GN 47/2020 Archiwum

Musi boleć

Nie wystarcza im już nabożeństwo w zaciszu kościelnych ławek. Chcą, żeby ich zabolało, zwłaszcza fizycznie. Pośród mroku nocy, zimna i błota – krzyż Chrystusa wydaje się im słodszy.

Na pierwszą Ekstremalną Drogę Krzyżową, mającą swój początek w Lublinie, zapisało się przed rokiem 900 osób. Najstarsza uczestniczka miała 74 lata. W tym roku z frekwencją nie powinno być gorzej. Nabożeństwo przeżywane indywidualnie, w trudnych warunkach, pośród pól, błotnistych dróg, zimna i ciemności cieszy się wyjątkową popularnością. I nie chodzi tu tylko o zaliczenie przez „ponowoczesnego konsumenta i wszystkożercę” kolejnego wyzwania, kolejnej porcji wrażeń i adrenaliny – lecz o dotknięcie cierpienia Chrystusa.

Modlitewny survival

Liczba chętnych, by wyruszyć na ekstremalny szlak modlitwy, zaskoczyła przed rokiem ks. Mirosława Ładniaka, który odpowiada za EDK w Lublinie. – Okazało się, że jest wiele osób, które chcą ekstremalnie przeżyć Wielki Post. Z pewnością tak wielka liczba uczestników to zasługa dobrej reklamy i atrakcyjności tej formy modlitwy. Na dodatek, co chyba najistotniejsze, wiele osób chce iść w określonej intencji – tłumaczy duchowny. Nie wszystkim udało się dotrzeć do celu, bo pokonanie ponad czterdziestu kilometrów w trudnych warunkach to nie lada wyczyn. Najbardziej przełomowym miejscem okazał się Wojciechów, w którym wiele osób zrezygnowało z dalszej drogi.

Trzy drogi

Pomysł na EDK w Lublinie wyszedł od młodzieży, która szukała księdza chętnego do pomocy w organizacji przedsięwzięcia. Idea się przyjęła, została sprawdzona, wiele rzeczy ulepszono. Po raz drugi, w piątek 4 marca, setki osób wyruszą spod lubelskiej archikatedry na szlak Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Każdy wyrusza na własne ryzyko, oddzielnie, nie w grupie. Organizatorzy zapewniają trasy jako pewnego rodzaju propozycje. Jednak odpowiedzialność za całość wyprawy spoczywa na uczestniku EDK. – Przygotowaliśmy trzy trasy różnej długości i trudności, aby wyjść naprzeciw możliwościom fizycznym uczestników. Najprostsza droga ma 29 km, będzie prowadzić ścieżką rowerową wzdłuż Bystrzycy i okrąży zalew. Druga liczy 33 km, przebiega już przez pola i polne drogi. Trzecia, najtrudniejsza, wiedzie z Lublina do sanktuarium w Wąwolnicy i liczy 46 km – wyjaśnia Daniel Miłaczewski, koordynator techniczny EDK i członek sztabu.

Dużo milczenia

Na trasę EDK wyruszą w tym roku m.in. Karolina Zdyb i Justyna Pawlonka. – Dla mnie to przede wszystkim przekraczanie granic fizycznych, dlatego cieszę się, że tegoroczna trasa będzie jeszcze trudniejsza. To też spotkanie z Bogiem. Mimo że idzie tam tyle osób, nikt z nikim nie rozmawia, to czas na myślenie – tłumaczy Justyna. – Udało mi się przejść całą trasę. Najtrudniej było nad ranem, gdy padał deszcz, było zimno i czułam zmęczenie. Gdyby nie pomoc znajomych, tobym się pewnie zgubiła – dodaje Karolina Zdyb. Każdy, kto zdecyduje się na EDK, powinien zadbać o ciepłe i bezpieczne ubranie, odblaski, telefon i ciepły napój.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama