Nowy numer 33/2020 Archiwum

Nazywali go dziaduniem

Urok miejsca był tak wielki, że jednorazowa kuracja, którą miał tu odbyć, zamieniła się w stałą przyjaźń i tęsknotę tak wielką, że odtąd wszystkie swoje urlopy Prus spędzał w Nałęczowie.

Dla wielu ludzi związki Prusa z Nałęczowem są zaskoczeniem. Dopiero po przyjeździe do uzdrowiska podczas spacerów po Parku Zdrojowym spotykają postać pisarza na ławeczce przed pałacem. – Dla nas wydaje się takie oczywiste, że Prus bywał w Nałęczowie i tu tworzył, ale dla większości ludzi to zaskoczenie. Dlatego nasze muzeum nie tylko opowiada historię pobytu Prusa w Nałęczowie, ale i stara się odtworzyć klimat XIX-wiecznego miasteczka, które systematycznie pisarz odwiedzał – mówi Bogumiła Wartacz, kierownik muzeum.

Nałęczów chciał uczcić Prusa zaraz po śmierci pisarza. Zaczęto nawet zbierać fundusze na budowę pomnika, ale sprawa się nie powiodła. Jednak w latach 50. minionego wieku wielki miłośnik Nałęczowa, a przy okazji badacz twórczości Prusa prof. Feliks Araszkiewicz w jednym ze swych artykułów podał pomysł, by stworzyć tutaj muzeum. – Sprawa trafiła na podatny grunt, gdyż żyło jeszcze sporo osób, które w rodzinnych zbiorach posiadały pamiątki związane z pisarzem. Dosyć łatwo więc udało się je pozyskać. Zanim jednak plan profesora przybrał konkretne kształty, minęło kilka lat. Oficjalnie swoje drzwi Muzeum Prusa w Nałęczowie otwarło 3 grudnia 1961 roku. Od tamtej pory, odwiedzając ekspozycję, można poczuć się, jakby czas przeniósł nas 100 lat wstecz. Jubileusz powstania muzeum jest okazją do przypomnienia, a dla wielu do zapoznania się z historią Bolesława Prusa i jego związkami z Nałęczowem i Lubelszczyzną – mówi Bogumiła Wartacz.

Nałęczowska niemoc twórcza

Aleksander Głowacki, bo tak brzmiało prawdziwe nazwisko pisarza, przyjechał tu na kurację. Jego przyjazd do Nałęczowa nie był planowany. Miał się wybrać do Zakopanego, jednak jego specyficzna dolegliwość dokuczała mu coraz bardziej. Agorafobia, czyli lęk przestrzeni, dopadała go w różnych miejscach. Czasami widząc przed sobą pusty plac, który miał przejść, wpadał w panikę. Z listów wiadomo, że w Nałęczowie Prusa przywitał deszcz. Nie zraziło go to jednak. Gdy po raz pierwszy przybył do Nałęczowa, miał 35 lat. Aż dziwne, że nie znał tego miejsca wcześniej, skoro wiele lat swej młodości spędził w Lublinie i pobliskich Puławach, gdzie był wychowywany przez babkę i ciotkę. W 1872 r. miał za sobą publikację pierwszych artykułów. Wydawał nowele i powieści drukowane na łamach prasy w odcinkach. Zyskał grono wiernych czytelników i stał się popularny. Do Nałęczowa przyjeżdżał już jako znany autor. Leczył się tu i pisał. Stąd wysyłał felietony, fragmenty powieści i obfitą korespondencję. No chyba że ogarniała go niemoc twórcza. – Nazywał to paraliżem wakacyjnym. Wstawał rano i szykował się do pisania. Ciął papier, obsadzał stalówki i… odkładał pisanie na później. Korzystał z uroków Nałęczowa, spacerował, grał w szachy, odwiedzał znajomych, rozmawiał z kuracjuszami i brakowało mu już czasu na pisanie. W sierpniu 1888 r. „Kurier Codzienny” nieoczekiwanie przerwał publikację „Lalki”, pisanej z odcinka na odcinek. Oburzało to czytelników, którzy czekali z niecierpliwością na kolejne losy bohaterów – opowiada kierownik muzeum.

Dawny Nałęczów

Ulubionym miejscem Prusa w Nałęczowie był Pałac Małachowskich. W Pałacu mieściła się siedziba administracji Zakładu i mieszkanie administratora, restauracja Wolskiego, muzeum Nałęczowa i czytelnia z biblioteką, w której często bywał. W pięknej sali balowej odbywały się koncerty, a także spotkania towarzyskie i wieczory literackie. W pokoju na piętrze obok wieży, a potem na parterze, od strony północno-zachodniej, mieszkał Prus, tu pisał „Placówkę” i „Lalkę”, a przede wszystkim „Kroniki”. Bolesław Prus postrzegany był w Nałęczowie jako człowiek pogodny, pełen humoru, szczery i otwarty. Razem z Żeromskim i Oktawią Rodkiewiczową zajął się losem syna nałęczowskiego stróża Michasia Tarki, któremu opłacał edukację. Był też bardzo ciekawy świata i wszelkich nowinek. To w nałęczowskim parku, już jako dojrzały mężczyzna, uczył się jeździć na właśnie wynalezionym welocypedzie. Nie zrażał się upadkami i rozdartymi spodniami. Jaki był jednak Prus naprawdę, nikt tutaj nie wiedział. Dla nałęczowian był po prostu „Dziadziem Prusem”. 55-lecie Muzeum Prusa w Nałęczowie było okazją do zorganizowania konferencji poświęconej pisarzowi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama