Nowy numer 38/2021 Archiwum

O marzeniach przerwanych we wrześniu 1939 roku

Aleksander Kamiński napisał: "Wrzesień 1939 roku był jednym z najstraszniejszych polskich miesięcy". Miesiąc ten okazał się także tragicznym dla lubelskiej Wszechnicy. Wspominając tamten wrzesień, dzisiaj oddajemy hołd tym wszystkim, którzy poświęcili swe życie w bohaterskiej walce o wolność Ojczyzny. Do ich grona należał Leon Zdzisław Stroiński, młody poeta, nieprzeciętnie zdolny pisarz i powstaniec warszawski, spodziewany student Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Dokładnie 1 września  1939 r. wojska niemieckie bez wypowiedzenia wojny przekroczyły granice Rzeczypospolitej.

Niemcy o godzinie 4.35  w barbarzyński sposób zbombardowali Wieluń, kilkanaście minut później pancernik „Schleswig-Holstein” rozpoczął ostrzał wojskowej strażnicy Westerplatte, położonej na terenie Wolnego Miasta Gdańska.  Rozpoczęła się II wojna światowa, najbardziej krwawa w dziejach ludzkości, która pochłonęła miliony istnień ludzkich. Wraz z jej początkiem runął w gruzach cały dotychczasowy porządek. Zofia Nałkowska pod datą 1 września 1939 r. zanotowała: „znowu przeżywa się coś, co kiedyś wydawać się będzie niewiarygodne […]. Szybkie przestawienie wszystkiego” (Dzienniki 1939-1944, Warszawa 1996). Istotnie, bieg życia całych narodów i poszczególnych jednostek został radykalnie przestawiony. Wojna dramatycznie odcisnęła swoje piętno także na losach maturzystów, którzy w maju 1939 r. zdawali egzamin dojrzałości i planowali studia. Niestety, w październiku nie mogli odebrać indeksów, założyć czapek studenckich i zasiąść w ławach uniwersyteckich auli. Jednym z nich był Leon Zdzisław Stroiński, jeden z najważniejszych poetów wojennego pokolenia Kolumbów (pisał pod pseudonimem Marek Chmura), który chciał studiować w Lublinie. 

Z Warszawy na Roztocze

W archiwum uniwersyteckim Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego zachowało się kilka dokumentów L. Stroińskiego - podanie o przyjęcie na studia, odpisy aktu urodzenia i świadectwa dojrzałości oraz studencka karta rejestracyjna. „Mam zaszczyt prosić o przyjęcie mnie w poczet słuchaczów Wydziału prawa”- czytamy w sporządzonym według urzędowego formularza  podaniu. Wybór miejsca studiów wydawał się być zrozumiały. Przyszły poeta  urodził się wprawdzie, jak czytamy w akcie urodzenia w Warszawie, „z ojca Józefa i matki Stanisławy z Sącheckich […] na Pradze przy ul. Targowej pod Nr. 42”, ale dzieciństwo i młodość spędził w Zamościu i Zwierzyńcu. Przeprowadzka na Roztocze związana był z tym, że jego ojciec, adwokat, podjął pracę jako radca prawny Ordynacji Zamojskiej, kierowanej   podówczas przez hrabiego Maurycego Zamoyskiego, wybitnego dyplomatę i polityka.

Pocałował mnie po raz pierwszy

Młody Stroiński ukończył szkołę średnią w Zamościu. Należał od grupy maturzystów, która jako ostania przed wojną zdobyła maturę w I Państwowym Liceum i Gimnazjum im. Hetmana Jana Zamojskiego. Jak czytamy w świadectwie wystawionym 13 maja 1939 r., egzamin dojrzałości zdał „według programu wydziału humanistycznego”. Jego szkoła mieściła się w gmachu dawnej Akademii Zamojskiej. W tym samym budynku swoją siedzibę  miało także Liceum Żeńskie im. Marii Konopnickiej. Jedną z uczennic była Maria Lipczyńska, córka dzierżawców majątku w Łapiguzie koło Zamościa. Połączyło ich młodzieńcze uczucie i upodobanie do poezji. Oboje stawiali pierwsze literackie kroki pisząc do szkolnej gazetki „Nasza jest przyszłość”. Maria Lipczyńska z nostalgią wspominała szkolne, przedwojenne  czasy notując m.in. „wtedy ja już »chodziłam« ze Zdzichem Stroińskim – oboje pisaliśmy wiersze. Pamiętam nasz wieczór autorski w Gimnazjum Męskim. Wieczór organizował dyrektor Szczerbowski, również poeta” (Dziennik (fragmenty),  „Zamojski Kwartalnik Kulturalny” 3 (2016). Oboje, chociaż w różnych szkołach, zdawali maturę w maju. Młoda Maria zapamiętała studniówkę. „Pamiętam jak byłam ubrana, jak uszyta była biała bluzka, granatowa spódnica, »gazowe« pończochy i granatowe półbuciki na podwyższonym obcasie. Tańczyłam cały wieczór ze Zdzisławem. […] W dusznej szatni pocałował mnie po raz pierwszy”. Przywoływała też szczegóły swojej matury: „Maj 1939 roku - ostatnia matura przed wojną. Pamiętam pytanie z historii: Polityka Niemiec w II połowie 19 wieku. Umiałam dobrze i doszłam w zapale do czasów ostatnich i nawet przytoczyłam słowa Becka [w latach 1932-39 minister spraw zagranicznych – A.D], że Polska od Bałtyku odepchnąć się nie da”. Po opuszczeniu gimnazjalnych ławek, oboje pełni planów i marzeń, chcieli pisać wiersze, studiować… On wybrał  prawo w Lublinie, w mieście, które podówczas z niepokojem wsłuchiwało się w wieści o nadciągającej wojnie.

Wakacje przed wojną

W okresie tuż przed wybuchem wojny, na lubelskim Uniwersytecie, podobnie jak w innych uczelniach, trwały letnie wakacje. A jak napisał Konstanty Ildefons Gałczyński „lato było piękne tego roku” (Pieśń o żołnierzach z Westerplatte). Pod koniec maja odbyło się ostatnie posiedzenie Senatu Akademickiego; podjęto wiele ważnych decyzji, w tym o otwarciu wydziału lekarskiego. W wakacje odbywała się też rekrutacja na kolejny rok akademicki. Jeszcze w październiku na Uczelnię spływały papiery kandydatów, wśród nich znalazły się  dokumenty Leona Zdzisława Stroińskiego. Nie dokonał tego osobiście; w jego imieniu działał ojciec, który na podaniu w miejscu przeznaczonym na podpis własnoręcznie zrobił adnotację:  „za syna mojego - Leona Zdzisława Stroińskiego podpisuje Józef Stroiński – adwokat”. Występujący w imieniu syna ojciec zadbał o miejsce zamieszkania dla przyszłego studenta,  w rubryce „Adres zamiejscowy i miejscowy” podał dwa adresy: zamojski („ul. Kościelna  6 m.7”)  i lubelski („ul. Szopena 24,  m.[ieszkanie] sędziego Kozyrskiego”. Młody maturzysta nie działał samodzielnie, ponieważ był poza domem; w obliczu klęski wrześniowej opuścił  Zamość i udał się na wschód, docierając na Wołyń. Kiedy powrócił ze swojej wędrówki i pojawił się w Lublinie, sytuacja Uniwersytetu była zupełnie inna od tej, jaka była przed wybuchem wojny.

Bombardowanie Lublina

Wojna i jej okrucieństwa dały się odczuć w Lublinie bardzo szybko. Już drugiego września na miasto spadły pierwsze bomby. Najstraszniejsze nadeszło tydzień później. Rankiem 9 września niemieckie bombowce zrzuciły na całkowicie do tego nieprzygotowane miasto setki pocisków. Zabytkowe centrum stanęło w płomieniach; największe straty poniosło Stare Miasto, podczas nalotów ucierpiała Katedra Lubelska i Wieża Trynitarska. Z ruin wydobywał się dym, ulice pokryły się rozbitym szkłem i gruzem z rozbitych budynków. Miasto zostało pozbawione elektryczności, wody i łączności telefonicznej, szpitale i lazarety wypełniły się rannymi i umierającymi. Wskutek nalotu zginęło około tysiąca ludzi, w większości cywile. Dzień ten okazał się tragiczny również dla polskiej kultury – wśród ofiar nalotu znalazł się Józef Czechowicz, jeden z najwybitniejszych i najbardziej wyrazistych poetów dwudziestolecia międzywojennego. Niebawem też do miasta nad Bystrzycą dotarły niemieckie formacje wojskowe. „Z rana Niemcy weszli do Lublina. Rabowali sklepy i rewidowali niektóre domy [..] Zabrali kilka tysięcy zakładników, kogo się dało i trzymają ich koło koszar”, zanotował w swoich zapiskach lubelski sędzia Remigiusz Moszyński, pod datą 18 września 1939 r. (Dzienniki 1939-1945,  Lublin 2014).

Okupanci zamykają Uniwersytet i aresztują profesorów

W nowej rzeczywistości Uniwersytet nie mógł już normalnie funkcjonować, chociaż na początku października, mimo okupacji, wznowił zajęcia. Nie trwało to jednak zbyt długo; katastrofa nadeszła 9 listopada. Okupanci zajęli Uniwersytet, zamknęli biura uniwersyteckie,  rozpędzili urzędników i zaaresztowali obecnych w Lublinie profesorów. Mienie uniwersyteckie, w tym księgozbiory, akta i artefakty muzealne  były niszczone lub rozkradane. Jak wspominał ks. profesor Józef Pastuszka „Wojsko zakwaterowało się w salach uniwersyteckich. Żołnierze palili książki zabrane z Zakładów, a część książek zniszczyli” (Ludzie i fakty. Wspomnienia o KUL z lat 1934-1939, Lublin 2020).

Epilog

W książce Aleksandra Kamińskiego opowiadającej o młodych harcerzach z „Szarych Szeregów” walczących z okupantem w Warszawie jest zdanie: „Wrzesień 1939 roku był  jednym z najstraszniejszych polskich miesięcy” (Kamienie na szaniec, Warszawa 1999). Miesiąc ten okazał się także tragicznym dla lubelskiej Wszechnicy, rozpoczął smutny okres pięciu lat jej historii, podczas których nie mogła pełnić swojej misji. Wspominając tamten wrzesień, dzisiaj oddajemy hołd tym wszystkim, którzy poświęcili swe życie w bohaterskiej walce o wolność Ojczyzny. Do ich grona należał Leon Zdzisław Stroiński, młody poeta, nieprzeciętnie zdolny pisarz i powstaniec warszawski, spodziewany student Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama