Nowy numer 44/2020 Archiwum

Wyjdź na ulice

Od kilku lat 28 września ludzie wychodzą na drogi, by modlić się za swoją miejscowość. Efekty są nieprzewidywalne.

Zawsze dochodziło do bójek kibiców, kiedy w Łodzi grały dwie zwaśnione drużyny. Nikt z mieszkających w pobliżu stadionu nie wychodził wtedy na ulice, a samochody ludzie parkowali na sąsiednim osiedlu. Aż w jednym z łódzkich kościołów zebrała się grupa kilku osób, które czytając „Dzienniczek” siostry Faustyny, potraktowały poważnie obietnicę złożoną jej przez Jezusa. Obiecywał, że nie odmówi niczego duszy, która będzie się modlić Koronką do Miłosierdzia Bożego. Czy modlitwa za miasto może przynieść skutek?

To działa!

W 2004 roku czteroosobowa grupka młodych ludzi zaczęła modlić się koronką podczas meczu. Wtedy pierwszy raz od dawna kibice spokojnie rozeszli się do domów. To działa! Grupa modlitewna szybko się rozrastała. Zaczęła się wypuszczać w ciemne uliczki, modlić pod aresztem, domem dziecka, szpitalem, ratuszem i urzędami miejskimi. W ten sposób polecała Bogu swoje miasto, mieszkańców, lokalne władze i instytucje. Za przykładem Łodzi szybko poszły inne miasta. Grupy modlitewne zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu. W 2012 roku do omodlonych miast dołączył Lublin. Na początku modlący się wyszli tyko na trzy skrzyżowania. Rok później było ich sześć. Akcję modlitwy za swoją miejscowość podjęli także mieszkańcy Lubartowa, Chełma, Puław, Poniatowej, Bełżyc. W tym roku może nas być jeszcze więcej.

Spróbujmy jeszcze raz

– Dwa lata temu stałem w korku przy alei Kraśnickiej. Był piątek 28 września 2012 roku – opowiada pan Zbyszek, który w ubiegłym roku dołączył do modlących się na skrzyżowaniu alei Kraśnickiej i Bohaterów Monte Cassino. – Przy skrzyżowaniu zebrała się grupa ludzi z plakatami „Jezu, ufam Tobie”. Zaczęli się modlić. Zapytałem wtedy siebie, kiedy ja ostatnio się modliłem, i nie umiałem sobie przypomnieć. Po powrocie do domu zacząłem szukać informacji, co to za akcja modlitewna na ulicach Lublina. Dowiedziałem się, że w tym czasie ludzie na całym świecie wyszli na skrzyżowania, by modlić się za swoje miasta i jego mieszkańców. Ludzie, których widziałem na ulicy, modlili się więc także za mnie.

Chciało mi się płakać. Miałem problemy w pracy, rodzina się rozpadała. Zacząłem szukać w domu różańca. Znalazłem u córki w pokoju, od Pierwszej Komunii. Wydrukowałem sobie koronkę i zacząłem odmawiać. Do mojego serca spłynął pokój. Kiedy żona wróciła do domu, przeprosiłem ją i poprosiłem, byśmy spróbowali się dogadać, odmawiając codziennie koronkę. Nasze relacje zaczęły się zmieniać. I choć wciąż mamy dużo do zrobienia, Jezus miłosierny daładowuje nam siłę i radość – daje świadectwo mężczyzna. A

kcja modlitewna odbywa się w rocznicę beatyfikacji ks. Sopoćki, spowiednika siostry Faustyny. – Małymi krokami koronka wychodzi na ulice. Ilu nas będzie w tym roku, zobaczymy. Chcę jednak podkreślić, że za swoją miejscowość warto modlić się cały rok – mówi Jacek Wolski z Ruchu Światło–Życie, zaangażowany w propagowanie modlitwy. O adresy skrzyżowań, na których będzie się odbywała tegoroczna modlitwa, trzeba pytać w parafiach. Jeśli gdzieś takiej możliwości nie ma, warto zachęcić parafialne wspólnoty do zaangażowania się w akcję.

Do modlitwy koronką zachęcał też Jan Paweł II w Łagiewnikach w 2002 roku. Mówił wtedy: „Niech się spełnia zobowiązująca obietnica Pana Jezusa, że stąd ma wyjść »iskra«, która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście. Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia. W miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście! Bądźcie świadkami miłosierdzia!”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama