Nowy numer 32/2020 Archiwum

Panu Bogu nie można odmawiać

Ilekroć prosiliśmy go o rozmowę czy komentarz do jakichś wydarzeń, zawsze znajdował czas. Na dziennikarzy czekał z czekoladą, która miała osłodzić nam dzień, oraz z notatkami, które starannie przygotowywał przed spotkaniem.

Nasza redakcja miała okazję wielokrotnie rozmawiać z abp. Bolesławem Pylakiem. Jedno z takich spotkań poświęcone było wspomnieniom z dzieciństwa i odkrywaniu powołania. Żegnając arcybiskupa, przypominamy to, co wówczas mówił o swoim życiu, zdając sobie sprawę, że to rodzaj podsumowania.

Wracając myślą do swojego dzieciństwa, arcybiskup Bolesław wspominał rodzinny Łopiennik jako miejsce nadzwyczajne. Dla młodego chłopca był to świat pełen historii i pięknych krajobrazów z główną drogą, którą jechało się do Lublina i szkoły zbudowanej z czerwonej cegły. Z tą szkołą łączyły się szczególne wspomnienia. Tak się zdarzyło, że w rodzinnym domu Pylaków mieściły się dwie klasy, które przez wiele lat dzierżawiła placówka. – To dlatego nauczyłem się czytać, zanim poszedłem do szkoły. Jako mały brzdąc podpatrywałem dzieci uczące się u nas w domu – opowiadał arcybiskup Bolesław. Tak mały Bolek zaraził się pasją czytania, w której nie przeszkadzały mu zajęcia gospodarskie, takie jak na przykład... pasienie krów.


Mama i tata

– Bardzo ciepło wspominam swój dom, choć czasami bywało trudno. Głodu w nim nie było, ale liczył się każdy grosz. Ojciec był niezmiernie pracowitym człowiekiem. Potrafił wszystko zrobić i miał swój warsztat stolarski – wspominał biskup. W jego pamięci szczególnie wyryła się postawa ojca podczas wojny. Nocą wynosił chleb Żydom, którzy ukrywali się w lesie, pomimo że ta pomoc mogła kosztować życie całej rodziny.

Zapytany o matkę, przyznawał ze wzruszeniem, że o niej może mówić tylko na kolanach. – Była to prosta kobieta, roztropna mądrością Bożą, którą czerpała z modlitwy różańcowej, żyjąca życiem rodziny. W stosunku do nas, dzieci, była względnie liberalna, ale pamiętam też sytuację, gdy wiedziała, że pewne zaproszenie na zabawę może być dla mnie szkodliwe, więc powiedziała twardo: „Bolek, nie pójdziesz”. Wiedziałem też, że w dzieciństwie ofiarowała mnie Matce Bożej – opowiadał arcybiskup senior.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama