Nowy numer 24/2018 Archiwum

Kiedy ciało domaga się ruchu

Lubelski Teatr Tańca. Opowiadają historie, które zrozumie każdy. Nie trzeba znać języków. Wystarczy zatańczyć.

Gdy Anna Żak idzie ulicą, ludzie wokół niej tańczą. Nie dlatego, że gra muzyka, ani nikt nie ustawia się w pary. Ktoś na przystanku obraca głową w obie strony, wypatrując czegoś. Wygląda, jakby poruszał się w określonym rytmie. Ktoś inny maszeruje dziarskim krokiem, jakby był na defiladzie. Następny żywo gestykuluje. Jakaś para przytulając się na ławce pod drzewem, kołysze się delikatnie.

– Jeśli jest się tancerzem, taniec widzi się wszędzie. Wszystko też można zatańczyć. To życie inspiruje nas do tworzenia spektakli, wystarczy tylko patrzeć, słuchać i odczuwać – mówi. Jednak żeby utrzymać ciało w zdrowiu i kondycji, trzeba dyscypliny i codziennej żmudnej pracy. – Każdy tancerz powinien codziennie wykonywać odpowiedni zestaw ćwiczeń, by jego ciało było gotowe do wyrażania na scenie tego, czego od niego oczekujemy – mówi Ryszard Kalinowski. – Tancerz jest jak sportowiec, który żeby mieć dobrą formę, trenuje systematycznie. Zdarzało mi się słyszeć od kogoś, że „to już przerabiał” i chce czegoś innego. Tymczasem nie da się pominąć pewnych codziennych podstaw, które mogą się wydawać nudne i żmudne, ale muszą wejść tancerzowi w krew – zwraca uwagę. To Ryszard Kalinowski wraz z Anią Żak, Beatą Mysiak i Wojciechem Kaproniem są w grupie osób, które dzięki znakomitej choreografce Hannie Strzemieckiej dały początek dzisiejszemu Lubelskiemu Teatrowi Tańca.

Chciał zostać „kaowcem”

W Dubecznie, skąd pochodzi Ryszard Kalinowski, była huta. Większość mieszkańców tam pracowała. Kiedy wracali do domu, nie mieli do oporządzenia gospodarstw, jak to zwykle na wsi bywało. Oznaczało to, że dzieci po szkole nie musiały pomagać rodzicom w polu. Był za to Dom Kultury, w którym tyle się działo, że dzieci chętnie tam biegały. – Zawsze lubiłem być aktywny. W moim Dubecznie można było grać w piłkę nożną, biegać do późna z chłopkami po dworze i spędzać czas w Domu Kultury, gdzie, do dziś pamiętam, pracowała pani Franciszka Samborska. To ona animowała nasze życie. Miała propozycje dla dzieci, dorosłych i dla starszych, dla których już wówczas, a były to lata 70., założyła klub seniora. Dla mnie było niezwykle ważne, żeby być w Domu Kultury i udzielać się. Tam były kukiełki, kółko recytatorskie, gra na pianinie, ping-pong. I choć w kontekście tamtych czasów zabrzmi to dziwnie, mi tak się podobało, że chciałem być „kaowcem”, czyli takim animatorem kultury w moim Dubecznie – opowiada pan Ryszard. Nie przeszło mu to nawet wtedy, gdy dorósł. Wybrał się do Lublina na studia kulturalno-oświatowe, a wszystkie praktyki i staże odbywał w swojej rodzinnej miejscowości, przekonany, że tam wróci i to będzie jego miejsce. W Lublinie zapisał się do Zespołu Tańca Ludowego Stanisława Leszczyńskiego oraz do Zespołu Tańca Towarzyskiego. – W tamtych czasach zupełnie inaczej się tańczyło. Nie każdy sam, ale w parach, chłopak prowadził dziewczynę w tańcu. Przyznaję, że całkiem dobrze mi to wychodziło i na dyskotekach miałem powodzenie. Łechtało to moją próżność, ale nie myślałem wtedy, że taniec stanie się moim sposobem na życie – opowiada Ryszard Kalinowski.

Amerykański sen

Na studiach trzeba było wybrać jakąś dziedzinę, w której należało się specjalizować. Pod wpływem filmów z Fredem Astaire’em i Gene’em Kellym zamarzyło mu się tak tańczyć. Amerykańskie szaleństwo musicalowe bardzo go pociągało. – W Polsce nikt tak nie tańczył. Nie znałem żadnego zespołu ani miejsca, w którym by uczono podobnego tańca. Może jedna z polskich produkcji „Hallo Szpicbródka...” była musicalowa, ale poza tym pustka. Dlatego, gdy na korytarzu Chatki Żaka przeczytałem ogłoszenie o naborze do zespołu tańca nowoczesnego, pomyślałem, że może to być właśnie to – przyznaje pan Ryszard. Nabór ogłosiła Hanna Strzemiecka. Kiedy Ryszard ją poznał, rzucił taniec ludowy i towarzyski i pod jej okiem zaczął się szkolić. – Hanna to, czego nas uczyła, nazywała „modern”. Były to elementy akrobatyki, tańca amerykańskiego, którego uczyła się w Stanach i mieszanina różnych stylów – relacjonuje Ryszard Kalinowski. – Najważniejsze było to, że budowała spektakle. To nie były numery taneczne do jakiegoś utworu, ale myślała o bohaterach, dramaturgii, kostiumach związanych z postaciami. Odkrywała przed nami też niesamowitą muzykę, np. Philipa Glassa. Dla nas to właśnie była Ameryka. W Polsce nikt tego nie robił. Pamiętam, że wówczas w Chatce Żaka zebrało się wokół Hanki ponad 100 osób, które chciały tak tańczyć. Ostatecznie została grupa około 20-osobowa. To dalej jednak nie był sposób na życie, tylko jakaś dodatkowa pasja. Kiedy przyszło mi kończyć studia i trzeba było podejmować życiowe decyzje, Hanna rozmawiała ze mną i kilkoma innymi osobami o swoich planach. Znalazła wówczas przychylnych ludzi we władzach miasta, które dały zielone światło do stworzenia w Lublinie profesjonalnego zespołu w Centrum Kultury. Tak więc zostałem w Lublinie i wtedy powstały zalążki dzisiejszego Lubelskiego Teatru Tańca – opowiada Ryszard Kalinowski.

Taneczny krok

W rodzinnym domu Anny Żak był przejściowy pokój. Ilekroć przez niego przechodziła, wykonywała taneczne ruchy. Tańczyła zawsze i wszystko. Taniec był bardzo ważny, ale nigdy nie myślała, że może on stać się sposobem na całe życie. Pierwsze profesjonalne szlify, poza dziecięcymi przygodami z akrobatyką, tańcem ludowym, towarzyskim i estradowym otrzymała dopiero pod okiem Hanny Strzemieckiej. Wybrała studia pedagogiczne W tym samym czasie trafiła do zespołu uniwersyteckiego, gdzie Hanna Strzemiecka powiedziała „Malutka, to z 10 lat z nami potańczy”. Wtedy wydawało mi się to nierealne. Byłam młodą studentką, chciałam zostać pedagogiem, taniec był hobby. Okazało się, że Hanka miała rację, że to, co było pasją, stawało się powoli najważniejsze. Egzaminy schodziły na drugi plan i choć na studiach zaliczała wszystko jak należy, to najbardziej ją ekscytowało bieganie na próby, przygotowywanie spektakli, opowiadanie tańcem przeróżnych historii. Kiedy więc Hanna Strzemiecka z Grupy Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej zaczęła tworzyć profesjonalny zespół w Centrum Kultury podjęła decyzję, że kolejne lata zawodowo zwiąże już tylko z tańcem. – Minęło 10 lat, o których mówiła Hanna, minęło też kolejnych 10, a ja dalej tańczę – opowiada Anna Żak. Obecnie też prowadzi Grupę Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej, w której stawiała pierwsze kroki z dziedziny tańca współczesnego. Zdarza się jej wykonywać taneczne ruchy, gotując obiad, robiąc porządki, zajmując się codziennymi sprawami. – Moje ciało domaga się ruchu, a ja mu na to pozwalam – przyznaje.

Wizjonerka

Jednym z pierwszych spektakli zespołu był „Urząd”. Było to amerykańskie musicalowe przedstawienie, rodzaj żartu scenicznego z przerysowanymi postaciami, które przyszły do biura i zderzyły się z urzędniczą biurokracją. Na scenie były drzwi. Po jednej stronie byli urzędnicy, po drugiej petenci. – Pamiętam, że to było przedstawienie pełne śmiechu i zabawy, jednocześnie bardzo akrobatyczne. Potem zrobiliśmy „Puste ulice” i zdobyliśmy kilka nagród, bo nikt tak nie tańczył. O Hannie mogę śmiało powiedzieć, że była wizjonerką tańca – mówi Ryszard Kalinowski. Dziś Lubelski Teatr Tańca jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów w Polsce. W tym roku był on współorganizatorem Polskiej Platformy Tańca, czyli spotkania, na którym prezentowanych było 13 najlepszych polskich przedstawień tanecznych z ostatnich dwóch lat. – To swoistego rodzaju „raport” z tego, nad czym tancerze w Polsce pracują obecnie, wymiana doświadczeń i okazja do spotkania. Pierwszą tego typu imprezą w Polsce był przegląd „taniec.pl”, który odbył się w roku 2003 w Warszawie w ramach Międzynarodowego Festiwalu Tańca Współczesnego Ciało/Umysł. Do pomysłu powrócono pięć lat później. Centrum Kultury Zamek w Poznaniu oraz Art Stations Foundation zorganizowały dotychczas 3 edycje Polskiej Platformy Tańca – w 2008, 2010 i 2012 roku. Od 2013 roku na mocy porozumienia z dotychczasowymi organizatorami głównym organizatorem Polskiej Platformy Tańca jest Instytut Muzyki i Tańca. Finał w tym roku odbył się w Lublinie. Wśród 13 najlepszych spektakli znalazło się także przedstawienie Lubelskiego Teatru Tańca „Historie, których nigdy nie opowiedzieliśmy”. Po zakończeniu Polskiej Platformy do Lublina przyjechali tancerze z całego świata na organizowane przez Lubelski Teatr Tańca już 18. raz Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca. Pokazywali swoje spektakle i dyskutowali o dzisiejszym tańcu w Europie.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma