Nowy numer 24/2018 Archiwum

Bajka o „Bajce”

Jest jedynym nieprzerwanie działającym kinem jednosalowym w mieście. Już wkrótce przyjdzie mu się zmierzyć z kolejnym powstającym multipleksem.

Oficjalnie rozpoczęło swą działalność na początku października 1991 roku filmem „Tańczący z wilkami”. Potem były „Thelma i Louise” i seria filmów Krzysztofa Kieślowskiego. – Pamiętam tę kolejkę do kasy na film „Niebieski”, która sięgała prawie do skrzyżowania z ul. Łopacińskiego – wspomina początki działalności „Bajki” Waldemar Niedźwiedź, szef jedynego w mieście kina, które próbuje współistnieć obok multipleksów.

Przyszedł zmierzch

W1992 r. na polskim rynku filmowym pojawiło się 60 tytułów. Dziś jest przeszło dziesięć razy więcej. – Na początku lat 90. dużo łatwiej było ukierunkować widza na konkretny tytuł – opowiada Niedźwiedź. – Filmów było mało, więc jeśli przemyślało się dobrze kampanię reklamową, sukces był murowany. Pamiętam jak dziś, jak sam biegałem nocą po Lublinie i malowałem na chodnikach białą farbą słuchawki, by zareklamować film „Więcej czadu”. Sam też rozwieszałem plakaty – dodaje. To był czas, gdy w Lublinie kin było dużo. Każdy, kto w stolicy województwa mieszka nieco dłużej, na pewno pamięta jedno z bardziej luksusowych kin, jakim był Kosmos, na którego miejscu dziś wznosi się apartamentowiec. Albo Apollo (dawne Wyzwolenie) z całkiem pokaźnych rozmiarów salą. Tych kin, jak w piosence o miasteczkach żydowskich, nie ma już. Nie ma też Wenus, ABC czy kina działającego w Chatce Żaka. Tylko od czasu do czasu projekcje w swojej sali kinowej „Grażyna” urządza Dom Kultury na LSM. Wszystko to skutek pojawienia się na polskim rynku w końcówce lat 90. minionego wieku największych dziś sieci multipleksów. – Było jasne, że przyszedł zmierzch tradycyjnych jednosalowych kin, często mających wieloletnią tradycję – opowiada Niedźwiedź. Multipleksy były dla wielu tym ostatnim gwoździem do trumny, bo, jak opowiada szef „Bajki”, wcześniej trzeba było się jeszcze mierzyć z wszechobecnymi kasetami wideo.

Sam na placu boju

Czas pojawienia się w Lublinie Cinema City był niezwykle trudnym okresem dla „Bajki”. – Wcześniej konkurowaliśmy z innymi kinami w mieście, ale to była zdrowa konkurencja. Z multipleksem nie miałem żadnej możliwości konkurowania – nie kryje rozgoryczenia Waldemar Niedźwiedź. Przez wiele lat „Bajka” nie przynosiła dochodu. Pracownicy mieli bardzo niskie pensje, a bywały miesiące, że nie dostawali ich w ogóle. Firma się zadłużyła, ale właściciel był uparty i wierzył, że przyjdzie moment, w którym widzowie do „Bajki” wrócą. – Tak naprawdę problemem była i dla wielu do tej pory jest cyfryzacja kin – zauważa Niedźwiedź. Dziś dystrybutorzy nie robią już filmów na kopiach celuloidowych. Kino musi posiadać projektor cyfrowy. Zanim „Bajka” taki projektor kupiła, kopię filmu otrzymywała miesiąc po premierze w multipleksach, gdy większość zainteresowanych film już obejrzało. By stać się profesjonalnym kinem, oprócz projektora trzeba było mieć również odpowiednie nagłośnienie. Był to w sumie wydatek ok. 500 tys. zł. – Niewielu na to stać – mówi Niedźwiedź. – Ja miałem to szczęście, że nagłośnienie kupiłem wcześniej. Musiałem dokupić więc już tylko projektor, ale nie zrobiłbym tego, gdyby nie Polski Instytut Sztuki Filmowej, który wprowadził program cyfryzacji kin jednosalowych. To było dokładnie trzy lata temu. Koszt przedsięwzięcia wyniósł 350 tys., z czego instytut pokrył 1/3. Dziś kończę spłacać ten projektor i wiem, że bez niego to kino by nie istniało.

Kino niszowe

Dziś „Bajka”, mimo że nadal nie może konkurować z multipleksami, szczególnie jeśli chodzi o liczebność młodzieży na seansach, radzi sobie coraz lepiej. Żeby przyciągnąć widzów, proponuje tańsze bilety, organizuje tzw. tanie poniedziałki i specjalne seanse dla seniorów. Choć próżno tu szukać punktu z popcornem czy colą (szef zapowiada, że tego ostatniego nie wprowadzi nigdy), to jednak są tu coraz częściej pokazywane filmy, których nie ma nigdzie indziej w Lublinie. – Chętnie biorę filmy niszowe, które nie trafiają do multipleksów, ale nie dlatego, że do nich nie trafiają, a po prostu z czystej przekory. Chcę pokazać, że takie filmy też mogą mieć widzów – podkreśla Niedźwiedź Na ekranie „Bajki” ostatnimi czasy dosyć często goszczą filmy o tematyce religijnej. To właśnie małe lubelskie kino było jednym z pierwszych, które wykupiło kopię „Ziemi Maryi” w dniu premiery w Polsce. – Trzy tygodnie później zrobiło to już pół Polski. Nie dlatego, że to dobry film, ale zobaczyli, że można na tym zarobić – mówi Niedźwiedź, który nie ukrywa, że jest praktykującym katolikiem. – Ja chciałbym móc zaproponować widzom dobry film o podboju kosmosu, jak i dobry film religijny – podkreśla. Dlatego też jedynie w „Bajce” pojawił się „Mateo” i „Karolina”. Także przez jakiś czas tylko tutaj można było obejrzeć „Największy z cudów” i „Cristiadę”. Choć ciągle zdarza się, że na premierowy film, na który do multipleksu przychodzi 100 osób, w „Bajce” sprzedane zostaną tylko dwa bilety. Seans odbywa się jednak zawsze. Już wkrótce w jednosalowym kinie kolejne zmiany. Zaplanowano remont podłogi, montaż klimatyzacji i wymianę foteli, choć jak mówi Niedźwiedź, przeciwników tego ostatniego jest prawie tak samo dużo jak zwolenników. – Niektórzy mówią, że kino straci swój urok – śmieje się właściciel.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma