Kiedy Stefan Żeromski przyjechał do Nałęczowa, nie był postacią znaną. Młody, owszem, przystojny − jak uważano − mężczyzna, ale bez majątku, sławy i koligacji. Miał zostać nauczycielem córek państwa Górskich, właścicieli uzdrowiska w Nałęczowie. Posadę objął, nie spodziewając się raczej, że to miejsce zmieni jego życie. A jednak. Nałęczów od połowy XIX wieku był modnym uzdrowiskiem, do którego, szczególnie latem, przyjeżdżała warszawska inteligencja, w tym wielu literatów i artystów. To Żeromskiemu odpowiadało, bo marzył o sławie i miał już za sobą pierwsze publikacje. Nałęczów nie był metropolią, wieść o nowym nauczycielu szybko rozeszła się po mieście i dotarła do wilii „Oktawia”, zamieszkiwanej przez rodzinę Konrada Chmielewskiego, współzałożyciela uzdrowiska.








