Nowy numer 48/2020 Archiwum

Po drodze dwa razy złapał kapcia, ale dojechał szczęśliwie do celu

Teraz czeka ich powrót. W dwa dni chcą przejechać 360 km. Jak tłumaczy ksiądz przewodnik - to nie szaleństwo, ale połączenie wysiłku z modlitwą.

Wyruszyli 6 lipca z Chełma, sprzed kościoła Świętej Rodziny. Pielgrzymowali na rowerach na Jasną Górę, ale przez Zamość, Sandomierz, Kalwarię Zebrzydowską, Wadowice i Oświęcim. Chcieli bowiem odwiedzić miejsca związane z Janem Pawłem II w roku 100. rocznicy urodzin Karola Wojtyły.

- Z Chełma na Jasną Górę przyjechało 11 osób. Prowadzeni byliśmy przez Matkę Bożą, zasłuchani w nauczanie św. Jana Pawła II.  Nawiedzaliśmy różne miejsca, do których pielgrzymował papież Polak. Była to trudna i wymagająca trasa. Wyzwaniem dla każdego z nas były podjazdy na drogach Małopolski, a także dukty leśne. Było to szczególne utrudnienie dla osób, które jechały na rowerach szosowych - opowiada ks. Karol Mazur, przewodnik i uczestnik pielgrzymki.

- Nie ustrzegliśmy się również drobnych upadków czy kapciów. Ja sam przebiłem koło dwa razy. Towarzyszyła nam za to piękna, słoneczna pogoda. Przejechaliśmy ponad 600 km. Wszystko w 5 dni - dodaje ks. Mazur.

Teraz wracają do Chełma. W dwa dni chcą przejechać 360 km - 120 km pierwszego i 240 km drugiego. - Szaleństwo? Nie, to połączenie wysiłku z modlitwą, które prowadzi każdego pielgrzyma do poświęcania, bo wtedy jesteśmy mocni wiarą. Uświadamiamy sobie nie tylko drzemiące w nas siły fizyczne, ale i te duchowe, wypływające z sakramentu bierzmowania - podsumowuje ks. Karol.

Czytaj także: Rozpoczęła się 10. Chełmska Pielgrzymka Rowerowa na Jasna Górę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama