Nowy numer 20/2019 Archiwum

Dlaczego kobiety rezygnują z pracy zawodowej?

Wszystko wskazuje na to, że od marca kobiety, które zdecydowały się zostać w domu i oddać wychowaniu dzieci, będą mogły liczyć na emeryturę. Trzeba jednak spełnić odpowiednie kryteria.

O emerytury dla matek, które wychowały przynajmniej czworo dzieci, od dawna walczył m.in. Związek Dużych Rodzin. Wszystko wskazuje na to, że od marca panie, które nie wypracowały emerytury zostając z dziećmi w domu, zostaną docenione przez państwo. O powodach, dla których kobiety rezygnują z pracy zawodowej, mówi Bożena Pietras, przewodnicząca Związku Dużych Rodzin w Lublinie.

Agnieszka Gieroba: Stereotyp jest taki, że kiedy kobieta wychowuje dzieci, to znaczy, że nie pracuje…

Bożena Pietras: To rzeczywiście stereotyp. Wychowanie dzieci, poświęcenie im swego czasu i zaangażowania, szczególnie gdy pociech jest kilkoro, to ciężka praca, rzeczywiście do tej pory przez różne rządy niedoceniana. Wychowałam piątkę dzieci, ale znam wiele kobiet, które mają nawet kilkanaścioro dzieci. Te panie nie mają emerytury. Ja osobiście w tej chwili mam wyliczoną emeryturę w wysokości 100 zł. Taki jest rachunek ekonomiczny. Żeby otrzymać w Polsce minimalną emeryturę 1050 zł brutto, trzeba mieć przynajmniej 20 lat pracy.

Dlaczego więc kobiety decydowały się i dalej decydują zrezygnować z pracy zawodowej i poświęcić rodzinie?

Powody są różne. W moim konkretnym przypadku sytuacja była taka, że zwyczajnie nie mieliśmy nikogo, kto mógłby zająć się naszymi dziećmi, gdy ja byłabym w pracy. To oznaczało, że przy piątce maluchów byłabym ciągle na zwolnieniach z powodu chorób, które przechodzą wszystkie małe dzieci. Żaden pracodawca nie byłby zadowolony, mając takiego pracownika, o ile w ogóle ktoś zdecydowałby się zatrudnić kobietę z piątką małych dzieci. Trzeba było rozważyć różne możliwości. Przeliczyliśmy, że oddanie dzieci do przedszkola i żłobka, przy wysokości pensji jakie wypłacano pracownikom w latach 80., wiązałoby się z kosztami pochłaniającymi całe jedno wynagrodzenie. Zatrudnienie osoby do opieki nad dziećmi również zabierałoby dochody z pracy zawodowej. Rachunek był prosty – nie ma możliwości pójścia do pracy, a zyski pozaekonomiczne, płynące z faktu pozostawania z dziećmi w domu, były ogromne. Moje dzieci nie korzystały więc z wysoko dotowanych miejsc w żłobkach i przedszkolach. Gdybym zsumowała te lata, to byłoby 25 lat rezygnacji z dofinansowania, które dla rodzin jest oczywiste i nikt nie twierdzi, że jest to przywilej.

Podejmując decyzję, że nie wracasz do pracy byłaś świadoma, że nie będziesz miała naliczanej emerytury?

Tak, to była świadoma decyzja i wszyscy mówili mi, że poświęcając się wychowaniu dzieci, nie myślę rozsądnie o swojej przyszłości i starości. W czasach, gdy moje dzieci były małe, matki miały trzy miesiące urlopu macierzyńskiego. To dopiero Związek Dużych Rodzin wywalczył roczne urlopy. Trzeba było więc maleńkie dziecko, które karmiło się piersią, pozbawić możliwości przebywania z mamą na co najmniej 8 godzin. To były też czasy, kiedy nie było możliwości pracy z domu. Żeby zarabiać, trzeba było po prostu chodzić do pracy i spędzać tam dużo czasu. W naszej sytuacji nie widzieliśmy takiej możliwości, poza tym czułam, że jestem potrzebna swoim dzieciom i to przeważyło szalę.

Zaniechałaś więc swoich ambicji zawodowych?

Nie. Wychowywanie dzieci nie zamknęło mnie na różne pasje i wyzwania. Przy małych dzieciach zrobiłam drugi kierunek studiów z myślą, że kiedyś podejmę się takiej pracy. Jednak doświadczenia rodzinne, które pokazywały, jak ważna jest moja obecność w domu, która pozwala jakoś ogarnąć zajęcia piątki dzieci, ich lekcje, pasje i zdrowie są ważniejsze niż praca zawodowa. Nie było to zresztą jakieś straszne wyrzeczenie, bo dom i wychowywanie dzieci było dla mnie miejscem, w którym się spełniałam. Każdy, kto wychowuje dzieci wie, ile wymaga to różnych zajęć, jakiej dyspozycyjności, umiejętności organizacyjnych. Gdy ktoś pytał czym się zajmuję, odpowiadałam, że jestem managerem rodziny, od którego zależy funkcjonowanie innych członków rodziny. To praca 24 godziny na dobę, tyle że bezpłatna.

Od dłuższego czasu Związek Dużych Rodzin postulował, by państwo polskie, którego obywateli wychowują niepracujące matki, zapewnił im choć minimalną emeryturę, dlaczego to tak ważne?

Tu nie chodzi tylko o kobiety, które zostają bez środków do życia, bo w dużej rodzinie nikt nie zginie, ale chodzi też o dyskryminację naszych dzieci. Kiedy ja osiągnę wiek emerytalny, moje dzieci będą już wszystkie pracowały, jednak ich przychody będą szły na emerytury obcych osób. Nikt w Polsce nie mówi, że my nie pracujemy na swoje emerytury, ale na wypłatę świadczeń tym, którzy obecnie są na emeryturze. Oznacza to, że moje pracujące dzieci, odprowadzając składki od swego wynagrodzenia, zrzucają się na to, by wypłacić emerytury tym, którym już się należą. Składają się więc na obce osoby, nie na mnie. Ten system nazywa się systemem solidarnościowym, ale matki, które poświęciły się wychowaniu dzieci są poza nim, więc do tej pory nie była to solidarność dla wszystkich. Dlatego Związek Dużych Rodzin wnioskował do Ministerstwa Rodziny o przygotowanie takiej ustawy, która rozwiązywałaby ten problem. Tak się rzeczywiście stało i wszystko wskazuje na to, że od marca kobiety, które wychowały przynajmniej czworo dzieci, otrzymywać będą najniższą emeryturę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • x
    24.01.2019 22:34
    Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli:

    Przyszła właśnie do mnie mieszkanka miasta z żądaniem remontu mieszkania komunalnego (wymiana dwóch pieców i wszystkich okien). Okazało się, że zaległości w opłatach sięgają już 5000 zł, przy ok. 200 zł czynszu miesięcznego (po odjęciu dodatku mieszkaniowego wypłacanego przez miasto) za 70 m2 mieszkania, gdzie mieszka 9 osób, w tym 4 osoby dorosłe, z których żadna nie pracuje. Pani nie pracuje i ma trójkę dzieci. Dostaje 1500 zł z programu 500+ i inne zasiłki socjalne. Na pytanie co z pozostałymi dorosłymi osobami, usłyszałem, że mama (57 lat) jest chora. To spytałem, skoro chora, to dostaje zapewne rentę? Pani wyjaśniła, że jej matka nie dostaje renty, gdyż nigdy w życiu nie pracowała, a jeśli już, to na czarno. Córka żyje jak mama.
    Rodzi się pytanie, jak będą żyły dzieci tej pani, wychowane w domu, w którym nikt nie pracuje, ale jakoś wszyscy sobie radzą. Czy nie jest tak, że nieprzemyślana, źle kierowana pomoc społeczna prowadzi do dziedziczenia patologii i biedy?

    I co mam zrobić, wyremontować mieszkanie tej pani za publiczne pieniądze innych ludzi, którzy na swój chleb zarabiają ciężką pracą?

    Kiedy słyszę, że np. będą podwyższane podatki dla „najbogatszych”, że wyższa kwota wolna od podatku będzie dotyczyła tylko tych, którzy zarabiają maksymalnie 500 zł miesięcznie (za bardzo się nie napracują), to muszę się uszczypnąć, żeby się przekonać, że nie śnię, że nie jestem w roku 1917, kiedy dokonywał się akt sprawiedliwości rewolucyjnej, kiedy ten co miał więcej od najbiedniejszego, był kułakiem i burżujem, a ciężko pracujący na swój dobrobyt- pasożytem. Kiedy to równano w dół, zamiast w górę.

    Czy rządzący zapominają o tym, że ten, który więcej zarabia (oprócz kilku procent wyjątków) całe życie się uczył i ciężko pracuje, często po kilkanaście godzin na dobę, w odróżnieniu od tych biednych, często z własnej winy? Czy należy karać ludzi za pracowitość, zaradność i ambicje, za sukces? Już zapowiedziano równanie emerytur w dół. ZUS i nasze składki (czym ciężej pracujesz, więcej zarabiasz, więcej płacisz) już są karykaturalne, bo bez względu na wysokość wpłacanych składek, dostęp do służby zdrowia mamy taki sam.

    Tyle mówiło się o tworzeniu w Polsce klasy średniej, która jest motorem napędowym rozwoju, a dziś tworzy się klasę socjalną. Dzieci tej pani z historii powyżej, jak dorosną, jak będą żyły, widząc jak żyła ich babcia, jak żyje ich mama? Żyją i będą żyć w przeświadczeniu, że im się należy, nie zastanawiając się nad tym, skąd się biorą te rozdawane w ramach socjalu pieniądze! Dziwny jest ten kraj.
    doceń 8
  • JM
    26.01.2019 10:45
    Opiekunki w żłobkach, przedszkolanki i wychowawczynie dostają co miesiąc pensje i na starość emeryturę ciesząc się szacunkiem społecznym za wykonywanie pracy, którą matka wykonuje 24 godziny na dobę za darmo.
  • Aga
    26.01.2019 16:28
    Nie rozumiem. Ok jako kobieta uwazam, ze gdy dzieci sa male tzn do czasu gdy ida do 1 klasy podstawowki (6-7 lat) to kobieta mogla by nie pracowac, ale potem? Przeciez wiekszosc z nas ma 1-3 dzieci maksymalnie czyli po 10 latach opieki wszystkie dzieci sa juz w szkole, a kobieta ma 30-45 lat (w zaleznosci) czyli nadal moze spokojnie przepracowac kolejne 20-35 lat, a wymowki, ze dzieci sa chore smiesza mnie. Pamietam dobrze moja podstawowke i wiekszosc dzieci choruje 1-2 razy na rok, poza tymi paroma niesczesliwcami co ciagle choruja, ale to sa wyjatki, a nie regula. Poza tym mezczyzna tez moze zajac sie dziecmi w razie choroby. Jak wspierac kobiety to poprzez te pierwsze 5 lat zycia kazdego dziecka, a potem obowiazkowe przedszkole bo juz sa na tyle duze by sobie radzily, a dla matek pomoc w powroceniu do kariery poprzez darmowe doszkalanie podczas gdy sa na opiece rodzicielskiej. Malo ktora kobieta ma dzieci po 45 roku zycia, nie widze powodu by siedziala kolejne 20 lat na utrzymaniu meza, a potem panstwa skoro moze dorobic i wtedy tak wieksza emerytura powinna byc za opieke nad dziecmi + kolejne dziescia lat pracy...
    doceń 3
  • ma_Anna
    13.02.2019 19:14
    Myślę, że problemem w Pl jest nieopłacalność pracy w niepełnym wymiarze czasu i niechęć rządu/pracodawców do promowania tej formy zatrudnienia w stosunku do kobiet wychowujących dzieci. Pójście do pracy na 8h, ogarnięcie domu i sprostanie obowiązkom żłobka, przedszkola, szkoły jest niemożliwe. Zawsze coś będzie przynosiło straty. Bardzo chciałabym być niepracującą mamą. Ani instytucje publiczne (np. foch pracodawcy z powodu zmniejszenia etatu po powrocie z urlopu macierzyńskiego) ani instytucje kościelne (ciekawa jestem ile mam w tzw. wieku macierzyńskim zatrudniają instytucje kościelne, jak wygląda powrót takich mam do pracy i jak są traktowane; ja np. miałam problem z przyprowadzeniem dziecka na próbę przed I komunią - próba o godz. 16, czyli o godzinie o której kończę pracę, ale z dojazdem mimo, że wychodziłam godzinę wcześniej nie ogarniałam trasy: praca-szkoła-kościół, więc pytając siostrę czy mogłabym jej napisać upoważnienie i tak idzie ze szkoły do kościoła, odpowiedź siostry była: nie; zorganizujcie się państwo) nie wspierają macierzyństwa. Twoje dziecko-Twój problem. Moja córka jest od 2 tygodni chora. Dobrze, że starsze rodzeństwo może już z nią zostać, bo nie sądzę, aby jakikolwiek pracodawca wytrzymał moją urlopową nieobecność. 26 dni urlopu pracowniczego, a w szkole prawie 2,5 miesiąca wakacji w 2019 r., 2 tygodnie ferii i liczne dni wolne... o nauce KK w zakresie planowania rodziny wolę nie pisać. W niedzielę rodzin wielodzietnych w kościele prawie nie zauważam. Należą do wyjątków. Nie wiem dlaczego jako Polacy jesteśmy w zakresie posiadania dzieci tacy okrutni. Ale cóż, sami na własne żądanie wymieramy. Mama 3 dzieci. Maks 3 tygodnie bez pracy po porodzie (byłam oprócz umowy o pracę zatrudniona również na umowę cywilno-prawną, pracodawca przez czas nieobecności był na tyle łaskawy, że płacił za owe 3 tygodnie nieobecności, choć nie musiał). Nie narzekam na moje zarobki (to ja utrzymuję rodzinę, 2 próg podatkowy), ale przecież nie tylko o kasę chodzi...
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL