Nowy numer 25/2018 Archiwum

W deklu i z bandą

Studenckie korporacje. Jest ich w Polsce około dwudziestu. Niewiele w porównaniu z tym, co było przed wojną. Jednak trend na ich odradzanie się jest coraz silniejszy.

Lubelska Astrea powstała jesienią 1923 r. na ówczesnym Uniwersytecie Lubelskim. Skupiająca przeszło 150 członków organizacja była jedną z pięciu największych korporacji działających w tym okresie w Lublinie. Działała prężnie do 1939 r. Potem jej działalność, jak i wszystkich innych, wygasła. Do roku 1989 zabronione było ich legalne funkcjonowanie.

Wydarzenie historyczne

Astreę na KUL postanowiło reaktywować czterech młodych studentów. – Szukaliśmy formy działalności, która byłaby dla nas sposobem na samokształcenie i rozwój osobisty – informuje Michał Dworski, jeden ze współtwórców idei wskrzeszenia Astrei. – Szperaliśmy w archiwum uniwersyteckim i znaleźliśmy materiały dotyczące funkcjonowania na KUL korporacji studenckich. Stwierdziliśmy, że to jest oryginalny pomysł i przystaje do naszych czasów – opowiada. – To były elitarne stowarzyszenia – zaznacza Bartosz Czajka, kolejny z pomysłodawców.

– Zrzeszały ludzi wykształconych, świadomych, połączonych węzłami trwałej przyjaźni – tłumaczy. 8 marca 2014 r. czterech studentów KUL przyjęło oficjalnie dekle smykowskie, czyli specjalne nakrycia głowy początkujących korporantów. Natomiast oficjalny tzw. komers założycielski odbył się w październiku minionego roku. Do życia została powołana Polska Akademicka Korporacja Astrea Lublinensis. Profesor Maciej Jońca z Katedry Prawa Rzymskiego KUL, filister (opiekun) Astrei, podkreśla, że reaktywacja korporacji to wydarzenie historyczne. – KUL przed wojną wyróżniał się zarówno bardzo bujnym życiem studenckim, jak i korporacyjnym – zauważa. – Działało tu prężnie pięć korporacji i teraz zaczyna się to powoli odradzać – dodaje.

Hierarchia i wzrastanie

W organizacji jest aktualnie czterech komilitonów (pełnoprawnych członków), sześciu smyków i jeden filister (członek honorowy służący radą). Zbierają się raz w tygodniu. – Rozpoczynamy zawsze od odśpiewania hymnu i wzniesienia toastu na cześć korporacji – opowiada Bartosz Czajka. – Potem któryś z nas wygłasza referat na interesujący go temat. W razie zamieszania podczas zebrania do akcji wchodzi rapier, który jest nieodłącznym elementem korporacji. – Mamy swoje rapiery, które na razie służą nam do zaprowadzania porządku w czasie zebrania, ale bardzo byśmy chcieli odnowić tradycję szermierki na uniwersytecie – podkreśla Michał Dworski. Jak w każdej korporacji także w Astrei obowiązuje hierarchia. – W korporacji wyróżnia się trzy stopnie wtajemniczenia – wyjaśnia komiliton Mateusz Pachucki. – Najniższy stopień mają smyki. Łatwo ich poznać, bo dekle, które noszą, nie są obszyte, a szarfa, czyli banda przewieszona przez ramię, jest tylko w jednej barwie. – Tu chodzi o pewną drogę wzrastania – wyjaśnia Michał Dworski, który choć jest tzw. oldermanem, sprawującym opiekę nad smykami, wcale nie jest od nich starszy. Smyki mają zaplanowany harmonogram rozwoju w korporacji i oprócz cotygodniowych spotkań korporacyjnych muszą jeszcze uczestniczyć w spotkaniach przeznaczonych tylko dla nich. – To są różne wykłady o tradycjach, które trzeba poznać, o historii korporacji – mówi Dworski. – Mamy przedwojenny spis tematów, ale uczymy się także savoir vivre’u oraz klasyki elegancji.

Sprawdzeni

Żaden ze smyków do Astrei nie wstąpił sam. – Do nas nie można się zapisać. Najczęściej osobę, którą chcemy do korporacji zaprosić, znamy – wyjaśnia Bartosz Czajka. Wyróżniony student przychodzi więc na kilka spotkań, po których dostaje propozycję wstąpienia. Musi jednak najpierw napisać odręcznie podanie o przyjęcie wraz z życiorysem, które rozpatrzy konwent złożony z pełnoprawnych członków. Później musi przejść rozmowę kwalifikacyjną. – Nie chcemy być organizacją masową – tłumaczy Michał Kopański. – Nie chodzi o to, by przyjść, podpisać deklarację, a potem się nie angażować – dodaje. Gdy smyk już w korporacji nieco okrzepnie, czeka na niego egzamin barwiarski. By mógł stać się komilitonem, i na deklu i bandzie oprócz seledynu nosić jeszcze granat i srebro (tradycyjne barwy Astrei), musi przed konwentem odpowiedzieć na kilka pytań zarówno z historii korporacji, savoir vivre’u korporacyjnego, jak i kodeksu honorowego, który dla korporantów jest bardzo ważny. – Korporacja to rozwój, dobre towarzystwo i przede wszystkim przyjaźń – mówi smyk Maciej Zarosiński. – W Polsce na studiach nie ma takich ruchów, w których młody człowiek mógłby się rozwijać pod kątem służby ojczyźnie, a korporacje wypełniają tę lukę – dodaje. Członkowie Astrei mają dużo szczęścia, bo w kulowskim muzeum znajduje się wiele przedwojennych pamiątek związanych z działalnością korporacji. – Inne korporacje nie mogą na przykład poszczycić się posiadaniem sztandaru – mówi Michał Dworski. Dziś, wzorem poprzedników, korporanci z Astrei bardzo prężnie angażują się w działalność charytatywną, kontynuując m.in. tradycyjną akcję Wieczór Choinek, czy też w działania patriotyczne, uczestnicząc tak jak ostatnio w kweście na ekshumację i identyfikację żołnierzy wyklętych. •

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma