Nowy numer 44/2020 Archiwum

Znak miłości

Doroczna uroczystość przyciągnęła na Stare Miasto tłumy. To jeden z niewielu momentów, gdy relikwie krzyża świętego wychodzą na ulice.

Najpierw uroczysta Msza święta, której przewodniczył prymas Czech Dominik Duka, potem procesja z relikwiami Krzyża Świętego na plac po farze i w końcu nabożeństwo ekumeniczne z udziałem prawosławnego abp. Abla. Tak wyglądało największe święto lubelskich dominikanów obchodzone 14 września w uroczystość Podwyższenia Krzyża Świętego. Gościem był kardynał Duka, który mówił o krzyżu jako o znaku miłości, życzył też sobie i wszystkim, by na Wschodzie nie lała się krew, by miłość Chrystusa zwyciężyła podziały, wzajemne żale i pretensje. Do krzyża jako znaku miłości nawiązał także podczas nabożeństwa ekumenicznego abp Abel, zwierzchnik Kościoła prawosławnego w diecezji lubelskiej. – Jeśli Bóg jest miłością, zbawienie jest tylko w miłości, nie w gwałcie, wojnie, torturach – mówił.

Lubelskie relikwie są małym fragmentem większego kawałka, który został skradziony z bazyliki w 1991 roku. Do tego czasu znane były jako jedna z trzech największych części krzyża, na którym umierał Jezus Chrystus. Bazylika dysponuje licznymi dokumentami potwierdzającymi ich autentyczność. Relikwie miały kształt zbliżony do równoramiennego krzyża greckiego. Posiadały liczne zadrapania a także pęknięcie w poprzek, które związano złotym drutem. Przechowywane były w złoconym, srebrnym relikwiarzu o wysokości 105 cm. Akt świętokradztwa odebrał dominikanom ich największy skarb. Jednak nie do końca, ponieważ w klasztorze został mały fragment krzyża, który odłamał się podczas zabiegów konserwacyjnych. Nie wiadomo, w jaki sposób relikwia ta znalazła się w klasztorze dominikańskim. Według Długosza przywiózł ją do Lublina książę Grzegorz, ale na południowej Rusi nigdy nie było księcia o tym imieniu. Niejasne przekazy mówią, że przywiózł ją w roku 1420 biskup Andrzej, dominikanin z Krakowa. Takiego biskupa nie odnotowują ani „Polski słownik biograficzny”, ani „Encyklopedia katolicka”. Nic więc dziwnego, że uważano go za postać na wpół legendarną i kwestionowano wiarygodność tych przekazów. Aż do lat 1994/95, kiedy to w czasie prac badawczych i inwentaryzacyjnych w bazylice dominikańskiej odkryto w podziemiach niszę grobową z pochówkiem biskupa Andrzeja. Dziś nikt nie ma wątpliwości ani co do jego osoby, ani co do autentyczności relikwii, które przyciągają na modlitwę do dominikanów ludzi nie tylko z Lublina i okolic.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama