienia, potem rektor kościoła przy ulicy Zielonej w Lublinie, gdzie działała jadłodajnia, na co dzień spotykał się z biedą. Różna to była bieda. Czasem tak po ludzku niezaradna, czasem spowodowana alkoholem, brakiem pracy lub dziedziczna.

Najgorzej było na początku lat 90. Przemiany w Polsce pozbawiły wielu osób pracy. Zamykano różne zakłady, likwidowano hotele robotnicze. Nagle bez środków do życia znalazły się tysiące ludzi, a system pomocy społecznej nie był w stanie szybko poradzić sobie z taką wielością biedy.

–  Ks. Jan wiedział, że samo jedzenie nie wystarczy, choć od niego trzeba zacząć. Trudno głodnemu mówić o tym, że się go zaktywizuje, pokaże jak szukać pracy czy nauczy nowych umiejętności. Powstało więc Bractwo Miłosierdzia, które miało nieść pomoc potrzebującym – opowiada Wojciech Bylicki prezes Bractwa Miłosierdzia im. brata Alberta Chmielowskiego w Lublinie.

W szczytowym okresie Bractwo wydawało około 600 posiłków dziennie. Samo jedzenie, dla wielu jedyny posiłek w ciągu dnia, nie wystarczało. Do księdza Jana przychodzili ludzie pytać, czy mogą się gdzieś przy kościele przespać, bo stali się bezdomnymi. Wtedy powstał pomysł by stworzyć schronisko dla bezdomnych. Urząd miasta, do którego zwrócono się z prośbą o pomoc, przekazał do użytku pomieszczenia przy ul. Dolnej Panny Marii. Tam stworzono pierwsze 15 miejsc dla bezdomnych mężczyzn. Kolejnym krokiem była noclegownia. Gdy przychodziła jesień, a potem zima, spanie na ulicy groziło zamarznięciem. Na szczęście udało się i z noclegownią.

W swojej pracy z bezdomnymi obok miłości do człowieka, ks. Jan miał bardzo realne spojrzenie na życie i stawiał wymagania. Przed swoja śmiercią w 2007 roku mówił Gościowi Niedzielnemu: „Dochodzę do wniosku, że w dzisiejszych czasach, żeby móc żyć w miarę łatwo, trzeba najpierw upaść. Bezdomny za nic nie odpowiada. Nie płaci podatków, nie reguluje rachunków, a mimo to wszyscy starają się mu pomóc. Drzwi urzędów otwarte, policja zawsze gotowa zabrać bezdomnego w nocy z przystanku, bo może zamarznąć, Caritas da ubranie, ja dam zupę. Żyją więc bez odpowiedzialności i wysiłku. Wielu z bezdomnych to alkoholicy. Trwaniu w bezdomności sprzyja brak ich przymusowego leczenia. To są chorzy ludzie. Prawda jest taka, że można pomóc tylko temu, kto wykaże odrobinę dobrej woli i przyzna się do tego, że jest słaby”.

– Mądrość ks. Jana jest z nami do dziś, choć jego samego już nie ma. Na siłę nikomu nie możemy pomóc, choć staramy się na różne sposoby przekonywać, że warto zawalczyć o siebie – mówi Wojciech Bylicki.

Uroczystości jubileuszowe odbędą się 17 czerwca. Początek w kościele akademickim KUL o 11.00

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama