Nowy numer 42/2021 Archiwum

Wołam cię po imieniu

Pod hasłem „Czas to miłość” na Katolickim Uniwersytecie Lubelskiem odbyło się duchowe przygotowanie przed beatyfikacją Prymasa Tysiąclecia. Rozważania prowadził bp Edward Dajczak.

Duchowny zwrócił uwagę, że czasy, w których żył Stefan Wyszyński, bardzo różniły się od tych, w których my dziś żyjemy. Jego świat to dzieciństwo, w którym stracił matkę, wojna i okupacja, podczas których wraz z m. Elżbietą Różą Czacką włączał się w posługę potrzebującym, partyzantom, niewidomym, chorym. Potem czasy komunizmu, prześladowania Kościoła, aresztowanie i uwięzienie, w końcu cudem odzyskana wolność, którą, w przekonaniu wielu, zawdzięczał Matce Bożej.

Jakie mamy czasy?

Nasze czasy wydają się pod wieloma względami spokojniejsze, ale niosą inne zagrożenia i może jeszcze większe niebezpieczeństwa, które nie są oczywiste i nie każdy potrafi je dostrzec. – Dzisiaj sami nie wiemy, kim jesteśmy. Ludzie mają problem z określeniem siebie, zdefiniowaniem przekonań czy płci. Idą w wielkiej nieokreślonej ludzkiej masie, niesieni przekonaniami innych. Tymczasem nie jesteśmy masą, kołchozem, gdzie wszyscy mają równie mało i słabo, ale jesteśmy dziećmi wybranymi przez Boga! Św. Paweł pisał, że Chrystus wybrał nas przed założeniem świata i każdego woła po imieniu. Nikt dla Boga nie jest anonimowy – mówił bp Dajczak. Jednak zarówno w czasach, w których żył kard. Wyszyński, jak i w naszych, kolorowanych na różne sposoby w photoshopie, ludzie szukają prawdy. W tym pomagają święci.

Czego możemy się nauczyć?

– Postać prymasa może nas zawstydzać. To on, niezależnie od okoliczności, trzymał różaniec w ręku, bronił tradycji i polskiej historii. Potrafił łączyć to, co było, z tym, co nowe, a przede wszystkim uczył wolności wewnętrznej, której nikt i nic nie może nam zabrać – podkreślał biskup. Kiedy niespodziewanie wrześniową nocą 1953 roku przyszło aresztowanie i długie więzienie, prymas nie traktował tego czasu jako zmarnowanego. Przeciwnie, to wówczas pisze Jasnogórskie Śluby Narodu, przygotowuje teksty Wielkiej Nowenny, zaprasza ludzi do Częstochowy, by ponowić śluby króla Jana Kazimierza. – Choć zamknięcie było bolesne, warunki trudne i ludzie pełni wrogości na straży, prymas wielokrotnie mówił, że choćby nie wiadomo co robili jego wrogowie, nie zmuszą go do nienawiści. I rzeczywiście, zawsze modlił się za swoich wrogów i przebaczał im. Jednocześnie podkreślał, że są granice, których przekroczyć nie można. Gdy walka z Kościołem dochodziła do takich granic, stawał twardo i mówił: „Ani kroku dalej”, choćby miało go to kosztować życie – podkreślał bp Dajczak. Mówił o aktualności przesłania świętych. To oni pokazują, że to, co trudne i wydaje się niedobre, jest szansą i okazją do czegoś lepszego. – Krzyż też wydawał się klęską i końcem, a stał się zbawieniem i początkiem. Proszę was, aby w tej perspektywie każdy pomyślał o wyjściu z własnego kręgu egoizmu – prosił biskup.

Nowy początek

Rekolekcje były także okazją do świadectwa. Jednym z nich podzieliła się dr Milena Kindziuk, współpracująca z „Gościem Niedzielnym” dziennikarka, publicystka, medioznawczyni, autorka biografii Wyszyńskiego. – Jest kilka spraw, które przemawiają do mnie szczególnie. Jedną z nich jest umiejętność przebaczania i wolność od nienawiści. Największym prześladowcą Wyszyńskiego był Bolesław Bierut, a mimo to prymas go nie nienawidził. Gdy Bierut zmarł, poszedł zaraz odprawić za niego Mszę św. W swoim brewiarzu miał karteczkę z imieniem i nazwiskiem Bolesława Bieruta jako przypomnienie, że ma się za niego modlić. To robi wrażenie – mówiła Milena Kindziuk. Imponuje jej także wielka wiara i patriotyzm prymasa. – Mawiał, że Polskę kocha tak samo jak Boga. Miłość do ojczyzny łączył ściśle z czwartym przykazaniem. Czcij matkę, czyli swoją ojczyznę, czcij ojca, czyli swoją ojcowiznę. Oznaczało to, że trzeba domagać się poszanowania życia w ojczyźnie i szacunku dla każdego człowieka. To niełatwe zadanie w każdych czasach – podkreśla autorka biografii prymasa. Jest także pod wrażeniem poczucia humoru Stefana Wyszyńskiego, które było szczególnie widać w spotkaniach z młodymi. Zapraszał on studentów na pączki. Piekły je siostry, wnosiły jeszcze ciepłe na tacach. Prymas miał wielki widelec, którym nadziewał te pączki i dawał każdemu studentowi mówiąc: „Jedz bracie, przecież nie możesz wyjść głodny od prymasa”. – Zarówno słysząc o prymasie w moim rodzinnym domu, jak i zbierając materiały do książki, zaprzyjaźniłam się z nim i jest dla mnie nie tylko wzorem wielkiego kapłana i Polaka, ale wzorem do naśladowania w drobnych codziennych sprawach – podkreśla M. Kindziuk

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama