Nowy numer 28/2018 Archiwum

Skazani za cud

Maryja w katedrze płakała. Łzy przychodziły zobaczyć tysiące ludzi. Lublin stał się miejscem pielgrzymek wiernych z całego kraju. W 1949 roku władza ludowa na cud nie mogła sobie pozwolić. Jeśli ktoś się upierał, że Maryja płakała, trafiał do więzienia.

Był lipiec 1949 roku. W diecezji zaczynał swoją pracę nowy biskup Piotr Kałwa. W niedzielę 3 lipca w katedrze odbywały się uroczystości odnowienia aktu zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi. Po zakończonych uroczystościach, około godziny 15, siostra zakonna Barbara Sadowska zauważyła zmiany na obrazie Matki Bożej. Szybko pobiegła zawiadomić o tym kościelnego, który jej nie uwierzył, myśląc, że to „babskie fanaberie”. Dla świętego spokoju poszedł jednak zobaczyć. W tym czasie przed obrazem w katedrze modliła się spora grupa ludzi, którzy także zauważyli zmiany. Pod prawym okiem Matki Bożej widoczna była czerwona łza. Lotem błyskawicy po mieście rozniosła się wieść, że Matka Boża płacze.

Był cud czy nie?

Do katedry zaczęli napływać ludzie, tak że jej zamknięcie, by zbadać zjawisko, było niemożliwe. Dopiero przy pomocy kleryków, którzy przyszli z seminarium, by kierować ruchem wiernych, udało się późną nocą zamknąć kościół. Zawiadomieni o wszystkim biskupi podchodzili do zjawiska z dystansem. Zarządzili zwołanie komisji, która miała zbadać sprawę. Przypuszczano, że to naciek wilgoci umiejscowił się w tym miejscu, rozpuszczając farbę. Kiedy jednak zdjęto obraz ze ściany, okazało się, że od spodu jest suchy. Pobrano próbki substancji, jednak nie reagowała ona z żadnym znanym wówczas odczynnikiem chemicznym. Nie były to ani łzy, ani krew. Kuria biskupia wydała więc komunikat, że zjawiska tego nie można uznać za cudowne, jednak liczne uzdrowienia i nawrócenia, jakie mają miejsce przed obrazem, np. spowiedzi zatwardziałych grzeszników, z pewnością są znakiem Bożego działania. Jeden z chemików badających wówczas naciek na obrazie zapisał w swoim pamiętniku, że w obawie przed reakcją władz nie można było przyznać publicznie, że ciecz na obrazie jest płynem limfatycznym, czyli pochodzącym z żywego organizmu.

Ludziom oczu nie zamydlisz

Widzącym jednak, co się dzieje, ludziom – doświadczającym wielkiej łaski pokoju w sercu, nadziei, a także fizycznych uzdrowień – nie trzeba było oficjalnych pism potwierdzających cud. Do Lublina zaczęły napływać pielgrzymki z całej Polski. Kolejka chętnych do wejścia do katedry sięgała mostu na Bystrzycy i trzeba było w niej stać 9–10 godzin. Ludzi to nie zrażało. Natomiast przerażona zjawiskiem była ówczesna władza, która zaczęła najpierw za pośrednictwem prasy publikować artykuły o „sfabrykowaniu” cudu przez duchownych, potem o „ciemnogrodzie” wśród wierzących, którzy dają się nabrać, a w końcu organizowano zebrania w zakładach pracy, na których partyjni przedstawiciele próbowali udowodnić, że cudu nie ma. Największą akcją wymierzoną w wierzących i wydarzenia w katedrze miał być wiec na placu Litewskim, który zaplanowano na 17 lipca. Całe miasto zostało obwieszone megafonami, by dobrze słyszalne i wszechobecne były przemówienia partyjnych sekretarzy. Grupy zorganizowanych aktywistów przyniosły transparenty z hasłami antyklerykalnymi i „antycudowymi”, które także głośno skandowano.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Savonarola
    05.07.2012 00:55
    Nie rozdzierajmy szat.Jak obraz zechce to znow zaplacze.A Maryja,w niebie pewnie smieje sie z tych placzacych obrazow...smieje sie do lez.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma