Nowy numer 47/2020 Archiwum

Kocham to miasto

O ludzkim obliczu urzędnika, o szkole dla uczniów, nie dla nauczycieli, i o niezależności politycznej z Marzeną Pomykalską, wiceburmistrzem Kraśnika, rozmawia ks. Rafał Pastwa

Ks. Rafał Pastwa: Jak ważny jest dla Pani Kraśnik?

Pani Marzena Pomykalska: Urodziłam się w Kraśniku, to jest moje miejsce na ziemi. Mam świadomość pewnych niedoskonałości tego miejsca, ale dla mnie istotna jest pewność, że nigdzie indziej nie czułabym się u siebie i tak dobrze jak tutaj. Wielką zaletą dla mnie jest bogata historia tego miasta oraz to, że mieszka tutaj moja rodzina. Zresztą od wielu pokoleń.

Szkoła, praca i dom w Kraśniku. Nie myślała Pani o tym, by wyjechać?

Nigdy. Chodziłam do Szkoły Podstawowej nr 2, do której wróciłam potem jako nauczyciel, chodziłam też do tutejszego liceum. Ze względu na trudną sytuację rodzinną, prywatną, podjęłam pracę. Studiowałam polonistykę zaocznie. Wtedy była możliwość, żeby po maturze pójść do pracy, choć studia były dopiero w toku. Trafiłam do szkoły podstawowej w Wilkołazie koło Kraśnika. Pracowałam tam pięć lat – więc można powiedzieć, że w tej szkole skończyłam studia. Spotkałam się z życzliwym gronem nauczycieli, rodziców i uczniów. Choć muszę przyznać, że przełożeni byli niezwykle wymagający.

Co po tych pięciu latach?

Zaczęłam pracę. Teraz szkoła nosi nazwę Zespół Placówek Oświatowych nr 2 w Kraśniku. Przepracowałam w niej 24 lata i mogę powiedzieć, że to moja szkoła.

W pewnym momencie została Pani jej dyrektorem…

Najbardziej sobie cenię to, że byłam odpowiedzialna m.in. za sprawy wychowawcze. To ogromna kopalnia wiedzy o uczniach, środowiskach, z których się wywodzą, i znajomość rodziców. Dzisiaj w ZPO nr 2 jest ok. 830 uczniów. To największa szkoła miejska i jeden z największych miejskich zakładów pracy.

Co jest wyzwaniem nauczyciela w tak dużej szkole?

Sprawić, by żadne dziecko nie czuło się anonimowe, żeby każde poczuło się ważne i mogło pracować na miarę swoich możliwości. Szkoła jest dla uczniów, nie dla nauczycieli.

Czy to jest możliwe?

Myślę, że tak. Oczywiście pod warunkiem, jeśli dobrze zrozumiemy sens misji nauczyciela. Nauczyciel to więcej niż zawód, to misja, powołanie.

Czy ciągłe reformy i zmiany w szkolnictwie powodują, że jest lepiej?

Nie jest lepiej. Oświata nie lubi wielu zmian, potrzebuje wsparcia i stabilności. Kolejne próby reform, których doświadczamy na własnej skórze, wyrządzają szkolnictwu wiele złego. Oczywiście to niezwykle złożony problem.

Co budzi Pani szczególny sprzeciw?

Darmowe podręczniki, które narzuca ministerstwo. Oczywiście z punktu widzenia rodzica jest to świetna sprawa, bo jest on zwolniony z kosztów. Od września więcej klas będzie korzystać z darmowych podręczników. Z punktu widzenia nauczyciela jest inaczej, bo trzeba będzie wybrać podręcznik, który zmieści się w określonym limicie cenowym, a niekoniecznie ten, który będzie najlepszy. Za podręczniki płaci przecież organ prowadzący, który zawsze szuka oszczędności.

Nie boi się Pani, że nowe książki idą w kierunku neutralności światopoglądowej?

Buntuję się przeciw zeświecczeniu. Skoro 99 proc. naszych uczniów uczęszcza na lekcje religii, na zajęcia, które są przez nich lubiane, jeśli większość nauczycieli to ludzie wierzący, to nie powinniśmy rezygnować z naszej tradycji i religii, bo to część naszej tożsamości.

Jak zareagowała Pani na propozycję pracy w urzędzie, na stanowisku wiceburmistrza?

Poprosiłam o kilka dni na zastanowienie. Po wyjściu z budynku zadzwoniłam oczywiście od razu do męża. Po trzech dniach wyraziłam zgodę.

Nie jest Pani związana z żadną partią…

Nie. I nie zamierzam tego zmieniać. Można być apolitycznym dyrektorem, można być apolitycznym pracownikiem urzędu. Chcę dobrze wykonywać swoją pracę, dla mieszkańców mojego miasta, choć mam swoje poglądy.

Co należy do Pani obowiązków?

Przede wszystkim nadzoruję pracę placówek oświatowych, Centrum Kultury i Promocji, Straż Miejską oraz Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Czekają mnie jednak wyzwania związane bezpośrednio z niżem demograficznym, który daje się we znaki w przedszkolach miejskich i w niektórych klasach szkoły podstawowej. Sytuacja będzie się pogarszać, jednak będę walczyć o każde miejsce pracy mimo widma redukcji etatów.

Dużo tego. Wystarcza Pani czasu dla rodziny?

Zawsze dużo pracowałam, teraz doszły zajęcia nawet w weekendy. Ale staram się tak organizować swój czas, żeby nie zabrakło go dla córki i męża.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama