GN 42/2020 Archiwum

Wszystkich chciałbym zaprowadzić do nieba

O swoim kapłaństwie i pracy duszpasterskiej opowiada ks. kan. Mieczysław Bochenek, proboszcz parafii Łubki i dziekan dekanatu bełżyckiego.

Ks. Rafał Pastwa: Jest Ksiądz Kanonik proboszczem w tej parafii od wielu lat…

Ks. kan. Mieczysław Bochenek: Od trzydziestu dwóch. Dla porównania powiem, że jestem księdzem od lat czterdziestu siedmiu.

O parafianach wie Ksiądz chyba wszystko?

Tak, wszystko. Z tego względu staram się dbać o to, by wierni nie krępowali się chociażby sakramentu pokuty i pojednania, więc zapraszam księży studentów do naszej wspólnoty parafialnej z posługą w konfesjonale. Parafianie mają komfort, mogą pójść do spowiedzi do kogoś innego niż proboszcz. Obecność studentów umożliwia także różnorodność homilii. Doktoranci z KUL przyjeżdżają tu od dwudziestu dwóch lat na niedziele i różne święta. To także dla mnie korzyść, bo ja też się od nich uczę. Staram się być na bieżąco, choć w czerwcu odchodzę na emeryturę.

Co przez te wszystkie lata kapłańskiej posługi daje Księdzu najwięcej satysfakcji?

To, że ludzie akceptują księdza pośród siebie i go słuchają. Że dziękują za wiele rzeczy, w tym za kazanie czy sakramenty. Praca duszpasterska nie daje natychmiastowych i namacalnych efektów.

A czy po kilkudziesięciu latach można zauważyć jakieś efekty?

W tej perspektywie – z pewnością. Niemal podwoiła się przez te trzydzieści dwa lata liczba osób, które w ciągu roku przyjmują Komunię św. Wiem, że to nie tylko moja zasługa. Regularna dostępność księdza w konfesjonale, dbałość o rekolekcje, sakramenty czy misje –wszystko się na to składa.

Czyli to jest dla Księdza w pewnym sensie „miarą sukcesu”?

Tak, gdy parafianie garną się, by przystąpić do Komunii św., to dla mnie wielka radość.

A co z owcami, które są zbłąkane?

Trzeba dużo cierpliwości. Bardzo dużo.

A czy można powiedzieć, że przychodzi ona z wiekiem?

Niestety tak. (śmiech) Gdy rozpoczynałem posługę w tej parafii, miałem trzydzieści osiem lat. Człowiek chciał wszystkich zbawić od razu. Byłem niecierpliwy, ale z biegiem czasu uczyłem się cierpliwości i ona przyszła.

A co z ambicjami?

Od początku mojego kapłaństwa miałem poczucie, że bez względu na miejsce i okoliczności należy wykonywać swoje zadanie jak najlepiej. Miejsce nie ma znaczenia, bo wszędzie są ludzie i trzeba do nich szczerze trafić z Ewangelią. Miałem ambicje, by kościół był jak najpiękniejszy, także jego otoczenie, i żeby dać coś od siebie wiernym. Z perspektywy lat spędzonych w tej parafii wiem, że każda wykonana rzecz daje satysfakcję. Każdego roku coś robiliśmy z parafianami, by kościół i otoczenie wyglądały pięknie. Parafianie są bardzo ofiarni i mają poczucie, że to jest ich kościół.

Wnętrze świątyni wygląda rzeczywiście ładnie, można powiedzieć, że wszystkie elementy są ujednolicone. Wyjątkowo prezentuje się również płaskorzeźba św. Jana Pawła II…

Poprosiłem lokalnego artystę, pana Mrozka, który pomógł przerobić niemal całe wnętrze kościoła, żeby był harmonijny, estetyczny wystrój.

Współcześnie dużo mówi się o różnych kryzysach, a Ksiądz emanuje radością i spokojem…

Może mam taką osobowość. Dużo zależy od tego, jaki my mamy stosunek do ludzi. Oczywiście, nie unikniemy pewnych trudności czy kryzysów, bo świat je przynosi. Ale według mnie Kościół i księdza jako takiego ludzie postrzegają przez pryzmat swojego proboszcza. Tak mi się wydaje. Zastanawiałem się dużo nad tym, bo mam czas na myślenie. Choć niekiedy samotność bywa męcząca, ale staram się dobrze organizować czas.

A o czym Ksiądz myśli najczęściej?

O moim kapłaństwie i o problemach moich parafian. Wszystkich chciałbym zaprowadzić do nieba.

Skąd Ksiądz pochodzi?

Z Tyszowiec.

Jak odkrył Ksiądz swoje powołanie?

Pewnie tak jak u każdego młodego człowieka przewijały się przez moją głowę różne myśli. Zwyciężyło kapłaństwo. Zdecydowanie wpływ na powołanie miała moja rodzina, rodzice byli religijni. Mama nadal żyje, ma 92 lata i mieszka z moją siostrą. Ale na decyzję, by zostać księdzem, wpłynęli również kapłani, którzy pracowali w Tyszowcach, niestety już nieżyjący: ks. Władysław Tarkowski, ks. Czesław Zyskowski, ks. Kazimierz Sagan i ks. Kazimierz Gawlik oraz ks. Mieczysław Gac. Bardzo wiele zawdzięczam też żyjącemu nadal ks. Eugeniuszowi Kościółko.

Co w nich było takiego, że młody Mieczysław chciał zostać księdzem?

Takie „ludzkie podejście do ludzi”. Tak, to było to. Oni zawsze dostrzegali człowieka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama