GN 2/2021 Archiwum

Z polskim papieżem przez życie

Dwa tygodnie po rozpoczęciu przez Anię studiów na KUL Polak został biskupem Rzymu. To wydarzenie miało wpływ na jej wszystkie życiowe wybory, małżeńskie relacje i patrzenie na świat.

Przyjechała do Lublina ze Stargardu Gdańskiego. Kawał drogi, a w Polsce głęboka komuna. Studia na KUL przyciągały szukających wolności i rzetelnej wiedzy, nic dziwnego, że wybierali je ludzie z różnych stron kraju.

− Nikogo w Lublinie nie znałam. Mieszkałam na stancji, a nie w akademiku, więc czułam się samotna, dlatego od razu zapisałam się do Duszpasterstwa Akademickiego KUL i do chóru, by mieć jakichś ludzi wokół siebie – opowiada Ania Wójtowicz.

16 października 1978 roku wieczorem była na Mszy św. w kościele akademickim. Nagle Eucharystię przerwał jezuita, który podszedł do mikrofonu i powiedział, że właśnie mamy papieża Polaka. Został nim biskup z Krakowa i wykładowca KUL, abp Karol Wojtyła. − Może nie było to roztropne z mojej strony, ale wyszłam zaraz z kościoła, by pobiec do domu i włączyć telewizor, by zobaczyć nowego papieża – przyznaje Ania. Radość, jaka wtedy ogarnęła większość Polaków, odczuwalna była niemal namacalnie.

− Ja osobiście nie wiedziałam nic o Karolu Wojtyle, ale dziewczyny z Krakowa, które śpiewały w chórze akademickim, opowiadały o nim; dzięki temu stawał mi się jeszcze bliższy. Myślałam wtedy, że musi w Polsce zajść jakaś wielka zmiana, skoro nasz rodak jest głową Kościoła. Na KUL-u wszyscy mówili tylko o tym, byliśmy przekonani, że niedługo się z papieżem spotkamy – wspomina Ania.

Twarzą w twarz

Rok później Jan Paweł II przyjechał z pielgrzymką do Polski. Wówczas na próbę chóru akademickiego przyszedł ktoś z rektoratu z zapytaniem, kto chciałby reprezentować KUL na spotkaniu z Ojcem Świętym w Warszawie. Ania była jedną z osób, które się zgłosiły. – Wrażenie było niesamowite. Nie było jeszcze takiej ochrony jak później. Staliśmy przy samych barierkach, rzucaliśmy kwiaty w stronę Ojca Świętego, byliśmy blisko. Podobnie było na placu, gdzie Jan Paweł II udzielał Komunii i każdy, kto był w zasięgu, mógł do niego podejść. Ja nie podeszłam, ale stałam zafascynowana jego bliskością – wspomina.

Podczas pamiętnej homilii, gdy papież wołał: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze tej ziemi”, ludzie mieli łzy w oczach. – Czuliśmy ciarki na plecach, ale w pierwszej chwili nie rozumieliśmy znaczenia tego wołania. Dopiero kiedy emocje opadły, zaczął docierać do nas sens tego, co usłyszeliśmy – przyznaje Ania. Po powrocie do Lublina okazało się, że za kilka dni można pojechać do Częstochowy na kolejne spotkanie z papieżem w ramach pielgrzymki uniwersyteckiej. Tak się stało. Ania wraz z chórem KUL stała w prezbiterium bazyliki jasnogórskiej. Wtedy jeden z ojców jezuitów z duszpasterstwa podszedł do niej i poprosił, żeby wraz z koleżanką wręczyły papieżowi rulon ze spisanymi zobowiązaniami młodzieży.

– To było wielkie zaskoczenie, ale i wzruszenie. Podeszłyśmy z drugą Anią do Jana Pawła II, by dać ten rulon, ale łzy wzruszenia zalewały nam oczy. Ojciec Święty położył nam dłonie na głowach i pytał, co studiujemy i dlaczego płaczemy. Tyle zapamiętałam – wspomina Ania.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama