Nowy numer 41/2018 Archiwum

Wielkie sprawy małych dzieci

Kiedyś mały chłopiec leżący w lubelskim szpitalu powiedział o. Filipowi Buczyńskiemu o swoim marzeniu. Było takie zwyczajne i proste. Chciał do domu. Od tego wszystko się zaczęło.

Rodzice bezradnie rozłożyli ręce. Ich syn umierał, a oni mieszkali poza Lublinem i nie mogli zapewnić mu odpowiedniej opieki. Ten mały chłopiec sprawił, że zaczęto tworzyć hospicjum, które mogłoby zapewnić małym pacjentom pobyt w rodzinnym domu. To był rok 1997. Udało się. Hospicjum Małego Księcia w Lublinie stało się towarzyszem w ostatniej drodze wielu chorych dzieci, ale i towarzyszem żałoby dla rodzin po stracie. Jest jedynym w Polsce wschodniej hospicjum domowym dla dzieci. W marcu świętuje 5. rocznicę otwarcia Domu Małego Księcia, gdzie swoją bazę znaleźli wszyscy służący pomocą chorym. Tutaj też mogą zatrzymać się dzieci i rodzice przyjeżdżający do Lublina na badania lub na specjalistyczne zabiegi stomatologiczne w znieczuleniu ogólnym, które hospicjum zapewnia. Dziś pod swoją opieką hospicjum ma 50 pacjentów z terenu całego województwa lubelskiego. Obecnie najdalej wolontariusze jeżdżą do Tomaszowa Lubelskiego.

Oswajanie choroby

– Kiedy rodzi się chore dziecko lub rodzinę dotyka wypadek, w wyniku którego cierpi dziecko, rodzina przeżywa szok. To nie tylko wstrząs emocjonalny, ale zupełnie nowa rzeczywistość, w której trzeba nauczyć się, jak pielęgnować chorego, podawać tlen, odsysać wydzielinę lub podjąć inne konieczne czynności. Rodzice czują się bezradni wobec tego wszystkiego. My przychodzimy z pomocą. Uczymy, jak pomóc, dajemy potrzebny sprzęt, by dziecko mogło być w domu, a przede wszystkim jesteśmy do dyspozycji 24 godziny na dobę. Rodzice mają nasze telefony komórkowe i zawsze mogą zadzwonić z pytaniami czy prośbą o pomoc. Dwa razy w tygodniu odwiedza chorego zespół z lekarzem – mówi o. Filip Buczyński, szef Hospicjum Małego Księcia w Lublinie. Tworzą nie tylko zespół medyczny, który zajmuje się chorobą, ale i zespół wolontariuszy, którzy poświęcają swój czas chorym dzieciom, umożliwiając w ten sposób odpoczynek domownikom lub załatwienie różnych spraw. Chore dziecko przykuwa swoich bliskich do siebie. Świat się bardzo ogranicza i zawęża. Pomoc wolontariuszy, którzy przyjdą zaopiekować się chorym, pozwala rodzinie nieco lepiej radzić sobie z zaistniałą sytuacją. – Otaczamy też opieką duchową, psychologiczną, mamy zespół fizjoterapeutów i pracowników socjalnych. Staramy się pomagać na różnych płaszczyznach. Zawsze pierwszym pytaniem, jakie zadajemy rodzinie, są słowa: „w czym możemy pomóc?” – mówi o. Filip Buczyński, szef lubelskiego hospicjum. Towarzyszenie w cierpieniu to nie jakieś wielkie i specjalne zadanie do wykonania. To zwykła obecność w codzienności, w drobnych zwyczajnych sprawach. To czasami tylko uśmiech, przeczytana bajka, wspólnie namalowany rysunek. Czasami to poważne rozmowy o cierpieniu, umieraniu i szukanie ukojenia. Czasami jest śmiech, czasami niewysłowiony żal, kiedy ktoś odchodzi. Sztuką jest zwyczajnie być – wtedy, kiedy pacjent pokona chorobę, i wtedy, kiedy to choroba okazuje się silniejsza.

Podopieczni

Julitka ma 5 lat. Choruje na zespół Edwardsa. Najlepszą przyjaciółką Julitki jest Paulinka. Jej ulubiona zabawka to karuzela. Julitka nie mówi, ale według mamy jej marzeniem jest mieć szczęśliwą rodzinę i być kochaną. Kasia ma 6 lat. Cierpi na encefalopatię niedotlenieniowo-niedokrwienną i padaczkę. Lubi słuchać muzyki i bajek. Dużo się uśmiecha. Uwielbia też słuchać gry brata na gitarze i akordeonie. Marcel ma 3 lata. Cierpi na wodogłowie wrodzone, zespół Arnolda-Chiariego. Jest fanem Kubusia Puchatka. Uwielbia wychodzić na spacery i bawić się piłkami. Ma 14 lat, cierpi na chorobę Hallervordena-Spatza, jest ulubieńcem swoich dwóch starszych sióstr, chciałby zobaczyć mecz piłki nożnej swoich kolegów na boisku. Szymek ma 4 lata, choruje na pęcherzycę. Pomimo swojej ciężkiej i bolesnej choroby jest dzieckiem bardzo pogodnym, towarzyskim, jest ciekawy świata. Jest bardzo bystry, sprytny, lubi zwierzęta, samochody, zabawy z braćmi. Pasjonują go instrumenty muzyczne. Długo można ich wymieniać. W hospicjum znają każdego. To nie tylko podopieczni, ale i przyjaciele. Odkąd 5 lat temu udało się wybudować Dom Małego Księcia powstała także znakomita baza do różnych spotkań i terapii na miejscu. – Tutaj choćby spotykają się grupy rodziców po stracie dziecka. Razem łatwiej przeżywać żałobę, a dyżurujący psycholog pomaga poradzić sobie ze stratą. To taki mały jubileusz, podczas którego chcemy też podziękować wszystkim naszym dobroczyńcom. Bez wielkiego serca wielu osób nasze hospicjum nie mogłoby istnieć – podkreśla o. Filip Buczyński.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy