GN 42/2020 Archiwum

Precz ze śledziem i żurem

Gdzieniegdzie jeszcze, w mniejszych miejscowościach naszego regionu, żyją ludzie pamiętający dawne ludowe tradycje.

Tuż przed Wielkanocą w każdej wsi na Lubelszczyźnie odbywało się świniobicie. Procederem tym zajmował się człowiek nazywany oprawcą. Mięso później głównie wędzono.

Koszyk ze święconką sprzed wielu lat musiał zawierać: cały bochenek chleba, bułkę pszenną, szynkę, kiełbasę, żeberka wędzone lub boczek, słoninę, co najmniej dwa mendle jaj, ser, masło, chrzan, sól, pieprz, czasem dodawano surowego ziemniaka, który jako pierwszy sadzono na wiosnę. Skorupki z poświęconych jaj rozrzucano w kątach domostw. Miało to chronić mieszkanie przed plagą robactwa.

W czasie Wielkiego Postu na stołach Lubelszczyzny konieczny był żur postny ze śledziem. Śledź symbolizował post, który kiedyś był surowy i bardzo rygorystyczny. Podobnie żur. W Wielki Piątek lub w Wielką Sobotę z radością urządzano więc pogrzeb śledzia i żuru. Żur zakopywano w glinianym garnku pod płotem, śledzia natomiast wieszano na wierzbach przy drodze. Wcześniej jednak przyrządzano rybę na wiele sposobów.

A w Wielkanoc na stoły, w zależności od regionu, wjeżdżały: barszcz wilkołaski, kapuściarz i kartacze z Piotrkowa, nietypowa babka gotowana. Na obiad podawano zupę gryczankę i babkę gryczaną z Gościeradowa. Tak było dawniej. Dziś mieszkańcy Lubelszczyzny, szczególnie młodsi, nie pamiętają już tych czasów.

- Problem tak naprawdę polega na tym, że moje wnuki nie chcą już jeść tych dań, które jadało się kiedyś, więc ja już nie przygotowuję tego, co na święta robiły moja babcia czy mama - mówi Kazimiera Nowakowska spod Krasnegostawu. - Dziś młodzi wolą lekkie, jak mówią, śródziemnomorskie jedzenie. Nie przywiązują wagi do tradycji jedzeniowej. Ale, na szczęście, jajka i kiełbaska ciągle są w modzie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama