Wyszliśmy na zwiady. Wbrew pozorom, trudno było na ulicach Lublina znaleźć prawdziwego fana piłki nożnej. Puby i restauracje na Starym Mieście zachęcają do wspólnego kibicowania, jednak nie są oblegane. Może to dlatego, że nie grają nasi. Postanowiliśmy porozmawiać z przechodniami na temat szaleństwa piłkarskiego, choć dzisiaj żyjemy gorączką innego wydarzenia, tu nad Wisłą – zwanego inaczej aferą. To pewnie dla wielu gorsze rozczarowanie niż fakt, że nasi nie grają w Brazylii. No, ale nasze miasto ma swojego reprezentanta na mundialu i jest nim komentator sportowy, zawsze to coś.
No dobrze, czas zapytać o mundialowi szaleństwo. I już po chwili mamy pierwszego rozmówcę. - Zdarza się nam sprzeczać z kumplem o to, który mecz mamy oglądać. Jednak zwykle szybko dochodzimy do porozumienia - mówi Mateusz, student i entuzjasta futbolu. Rozgrywki śledzi wraz ze swoim współlokatorem. Przyznaje, że porażka Hiszpanii była dla niego zaskakująca. - Wiem, że trwa mundial. To w pewnym sensie bardzo ważne wydarzenie. Kiedyś nawet oglądałam mecze, jak grali Polacy. Osobiście wolę siatkówkę – stwierdza Jadwiga, filolog angielska. – Cieszę się, że zespoły, które uchodziły za faworytów odpadły. Kibicuję piłkarzom, którzy nie pochodzą z Europy, choć drażni mnie zbytnia przychylność sędziów wobec Brazylii – mówi Marek, przedsiębiorca z Lublina. – Uważam jednocześnie, że jest to zbyt komercyjna impreza. Wokół pięknych stadionów w brazylijskich miastach istnieją dzielnice biedy. Przy okazji mistrzostw powinno pokazywać się pełny obraz społeczeństwa czy kraju. Ale to chyba zadanie dziennikarzy – dodaje Marek.
Lublina nie ogarnął mundialowy szał. Łatwo nam było spotkać osoby absolutnie obojętne na to co dzieje się na boiskach Brazylii. Może sytuacja się zmieni, kiedy zaczną się półfinały. A może dopiero wtedy, kiedy będziemy mogli kibicować naszym. A może obecny światowy poziom gry w piłkę nożną jest już dla nas nieosiągalny?








