GN 43/2020 Archiwum

Pomysł na idola

O książce, która ukazuje młodym nowych bohaterów, z dr Ewą Rzeczkowską z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, laureatką tegorocznej nagrody im prof. Tomasza Strzembosza, rozmawia Justyna Jarosińska.

Justyna Jarosińska: Czuje się Pani wyróżniona?

Ewa Rzeczkowska: Tak, oczywiście. To bardzo prestiżowa nagroda. Ma już swoją historię i wielu znanych naukowców ją otrzymało. Ponadto to 20 tys. zł – jedna z najwyższych nagród, przyznawanych w tej chwili młodym naukowcom.

Kto może otrzymać taką nagrodę?

Nagroda przyznawana jest w geście pamięci o prof. Tomaszu Strzemboszu, który był także wykładowcą historii na KUL przez wiele lat. Grono jego wychowanków oraz rodzina zdecydowali, że najlepszą formą jego upamiętnienia będzie coroczne fundowanie nagrody dla historyków zajmujących się okresem, który badał także prof. Strzembosz, czyli Polską powojenną. Do nagrody mogą być nominowane prace naukowe, które są pierwszymi bądź drugimi w dorobku naukowym, ale napisane językiem, który nie odstraszy zwykłego czytelnika. O tym, które prace trafią do ścisłego finału konkursu, decydują uczniowie profesora. Natomiast pracę, która zwycięży, wybiera spośród pięciu nominowanych jury złożone ze znanych polskich historyków.

Pani książka, zatytułowana „Bogu, Polsce, Bliźnim. Tajne organizacje harcerskie w Polsce w latach 1944–1956” okazała się bezkonkurencyjna. Dlaczego akurat taki temat?

To pokłosie doktoratu, ale też poniekąd pracy magisterskiej. Pamiętam taką wystawę i konferencję zorganizowaną na KUL w okresie, gdy jeszcze studiowałam. Była poświęcona młodocianym więźniom politycznym okresu stalinowskiego. Wtedy nic na ten temat nie wiedziałam. Prowadzone były badania na temat podziemia niepodległościowego dorosłych, ale o młodzieży nikt nie pisał. Była potrzeba, żeby zająć się właśnie tym tematem. Napisałam więc najpierw pracę magisterską o tajnych organizacjach, ale ona dotyczyła tylko Lubelszczyzny. Później padł pomysł, by zająć się całą Polska. Nie udało mi się opisać wszystkich organizacji młodzieżowych, bo było ich prawie tysiąc. Wybrałam tylko harcerskie, które udało się zidentyfikować. Jest ich 129. W książce przedstawiam z imienia i nazwiska 2 tys. członków tych organizacji.

A co Panią, jako historyka, w tych ludziach tak zaciekawiło?

Kiedy zaczynałam pracę, byłam niewiele starsza od bohaterów mojej pracy. Najbardziej zastanawiała i ciekawiła mnie ich motywacja. To właśnie motywacji poświęciłam bardzo obszerny rozdział, pytając, dlaczego ludzie zdecydowali się na podjęcie działalności, która była niezwykle ryzykowna. Groziła ogromnymi represjami. Młodych ludzi skazywano na kary kilku, a nawet kilkunastu lat więzienia, a nawet na kary śmierci, które wykonano.

W czym przewinili?

Przede wszystkim chcieli się uczyć prawdziwej historii. Chcieli jej szukać. Po wojnie zupełnie zmieniła się szkoła. Zmieniły się programy nauczania, zmieniła się część podręczników. Te, które były wcześniej, znalazły się na indeksie podręczników zakazanych. Przyszły nowe, pokazujące historię najnowszą w nieprawdziwym świetle. Młodzi się buntowali. Oprócz tego wszędzie, gdzie tylko mogli, krytykowali ustrój sowiecki i władzę komunistyczną. Przygotowywali i rozrzucali ulotki, ale też na wzór Szarych Szeregów prowadzili działalność sabotażową i dywersję. Jednym z ich głównych zadań było niszczenie wizerunków Bieruta i Stalina i demolowanie pomieszczeń zajmowanych przez ZMP, ale także działalność z bronią w ręku. Wiele tych organizacji spodziewało się, że nastąpi konfrontacja Wschodu z Zachodem i będzie III wojna światowa, dlatego gromadzili broń. Były też poważne akcje, jak np. zamach na milicjanta. Jedna z organizacji z naszego terenu, Związek Ewolucjonistów Wolności z Radzynia Podlaskiego, usiłowała wykoleić pociąg, który przewoził dostojników komunistycznych. Udało się zniszczyć tory kolejowe i zatrzymać na kilka dni ruch. W tej organizacji działała znana wszystkim Elżbieta Dzikowska. Wtedy nazywała się Górska. Miała kilkanaście lat, gdy została aresztowana. Spędziła kilka miesięcy na Zamku Lubelskim. Inna organizacja, także z naszego terenu, KRAJ –Krajowy Ośrodek, składająca się z pionu młodych i pionu dorosłych, przeprowadziła zamach na Stefana Martykę, spikera Fali 49, który w swoich audycjach szkalował akowców, żołnierzy podziemia niepodległościowego.

Czy młodzi ludzie pojawiający się w Pani książce mają szansę stać się dla współczesnych bohaterami na równi z żołnierzami wyklętymi?

Tak, myślę, że tak. Ja z tym tematem od czasu do czasu odwiedzam licea. Mam tam spotkania i krótkie wykłady wzbogacone o prezentacje multimedialne. Ta tematyka cieszy się dużym zainteresowaniem wśród młodzieży, bo dotyczy osób w ich wieku. Młodzież często się z nimi identyfikuje. Po spotkaniu zadaję pytanie: jak dzisiejsi licealiści zachowaliby się w sytuacjach, w których znajdowali się tamci ludzie. Na początku wszyscy odpowiadają, że podjęliby taki sam trud. Gdy jednak zaczynamy wspólnie zastanawiać się nad konsekwencjami działań tamtych harcerzy, niektórzy zaczynają się zastanawiać, czy na pewno byliby w stanie tak wiele oddać ze swego życia dla ojczyzny. By ci bohaterowie stali się tak popularni, jak żołnierze wyklęci, potrzeba działań nie tylko historyków, ale także mediów.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama