Nowy numer 28/2018 Archiwum

Rozmnażanie czasu

O pomaganiu ludziom zmagającym się z chorobami psychicznymi z Jonaszem Wethaczem rozmawia Agnieszka Gieroba.

Agnieszka Gieroba: Bał się Pan pierwszy raz pójść na spotkanie z pacjentami kliniki psychiatrycznej?

Jonasz Wethacz: Bałem się. Myślę, że każdy z wolontariuszy ma obawy przed pierwszym spotkaniem, ale one szybko mijają. Czasami wyobrażenia, jakie mamy o tym miejscu, są tak przedziwne, że rodzą się w nas różne lęki. Rzeczywistość jednak nie jest straszna, a ci ludzie tak bardzo nas, wolontariuszy, potrzebują, że szybko czujemy się potrzebni i zwyczajnie chce nam się tam chodzić, bo widzimy sens tego, co robimy.

Od jak dawna wolontariusze chodzą do kliniki psychiatrycznej?

Program działa od 2002 roku i to, co nieustannie mnie zadziwia, to wytrwałość wolontariuszy. Rzadko się zdarza, żeby ktoś rezygnował. Mało tego, choć może się wydawać, że chętnych do takiego programu nie ma zbyt dużo, w rzeczywistości jest przeciwnie. Obecnie chodzi nas tam prawie 90 osób. Jest to tak duża liczba, że w tym semestrze nie robiliśmy naboru nowych wolontariuszy do naszego programu, bo nikt nie chciał zrezygnować. Mimo braku rekrutacji i tak zgłosiło się do mnie kilkanaście osób z prośbą, by mogli dołączyć do naszej grupy. Uległem, choć ustawienie grafiku odwiedzin kliniki dla takiej rzeszy ludzi nie jest łatwe. Dla mnie to też kolejny znak, że my, młodzi, jesteśmy otwarci nawet na osoby – mogłoby się wydawać – wykluczone.

Jak przyjmują Was pacjenci?

Często jesteśmy dla nich jedynym kontaktem ze światem zewnętrznym, dlatego czekają na nas z niecierpliwością. Kiedy pojawia się nowy wolontariusz, zawsze jest kilku chętnych, by oprowadzić go po oddziale i zapoznać z panującymi zwyczajami. Codziennie przychodzi inna grupa wolontariuszy, więc pacjenci mają w kim wybierać i rzeczywiście zdarza się tak, że wielu pacjentów ma swojego ulubionego wolontariusza, na którego czeka, a dzień jego dyżuru jest prawdziwym świętem.

Co robią wolontariusze w klinice psychiatrycznej?

Zajmujemy się animacją czasu wolnego pacjentów, a tego akurat mają dużo. Naszym zadaniem jest też wsparcie chorych. Organizujemy im różne zajęcia plastyczne, muzyczne, sportowe, czasem ognisko, jeśli mamy taką możliwość, choć i tak prędzej czy później kończy się to na rozmowach. Pacjenci nie chcą już w nic grać, malować czy śpiewać, chcą zwyczajnie pogadać z kimś z zewnątrz, kto nie jest z personelu medycznego. Te rozmowy często są bardziej szczere niż te, które mogą prowadzić ze swoimi bliskimi. Dlatego każdy z wolontariuszy musi przejść najpierw specjalne przygotowanie, by wiedzieć, jak się zachować. Prowadzi je dla nas lekarz psychiatrii. Wielu z nas to studenci psychologii, choć nie tylko, to też ułatwia kontakt z pacjentem, no i my sami systematycznie się szkolimy, dzielimy doświadczeniami, przygotowujemy raporty z naszych wizyt w klinice. To wszystko uczy nas, jak pomagać choremu psychicznie.

Co jest najtrudniejsze w pracy wolontariusza w klinice psychiatrycznej?

Myślę, że specyfika zaburzenia. Na oddziale dla dorosłych to zazwyczaj schizofrenie i choroby afektywne, czyli depresje, zaburzenia dwubiegunowe. Natomiast na oddziale młodzieżowym jest już bardzo różnie. Przebywają tam pacjenci z różnymi zaburzeniami, leczone są wczesne psychozy, nerwice, autyzm. W niektórych przypadkach trudno nawiązać z pacjentem kontakt. My, wolontariusze, przywiązujemy się także do pacjentów i choć życzymy im jak najlepiej, by szybko udało się im wrócić do zdrowia, to jednak gdy opuszczają szpital, brakuje nam ich.

Większość z Was to studenci. Jak się udaje pogodzić studia z takim zaangażowanie w wolontariat?

Wolontariat wciąga. Jak się zacznie, to trudno wyobrazić sobie życie bez niego, dlatego jesteśmy specjalistami w rozmnażaniu czasu. Tak sobie planujemy nasze zajęcia, by pogodzić wszystko. Poza tym jak się czegoś bardzo chce, to znajdzie się sposób, by wygospodarować na to czas.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma