Nowy numer 43/2020 Archiwum

Marzenia trzeba spełniać

Jadą tysiące kilometrów, często kilka dni. Starsi, nierzadko schorowani. Chcą choć raz w życiu zobaczyć, gdzie żyli ich rodzice, dziadkowie. Wizyty rodaków zza wschodniej granicy w Lublinie to już tradycja

Ewa Waszkiewicz Polaków ze Wschodu przyjmuje od 13 lat, czyli prawie od samego początku trwania akcji. Pierwszego razu nie wspomina zbyt dobrze. Po przeczytaniu ogłoszenia postanowiła, że wraz z rodziną ugości rodaków na święta. Niestety, zabiegana przy małych wtedy dzieciach i przedświątecznej krzątaninie, wyjechała na spotkanie z gośćmi zamiast na plac Zamkowy, na plac Katedralny. Czekała, czekała i nic. Komórki wtedy nie miała. Gdy wreszcie zorientowała się, że chyba pomyliła miejsca, po jej gościach nie było śladu. Przejęli ich inni gospodarze.

Na Wielkanoc nowy dom

W tym roku wzięła dzień urlopu. Najważniejsze zakupy zrobiła w czwartek. W sobotę od godz. 16 wraz z teściową i panią Zinajdą z Taszkientu, która ma kartę Polaka i stara się o papiery repatriacyjne, czekała na panią Raisę. Autokar się spóźniał, było strasznie zimno. Ale gdy już rodacy pojawili się na placu, zrobiło się radośnie, ciepło, wzruszająco. Dziadek Janusza Waszkiewicza, męża pani Ewy, dwa razy zsyłany był na Syberię, w okolice Omska. – Wiedząc z pierwszej ręki, co przeżywali wygnańcy, nie mieliśmy wątpliwości, że tych szczególnych gości, potomków zesłańców, trzeba przyjąć i ugościć. – mówi pani Ewa. – Marzenie tych ludzi, żeby zobaczyć kraj ojców i dziadków, trzeba było spełnić. To naprawdę radość, widzieć ich wzruszenie. Także teściowie pani Ewy co roku goszczą rodaków u siebie. Tegoroczne spotkanie w ich domu w Ciecierzynie było ostatnie, więc tym bardziej ważne. – Za rok tego domu nie będzie, pochłonie go obwodnica – mówią Waszkiewiczowie. – Ale gości ze Wschodu będziemy przyjmować nadal, bo drugi dom, teraz w stanie surowym, musimy wykończyć do listopada. Więc na następną Wielkanoc zdążymy.

W poszukiwaniu historii

Raisa Skuratowicz do Lublina przyjechała z Zabajkala, z Buriacji, z miejscowości Ułan-Ude. Pracuje jako planistka w fabryce helikopterów. Dziadek Skuratowicz był zesłany na Sybir. Cała rodzina kibicowała jej wyjazdowi do Polski. – Cieszyli się, że chociaż ja miałam możliwość spędzić ten świąteczny czas w kraju przodków – mówi wzruszona. Już wcześniej przybyła do pani Ewy Zinajda Pieczionkina, z domu Jasiukiewicz. Wciąż szuka w Polsce wiadomości o dziadku Pawle Jasiukiewiczu. Otrzymała medal za propagowanie kultury polskiej w Taszkiencie. Jej dziadkowie trafili do Rosji transportem w 1918 roku. – Dziadkowie Paweł i Malwina byli Polakami. Poznali się na zesłaniu – wspomina.

– Matka dbała o polskość, ale o wiele łatwiej zachować wspomnienia, język i obyczaje, niż odtworzyć pisaną historię rodziny. Pani Zinajda była w Polsce po raz pierwszy pod koniec lat 90. Jej syn był wtedy na koloniach w Szczecinie-Dąbiu. Tęsknotę za Polską leczy działalnością dla społeczności polskiej w Taszkiencie w Związku Polaków „Polonia”.

Podróż sentymentalna

Jerzy i Anna Czaplińscy gościli Polaków ze Wschodu po raz trzeci. – Moja babcia pochodzi ze Smoleńska – opowiada pan Jerzy, który od lat jest także dyżurnym fotografem przyjezdnej ekipy. – Mój ojciec i cała rodzina byli wywiezieni na Syberię, dlatego zapraszamy gości głównie stamtąd. Wiele się od tych ludzi możemy dowiedzieć. Pamiętam panią, która nie chciała opowiadać o mieście, z którego pochodzi. Mieszkała w Żeleznogorsku. To podziemne miasto, które produkuje dla całego kraju broń. – Jak oni tu do nas przyjeżdżają, to oczekują przede wszystkim ciepła i polskości. Nie musimy się jakoś szczególnie starać, żeby zorganizować im czas – mówi pani Anna. – My idziemy do kościoła, to nasz gość też. W drugi dzień świąt na cmentarz również wybieramy się razem. Do tej pory mamy kontakt z panią, która była u nas pierwszy raz. Czasami rozmawiamy przez Skype’a. To ludzie ciekawi świata i życia. Tuż po świętach 35 osób, które przyjechały do Lublina, wyruszyło w podróż po naszym kraju. W ciągu tygodnia do zobaczenia mieli Warszawę, Kraków i Częstochowę. To prawdopodobnie pierwsze i jedyne spotkanie z ojczyzną rodziców i dziadków.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama