Nowy numer 25/2018 Archiwum

Bo dla serca jest najlepsze tu powietrze

Bywał tu Henryk Sienkiewicz, a Bolesław Prus i Stefan Żeromski właściwie uznawani byli bardziej za domowników niż gości.

Uzdrowisko Nałęczów od lat jest ambasadorem Lubel- szczyzny. Dziś pewnie już niewielu pobyt w uzdrowisku kojarzy się ze spacerami z dzbanuszkiem wody zdrojowej w ręku. Taki obraz kuracjusza był domeną XIX i XX jeszcze wieku. Współcześni kuracjusze wodę pijają najczęściej w butelkach, a do Nałęczowa przyjeżdżają, by skorzystać ze specyficznego mikroklimatu połączonego z zabiegami lekarskimi. I choć nadal spacerują, to jednak spacer jest tylko częścią terapii, po którą przyjeżdżają do uzdrowiska na Lubelszczyźnie. – Przyjazdy do Nałęczowa to taka rodzinna tradycja – mówi pani Urszula, która właśnie przymierza się do przejażdżki po parku zdrojowym melexem. – Przyjeżdżali tu mój ojciec, ciotka i starszy brat. Teraz ja od kilku lat odwiedzam to miejsce regularnie. Powiem pani, kto raz tu przyjedzie, będzie wracał zawsze. Wiem, co mówię – przekonuje poważnie starsza pani.

Choć pani Urszula, jak opowiada, nie choruje na nic konkretnego, to z racji wieku uważa, że sanatorium jej się należy. – To taki mały luksus na starość – śmieje się kobieta. – Po kilku latach mam już swoich znajomych, którzy przyjeżdżają w podobnym czasie, ulubiony stolik w Pałacu Małachowskich i całkiem jeszcze sprawnego partnera do tanga na dancingu – dodaje.

Podpisy kolarzy

Choć wiele osób do Nałęczowa przyjeżdża, by właśnie tu dochodzić do siebie po przebytych poważnych chorobach, to, jak mówi prezes uzdrowiska Tomasz Kwiatkowski, wielu także chce po prostu odpocząć. – Jesteśmy w codziennym życiu bombardowani olbrzymią ilością informacji, ciągle w stresie, w pośpiechu. Takie wyhamowanie jest nam bardzo potrzebne i dotyczy to nie tylko ludzi w wieku produkcyjnym, ale też ludzi starszych bądź młodszych – stwierdza. – Dziś uzdrowisko to rehabilitacja, ale też ładowanie akumulatorów pod kontrolą profesjonalistów, w przyjemnych warunkach z dobrym oddziaływaniem samego miejsca uzdrowiskowego – dodaje. Miejsce to przede wszystkim Park Zdrojowy. Nie można go sobie wyobrazić bez sanatorium nazwanego przed laty imieniem Księcia Józefa, Starych Łazienek, stawu z łabędziami i kaczkami oraz pijalni wód. Ta ostatnia dziś co prawda słynie pewnie bardziej z pijalni czekolady, ale wody ze źródła „Miłość” także oczywiście każdy może się w niej napić. Tradycją uzdrowiska stało się już chyba robienie sobie zdjęć na jedynym rowerze w parku, ponieważ po parkowych alejkach na dwóch kółkach jeździć nie wolno. Wykonany z metalu, archaiczny, stojący nieopodal pijalni, przyciąga turystów i małych, i dużych. Po obu stronach modne tablice „alei gwiazd”, w tym przypadku – kolarstwa. Między chodnikowe płytki wstawiono tabliczki z autografami naszych zawodników, którzy osiągali międzynarodowe sukcesy. Są tu podpisy m.in. Czesława Langa, Ryszarda Szurkowskiego, Mai Włoszczowskiej, Zenona Jaskuły. Kawałek dalej przy Pałacu Małachowskich kolejny element fotograficzny, którego szczególnie ci, którzy w Nałęczowie są pierwszy raz, ominąć nie mogą. – Bywamy tu, odwiedzając dzieci – mówi starsze małżeństwo z Mazur. – Zdjęcie na ławeczce z Prusem to stały element wizyty w Nałęczowie.

Co najmniej 10 dni

Do Nałęczowa kuracjusze przyjeżdżają głównie po to, by leczyć choroby kardiologiczne. To jedyne w Polsce uzdrowisko nastawione na jeden, konkretny kierunek rehabilitacji. Pani Urszula, która na co dzień mieszka w Aleksandrowie Kujawskim, w Nałęczowie co roku spędza minimum dwa tygodnie. Zdaniem lekarzy to wystarczający czas, by organizm przystosował się do miejscowych warunków i by uzyskać efekt uzdrowiskowy. – Żeby pobyt w uzdrowisku miał sens, należy nastawić się na minimum 10-dniowy turnus – wyjaśnia dr Kwiatkowski. – Najlepsze efekty osiągniemy jednak po trzech tygodniach – dodaje. Uzdrowisko Nałęczów jest jednym z największych w Polsce ośrodków przyjmujących ludzi świeżo po zawałach serca. – Pacjenci wychodzą ze szpitala i mogą trafić prosto do nas – mówi prezes Kwiatkowski. – Dysponujemy oddziałem kardiologicznym z oddziałem intensywnej terapii, z pełnym nadzorem jak w normalnym szpitalu. Działa u nas także pracownia hemodynamiczna. Możemy również dokonać interwencji chirurgicznej. To nas zdecydowanie odróżnia od innych ośrodków – przekonuje. Dziś większość uzdrowisk przeszła w ręce właścicieli prywatnych. Być może dlatego tak wiele zmieniło się w standardzie zarówno leczenia, jak i samego pobytu. – Kiedyś luksusem była jedna łazienka na piętrze dla wszystkich pokoi, dziś to już nie do pomyślenia – śmieje się prezes Kwiatkowski. Przed laty Nałęczów nazywany był kulturalną stolicą Polski. Mimo że od tego czasu wiele się zmieniło, to jednak nadal uzdrowisko odwiedzają artyści, pisarze, a ostatnio nawet książęta.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma