Nowy numer 32/2020 Archiwum

Bóg posługuje się ludźmi

W kasie było 1920 złotych, a na placu parafialnym żadnych materiałów budowlanych. Wydawało się, że budowa kościoła Miłosierdzia Bożego w Kraśniku nie powiedzie się. Jednak Opatrzność znalazła rozwiązanie.

Dla mieszkańców Kraśnika czas, kiedy zapadła decyzja o utworzeniu nowej parafii na terenie powstającego dopiero osiedla, nie był łatwy. Miasto przeżywało kryzys związany z częściową likwidacją miejsc pracy w fabryce łożysk tocznych. Wielu ludzi zostało bez pracy, co zmuszało do emigracji. Mimo tych zawirowań pomiędzy Kraśnikiem tzw. starym a Kraśnikiem Fabrycznym zaczęło powstawać nowe osiedle, które według planów zakładało budowę wielu bloków. To skłoniło ówczesnego abp. Bolesława Pylaka do wydania dekretu o powstaniu nowej parafii w Kraśniku.

Zadanie tworzenia tej wspólnoty otrzymał ks. Edward Łatka. – W naszym przypadku była to sucha decyzja administracyjna mająca zdecydowanie więcej przeciwników niż zwolenników. Nowe osiedle dopiero zaczynało powstawać, a jego nieliczni jeszcze mieszkańcy stanowili zlepek przygodnych osób młodego pokolenia. Natomiast pozostała część parafian, przywiązana do swoich poprzednich parafii, w bardzo dużej mierze niechętnie odnosiła się do zmian i nierzadko była im wręcz przeciwna – opowiada Jan Albiniak, parafianin.

Trudne początki

Ksiądz Edward Łatka okazał się jednak kapłanem, który sprawił, że ludzie zaczęli czuć się wspólnotą. Powstały również fizyczne obiekty parafialne – wykupiono działki i wybudowano na nich kaplicę, którą niejedni określali mianem kościoła i uważali za obiekt docelowo w zupełności wystarczający. Decyzją abp. Józefa Życińskiego w 2008 roku proboszczem parafii został ks. Wiesław Szewczuk, i to jemu przypadło zadanie budowy właściwego kościoła.

Dziś, kiedy ludzie cieszą się piękną świątynią, wielu nie pamięta trudnych początków, z jakimi przyszło się zmierzyć nowemu proboszczowi. – W związku z tym, że stała kaplica tymczasowa, budowa kościoła wydawała się sprawą przegraną, tym bardziej że pieniędzy na takie dzieło zwyczajnie nie było. Kiedy przyszedłem do pracy do Kraśnika, miałem w sobie jednak myśl, że jeśli to dzieło Boże, to wbrew wszelkim przeciwnościom Pan Bóg nas poprowadzi. Tak było – mówi ks. Wiesław Szewczuk.

Otwarte serca

W pamięci proboszcza zapisała się jesienna niedziela 2007 roku. – Po Mszy św. przyszła do zakrystii skromnie ubrana kobieta, usiadła na krześle i wyjęła z płaszcza 15 tys. złotych, mówiąc: „To na początek, proszę księdza, to ze skromnej emerytury odłożyłam, jak coś jeszcze uzbieram, to przyniosę za jakiś czas”. Odpowiedziałem: „Dziękuję” i zapytałem: „A Pani z naszej parafii?”. Odpowiedziała: „Nie, z sąsiedniej”. I tak się zaczęło – wspomina ks. Wiesław. W październiku przyjechał do Kraśnika inż. Roman Orlewski z Rzeszowa. Był słoneczny dzień. Wraz z proboszczem usiedli na krzesłach obok dzwonnicy i architekt zapytał, jaki kościół ksiądz chce zbudować. – Odpowiedziałem, że tradycyjny, nawiązujący do tradycji chrześcijańskiej, trzynawowy z kaplicami i wieżą. Inżynier podjął wyzwanie i zaproponował, że sporządzi wstępny projekt i mi go przedstawi. Ustaliliśmy też, że będę płacił za usługę projektową w ratach, licząc na to, że Pan Bóg o pieniądze się zatroszczy – podkreśla ks. Wiesław.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama