Nowy numer 07/2020 Archiwum

Ojczyzna to ziemia i groby

Ks. Kamil Zaborek, wikariusz z parafii Trójcy Świętej w Lublinie, mówi o pracy na wołyńskich cmentarzach, patriotyzmie oraz ewangelizacji w trudnych warunkach.

Kto może wziąć udział w takim wyjeździe?

W zasadzie każdy. Nie ma limitu wieku. Na Wołyń jeżdżą ludzie różnych zawodów, pasji, przekonań. Najmłodszy uczestnik tegorocznej wyprawy miał 10 lat, a najstarszy 88. Każdy ma swój śpiwór, karimatę. Wszyscy śpimy i jemy w takich samych warunkach. Udział w obozie jest bezpłatny. Organizatorzy gwarantują przejazd, nocleg, a także wyżywienie. Jedyne, czego potrzeba, to aktualny paszport i dobre chęci. Można wziąć udział w całym obozie, ale nie ma problemu, jeśli ktoś chce wyjechać wcześniej albo dołączyć do ekipy nieco później.

Jak to wygląda od strony technicznej – uczestnicy wyprawy śpią w namiotach? W hotelach?

Najczęściej śpimy w szkołach. To najtańsza opcja. A poza tym w szkole zmieści się każda liczba uczestników wyjazdu. Rozkładamy karimaty w sali gimnastycznej, w klasach. Na zewnątrz, na boisku albo wśród jakichś drzew, budujemy prysznic, czyli otaczamy plandeką drzewa bądź słupy, a powyżej zawieszamy konewkę. Ale nikt nie narzeka, nikt nie marudzi. Ktoś, kto się decyduje na ten wyjazd, wie, co go czeka. Czasami mówimy, że im bardziej „wołyńskie” warunki, tym lepiej.

Wrócił Ksiądz z piątego już obozu, który tym razem przebiegał pod hasłem „ReAkcja 2019 − Wołyń”. Jaką Ksiądz ma motywację, żeby swój wolny czas poświęcać na pracę fizyczną na zapomnianych cmentarzach?

To dla mnie wyraz patriotyzmu. Chcę oddać chwałę osobom, które tam spoczywają, i modlić się za nie. Na Kresach jest niewielu Polaków, bardzo często są to starsze i niedołężne już osoby, które nie są w stanie zadbać o te groby. Poza tym mam świadomość, że cmentarz to miejsce dla zmarłych, ale jest też wizytówką żywych. Świadczy o nas, o Polakach, że my nie zostawiliśmy tamtych ludzi. To nie jest ich wina, że zmieniły się granice, a oni zostali po tamtej stronie. Najprostszą rzeczą, którą tam możemy ofiarować, jest modlitwa, ofiara Mszy św. Staram się więc rozbudzać wśród wolontariuszy pamięć modlitewną o tych ludziach. Chodzi mi też o otoczenie duszpasterską troską samej grupy wolontariuszy. Podobno oblicze tego obozu się zmieniło, odkąd na wyprawy jeździ ksiądz. Nabrało wymiaru duchowego. Moim zadaniem jest budowanie wspólnoty. Eucharystia i wspólna modlitwa są tymi elementami jednoczącymi. Dla mnie to też forma ewangelizacji, bo jest dużo rozmów, także z ludźmi, którzy z różnych powodów do kościoła nie chodzą. • justyna.jarosinska@gosc.pl

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama