GN 42/2020 Archiwum

Dom nad rzeką

W Polsce jest ich blisko 70. Wszystkie za swego patrona mają człowieka, który zostawił karierę, by nieść pomoc najbardziej potrzebującym. – On nad nami czuwa – mówi Jadwiga Podstawek, prezes puławskiego koła TP im. św. Brata Alberta.

Duży ładny budynek nad Wisłą otoczony ogrodem. Przeszło ćwierć wieku temu był miejscem spotkań harcerzy. Dziś jest schroniskiem, w którym na stałe mieszka 48 mężczyzn. Z różnych powodów zostali bez pracy i bez dachu nad głową. Środa, godzina 10. Na korytarzu tuż przy wejściu wielki gwar. Kilku mężczyzn z pokorą czeka na swoją kolejkę, by od kierowniczki schroniska Haliny Kowalewskiej otrzymać czyste ubranie, ręcznik, mydło i szampon. – Ależ dziś jest szalony dzień – śmieje się kobieta. – Już dawno nie mieliśmy tylu ludzi. Jest zimno, więc zwożą bezdomnych z różnych terenów. Mamy sporo nowych osób i trzeba się nimi zaopiekować – wyjaśnia. Pani Halina z niezwykłą cierpliwością instruuje nowych mieszkańców schroniska, co po kolei mają robić.

– Czuję się już dobrze fizycznie, ale jestem zupełnie załamany – skarży się kierowniczce pan Sławek, który został przywieziony do schroniska kilkanaście godzin wcześniej, kompletnie pijany. – To normalne – ze spokojem odpowiada kobieta. – Proszę się niczym nie martwić. Po południu będzie psycholog. Zajmiemy się panem. Korytarz powoli pustoszeje. Panowie chowają się w swoich salach, część stoi przed budynkiem i pali papierosy, inni wraz z opiekunem wyjechali do pracy. – Mają tu u nas naprawdę dobre warunki – mówi prezes puławskiego koła Jadwiga Podstawek. – Budynek przeszedł kompletny remont. Łazienki dostosowaliśmy do niepełnosprawnych. Mamy kaplicę i biblioteczkę.

Plaga bezdomności

Pani Jadwiga prezesem koła jest prawie od początku jego funkcjonowania w Puławach, czyli już blisko 25 lat. – Kiedy zaczynałam pracę i jednocześnie przygodę z Towarzystwem, to prawdę mówiąc, nie interesowało mnie ani kto to był św. Brat Albert, ani co robił. Miałam pomagać, bo była taka potrzeba, i po prostu to robiłam – wspomina. – W tamtym czasie nikt nie zastanawiał się, dlaczego koła powstają w konkretnych miejscach. Dopiero później zorientowaliśmy się, że są one tworzone tam, gdzie swój ślad w jakiś sposób zostawił św. Brat Albert. Inicjatorem powstania Puławskiego Koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta był proboszcz parafii św. Brata Alberta w Puławach ks. Aleksander Zeń. – Kiedy budowaliśmy kościół parafialny, najpierw powstała część suterenowa – wspomina ks. Aleksander. – Był rok 1990. Nie było jeszcze ani okien, ani drzwi, jedynie sklepienie. Któregoś razu zszedłem na dół i zobaczyłem siedzących tam ludzi. Trzy starsze osoby. Dwóch mężczyzn i jedna kobieta. Zapytałem, co robią, a oni odpowiedzieli mi, że tu mieszkają. Był luty. Okazało się, że oni mieszkali w tej suterenie całą zimę. Był straszliwy zaduch i nieco cieplej niż na dworze, ale ciągle temperatura bliska zeru. Stwierdziłem, że przecież nie da się w ten sposób mieszkać, bo tu nie ma warunków. Odpowiedzieli, że nie mają lepszych, więc mogą być albo w tym budującym się kościele, albo w lesie. Zostawiłem ich, ale nie mogłem całą noc spać. Zastanawiałem się, co robić – opowiada. Ks. Aleksander postanowił skontaktować się z ks. Janem Mazurem, który ówcześnie przymierzał się do stworzenia miejsca dla bezdomnych w Lublinie. – Przyjechał do Puław, razem poszliśmy do Urzędu Miasta. Udało mi się przekonać radnych, że takie miejsce i u nas jest potrzebne. – 25 lat temu była plaga bezdomności – mówi pani Jadwiga. – Polikwidowano pracownicze hotele, ludzi pozwalniano z pracy. Wielu mężczyzn znalazło się na bruku. Niektórzy byli samotni, inni, niestety, pracując z dala od domu, rozpili się i już nie mieli gdzie wracać. Urząd Miasta użyczył nam wtedy budynek w opłakanym stanie. Teraz w takich warunkach na pewno nie rozpoczęlibyśmy pracy, ale to były inne czasy. Przy pomocy miasta i głównie naszych mieszkańców jakoś udało nam się stworzyć schronisko.

Święty czuwa

Dziś warunków, jakie mają podopieczni Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta w Puławach, wielu mogłoby pozazdrościć. – To wszystko dzięki opiece św. Brata Alberta – podkreślają zgodnie pani prezes i pani kierownik. – Pamiętam, jak kiedyś oglądałam dużą zmywarkę, która była nam bardzo potrzebna. Kosztowała majątek. Marzyłam o niej, ale miałam świadomość, że długo jeszcze na takie cudo nie będziemy mogli sobie pozwolić – wspomina pani Jadwiga. – A tu za kilka dni nagle się okazało, że ktoś wpłacił nam na konto bardzo dużą sumę pieniędzy, za którą mogliśmy ten sprzęt kupić od ręki – dodaje pani Halina. Obie kobiety podkreślają, że puławskie koło jest bardzo wspierane przez lokalną społeczność. – Ludzie przyzwyczaili się przez tyle lat do naszej obecności i starają się nam pomagać, jak mogą – podkreśla pani prezes. – Podobnie władze miasta. My też na tyle, na ile mamy możliwości, próbujemy się za wszystko odwdzięczać. Staramy się też dzielić z innymi tym, co mamy. Tradycją już stał się bigos przyrządzany przez naszych podopiecznych na miejską wigilię. – Z kapusty z naszego ogrodu – dodaje pani kierownik. W puławskim schronisku na stałe mieszka 48 mężczyzn. – To panowie, którzy nie mają już szans na usamodzielnienie się – stwierdza Jadwiga Podstawek. Oprócz stałej liczby mieszkańców aktualnie jest także wielu dochodzących. – W czasie ostrej zimy bywa ich ok. 75. Teraz mamy 60 osób – informuje Halina Kowalewska. Ci, którzy mieszkają na stałe, mają w schronisku wyznaczone konkretne obowiązki. – Teraz jest ich mniej, bo zima, ale od wiosny do późnej jesieni to nasi podopieczni zajmują się utrzymaniem ogrodu, zbieraniem warzyw i owoców, robieniem z nich przetworów – podkreśla pani Jadwiga. Obowiązkiem mieszkających w schronisku mężczyzn jest także utrzymanie czystości w budynku i pomoc w kuchni. Każdy też musi dbać o swoje rzeczy. Choć mężczyzn, i to z różną przeszłością, w jednym budynku jest dosyć sporo, nie zdarzają się między nimi żadne niemiłe incydenty. Wśród bezdomnych są głównie panowie po czterdziestce, ale jest też wielu młodych ludzi. – To najczęściej taka, jak to mówię, „rozparzona” młodzież w wieku od 20 do 25 lat. Rodzice wyrzucają ich z domu często za alkohol i po jakimś czasie trafiają pod most – opowiada Jadwiga Podstawek. – Z takimi trudno się pracuje. Jak nie doświadczyli bezdomności dłużej, to nie mają żadnej motywacji do działania. Zazwyczaj są u nas krótko, bo nie mogą wytrzymać dyscypliny. Dyscyplina zaś, jak zauważa pani prezes, to klucz do sukcesu funkcjonowania schroniska. – Obowiązuje bezwzględny zakaz picia alkoholu. Owszem, można do nas przywieźć pijanego, szczególnie w czasie mrozów, ale gdy wytrzeźwieje, albo opuszcza schronisko, albo deklaruje trzeźwość.

Nikogo nie przekreślać

Powodów bezdomności jak mówi Jadwiga Podstawek, jest kilka. – Najtrudniejsza bezdomność to ta, do której rośnie się od dzieciństwa. W domu rodzinnym nie ma jutra. Nie ma perspektywy. Ludzie żyją tylko dniem dzisiejszym. Nie ma ani troski, ani planów. Tych ludzi cechuje podejście: jak przeżyję, tak przeżyję. Głównym powodem bezdomności jest jednak alkohol. – Jakiś czas temu rozstałem się z żoną – opowiada pan Sławek. – Rozpiłem się do tego stopnia, że chlałem na umór. Trwało to bardzo długo. Posprzedawałem wiele rzeczy, by mieć pieniądze na alkohol. Zostawiłem dom i samochód. Naprawdę załamałem się psychicznie – opowiada. Pan Sławek do schroniska trafił dwa dni temu. – Policja znalazła mnie śpiącego na ławce. Powiedzieli, że mogą mnie zawieźć albo na „dołek”, albo właśnie tutaj. Nie mam żadnych dokumentów. Jestem zupełnie bez niczego. Wiem, że być może mógłbym wrócić do domu, ale musiałbym przestać pić. Zobaczymy, jak to będzie. Prezes koła zwraca uwagę, że choć alkoholizm jest trudny do wyleczenia, od czasu do czasu zdarza się cud. – Pamiętam mężczyznę, który przez osiem lat walczył. Był brygadzistą w Zakładach Azotowych, kierownikiem. Gdy się rozpił, stracił pracę i dom. Trafił do nas. Leczenie podejmował wielokrotnie, ale bezskutecznie. Aż kiedyś przyszedł moment, że mu się udało. Przez wiele lat pomagał innym wyjść z nałogu. To dowód na to, że nikogo nie wolno nam przekreślać.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama