Nowy numer 23/2021 Archiwum

Miłość od młodości do sędziwego wieku przejdź do galerii

Są wśród nich małżeństwa, które niedawno zaczęły wspólną drogę, ale są i takie, które mają wieloletnie doświadczenie i cieszą się wnukami. Jak dobrze przeżywać miłość, mówili małżonkowie podczas pielgrzymki rodzin z Domowego Kościoła.

To pierwsze takie spotkanie od roku, kiedy to pandemia zamknęła nas w domach. Małżonkowie z różnych stron archidiecezji lubelskiej pielgrzymowali do Puław do parafii Świętej Rodziny, by zawierzyć się opiece św. Józefa i dzielić doświadczeniem przeżywania miłości w kontekście formacji w Domowym Kościele Ruchu Światło-Życie.

- Zanim zacznie mówić się o miłości, warto uświadomić sobie, że to właśnie z miłości stworzył nas Bóg, nie oczekując niczego w zamian. Stworzył nas dla samych siebie, jako mężczyznę i kobietę - mówił ks. Marek Sawicki podczas konferencji dla małżonków.

Przypomniał też o zasadach miłości, o jakich pisze papież Franciszek w adhortacji "Amoris laetitia". Jednym z ważnych punktów w realizacji miłości między małżonkami jest zasada miłości powszedniej, czyli takiej, która realizuje się w codziennym życiu poprzez różne drobiazgi.

- Rzecz jasna miłość u swego początku ma zawsze duży dynamizm związany z emocjami, ale z czasem ten dynamizm słabnie. Nie znaczy to, że miłość się kończy. To od naszej codzienności zależy dalsze jej przeżywanie. Warto pamiętać o wspólnych chwilach, wyjściach na spacer, robieniu mężowi czy żonie drobnych niespodzianek. Miłość to czas poświęcony drugiej osobie i spędzony z drugą osobą. Opierając się tylko na emocjach, nie zbudujemy trwałej relacji. Miłość to pragnienie szczęścia drugiej osoby, co oczywiście nie jest łatwe. W starszych latach odchodzi namiętność, co podkreśla papież Franciszek, ale zostaje świadomość przynależności do kogoś i miłość często głębsza niż na początku drogi. To nic, że mamy swoje lata, ale wciąż dobrze nam ze sobą i o to chodzi - mówi ks. Marek.

Świadectwem przeżywania swojej miłości dzieli się też sami małżonkowie.

Agata i Waldek Miturowie są małżeństwem od 13 lat, mają sześcioro dzieci. Ich wspólna droga od początku związana jest z formacją w Domowym Kościele.

- Poznaliśmy się na studiach i od początku wiedzieliśmy, że chcemy nasze wspólne życie oprzeć na Panu Bogu. Odpowiednie narzędzia dał nam właśnie Domowy Kościół. Zasady formacji, czyli codzienna wspólna modlitwa małżeńska i rodzinna, rekolekcje, a przede wszystkim dialog małżeński, czyli szczególna rozmowa, do której zasiadają małżonkowie, stały się codziennością naszego małżeństwa - mówi Waldek.

Nie znaczy to, że w ich małżeństwie nie ma trudności czy kłótni. - Mamy takie temperamenty, że każda akcja wywołuje natychmiastową reakcję i zaczyna się kłótnia. Zamykamy się wówczas w kuchni, by dzieci nie patrzyły na nas i każdy wyrzuca to, co mu leży na sercu. Kiedy otwieramy drzwi kuchni, wychodzimy pogodzeni i dzieci to widzą. Nigdy nie zasypiamy obrażeni na siebie - podkreśla Agata.

Swoim doświadczeniem obecności Boga w codziennym życiu dzielili się również Justyna i Eryk Kozyrowie. Są małżeństwem od 16 lat, od 10 należą do Domowego Kościoła.

- Mamy sześcioro dzieci, czworo na ziemi i dwoje w niebie. Chcemy podzielić się tym, jak Pan Bóg nas prowadzi poprzez nasze dzieci. Pamiętam, gdy wzięłam pierwsze dziecko na ręce, zalał mnie ogrom miłości. Myślę, że Bóg też tak bardzo raduje się z każdego z nas, bo jesteśmy Jego dziećmi. Kiedy uświadomiłam sobie, że kobieta i mężczyzna otrzymali wspólnie dar powoływania nowego życia, przepełniły mnie zachwyt i wdzięczność - mówi Justyna.

- To prawda, że bycie rodzicem wymaga także trudu i poświęcenia siebie w wielu wymiarach, ale to właśnie sprawia, że dojrzewamy, że w nas samych zachodzą zmiany, które pozwalają mniej koncentrować się na sobie, a bardziej na drugim - mówi Eryk.

Doświadczenie wielu lat wspólnego życia mają Ela i Witek Kowalczykowie, którzy są małżeństwem 49 lat, a Domowym Kościele - 42 lata.

- Z perspektywy czasu, a to perspektywa niemal półwieku, mówię wszystkim, że życie małżeńskie przed zaproszeniem do niego Pana Boga i po tym fakcie to dwie różne rzeczywistości. Od początku znajomości chcieliśmy wieść życie ludzi wierzących. Uważałem, że niczego nam więcej nie potrzeba, chodzimy do kościoła, modlimy się, jesteśmy przyzwoitymi ludźmi, dlatego gdy kolega namawiał mnie, byśmy przyszli na spotkanie Domowego Kościoła, nie widziałem takiej potrzeby - mówi Witek.

Zmieniło się to podczas pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, który wołał o Ducha Świętego, by odnowił oblicze ziemi.

- Coś wtedy mi powiedziało, że może warto spróbować. Poszliśmy na spotkanie i otworzyła się przed nami nowa rzeczywistość. Uznaliśmy, że Jezus jest Panem naszego życia. Codzienne sprawy, nasza miłość i wychowanie dzieci nabrały głębi. Może wtedy tego tak nie widzieliśmy, żyjąc zwyczajnie, ale perspektywa czasu pokazała nam owoce. Nasze dorosłe dzieci są też w Domowym Kościele, są członkami Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, czyli nie piją alkoholu, nasze wnuki wychowywane są blisko Pana Boga. To owoce, jakie dziś oglądamy - mówią małżonkowie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama