Nowy numer 25/2022 Archiwum

Przyszłość rynku pracy w związku z wojną w Ukrainie

Konflikt zbrojny wpływa pod wieloma względami na sytuację w sąsiednich krajach, w tym na regiony bezpośrednio sąsiadujące z Ukrainą, takie jak lubelszczyzna.

W obliczu tych niepokojących relacji medialnych oraz nieustających migracji do i z Ukrainy, coraz częściej pojawiają się refleksje na temat przyszłości rynku pracy w Polsce i na lubelszczyźnie.

Głos na ten temat zabrała ekspertka dr Monika Jakubiak z Katedry Zarządzania Wydziału Ekonomicznego UMCS. Jak zaznacza, sytuacja na rynku pracy jest bardzo dynamiczna, ponieważ jest on niezwykle wrażliwy na czynniki polityczne i gospodarcze. Kiedy już wydawało się, że sytuacja ustabilizowała się po pandemii Covid-19, wybuchła wojna w Ukrainie.

- Jeśli chodzi o pracowników, najszybciej zareagowały na nią te branże, w których od lat zatrudniano wielu obcokrajowców, w tym stałych lub kontraktowych pracowników z Ukrainy. Należą do nich głównie branże budowlana oraz logistyczna, a także produkcyjna. Od początku wybuchu wojny z Polski do Ukrainy wyjechało ponad pół miliona mężczyzn wcześniej pracujących w tych sektorach. Wielu przedsiębiorców stanęło więc w obliczu braku pracowników wykonawczych, a co za tym idzie - braku możliwości realizacji zleceń. Także przedsiębiorstwa z innych branż mogą w obliczu wojny wstrzymywać pewne działania i nie zatrudniać nowych pracowników, czekając na ustabilizowanie sytuacji. Polscy przedsiębiorcy są zgodni, że coraz trudniej jest pozyskać pracowników na stanowiska uznawane za typowo męskie, które dotychczas w znacznej części zajmowane były przez obywateli Ukrainy - mówi dr Monika Jakubiak.

- Patrząc z innej strony, od wybuchu wojny z Ukrainy napływa do Polski wielu uchodźców - do chwili obecnej jest to ponad 2,5 mln osób. Są to głównie kobiety i dzieci, a mężczyźni w tej grupie stanowią niewielki odsetek. Część z nich traktuje nasz kraj jako tranzytowy, zmierzając dalej na Zachód, do innych krajów UE. Są jednak osoby, które planują pozostać w Polsce przynajmniej do momentu zakończenia konfliktu zbrojnego. Można się spodziewać, że przybywające z Ukrainy kobiety będą poszukiwały zatrudnienia w Polsce, co już zresztą się dzieje. Nie jest to jednak proste, ponieważ poszukują głównie prac niewymagających wysokich kwalifikacji, a takich ofert dla kobiet nie ma zbyt wielu - wyjaśnia dr Jakubiak.

Jak zauważa, dodatkową trudność stanowi bariera językowa, która sprawia, że nawet osoby o wyższych kwalifikacjach mogą mieć problem ze znalezieniem pracy w swoim zawodzie. - Oczywiście uchodźcy mogą uczyć się języka polskiego, jednak zdobycie kompetencji w tym zakresie wymaga czasu. Jeśli jednak wykształcone osoby, które przyjechały do Polski, zdecydowałyby się tu osiedlić, być może z czasem mogłyby zacząć zajmować specjalistyczne stanowiska, na które brakuje w Polsce pracowników. Chodzi głównie o branże edukacyjną, medyczną, tekstylną oraz IT - wyjaśnia.

Ekspertka twierdzi, iż w obliczu narastających trudności kadrowych polscy przedsiębiorcy poszukiwać będą innych rozwiązań. - Możliwe, że uda się nieco zmodyfikować procesy w przedsiębiorstwach, aby móc jeszcze bardziej je zautomatyzować, np. w branżach produkcyjnej lub magazynowej. Do stosowania tego typu rozwiązań przyczynił się już wcześniej wybuch pandemii i konieczność przeniesienia wielu zadań w tryb zdalny. Przedsiębiorcy mogą także dążyć do zmiany procesów, dopasowując je pod kątem oferowania pracy kobietom pochodzącym z Ukrainy. Być może niektóre czynności, które wykonywali dotąd mężczyźni, można byłoby częściowo zautomatyzować, zaś nadzór nad ich realizacją przekazać kobietom. Innym rozwiązaniem mogłoby być dokonanie podziału na większą liczbę zadań i przekazanie ich realizacji kilku kobietom, zamiast jak dotychczas jednemu mężczyźnie - analizuje.

Dr Jakubiak dodaje, że kolejnym rozwiązaniem trudnej sytuacji kadrowej może być bardziej otwarta polityka migracyjna w Polsce. - Chodzi tu przede wszystkim o podjęcie przez polski rząd decyzji ułatwiających zatrudnianie osób pochodzących z innych krajów, m.in. azjatyckich lub afrykańskich. Polscy przedsiębiorcy dopuszczają taką możliwość, jednak potencjalni migranci mogą obawiać się przyjazdu do kraju, w którego bezpośrednim sąsiedztwie trwa wojna - precyzuje.

- Jedno, co wiemy na pewno, to fakt, że rynek pracy jest niezwykle dynamiczny, zaś sytuacja może zmienić się w bardzo krótkim czasie. Polskim przedsiębiorcom udało się przebrnąć przez trudny czas pandemii, co może dawać nadzieję, że także z obecnej sytuacji wyjdą zwycięsko, bogatsi o nowe doświadczenia - podsumowuje badaczka rynku pracy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama