Nowy numer 44/2020 Archiwum

Festyn po ciężarówkach

Jeszcze całkiem niedawno był tu las. Wcześniej kopalnia piasku. Dziś stoi wielki krzyż, a tuż za nim z ziemi powoli wyłania się kościół.

Kiedyś tu już była świątynia. Zbudowana w XVI w. dla mieszkańców ówczesnego miasta Lewartów, została najpierw sprofanowana przez rodzinę Firlejów, a później spalona w czasie najazdu Szwedów. Dziś po setkach lat, choć w innym miejscu, mieszkańcy Łucki znów mają swój kościół.

Kościół po kopalni

– Parafię powołano w 2008 r., ale tak naprawdę funkcjonuje od pięciu lat – opowiada proboszcz parafii ks. Krzysztof Krzaczek. Zanim rozpoczęto tu sprawowanie Mszy św., wierni musieli włożyć sporo pracy, by nie tylko oczami wyobraźni, ale także w sposób realny móc zobaczyć miejsce modlitwy. – Tu była kiedyś kopalnia piasku – wyjaśnia proboszcz. – Kupiliśmy od Lasów Państwowych 2,5 hektara. Najpierw trzeba było teren wylesić, wyciąć drzewa, a potem zasypać wielkie doły. Gdy podejmowałem się budowy kościoła, nie zdawałem sobie do końca sprawy z zakresu prac, choć na budownictwie trochę się znam – mówi ks. Krzysztof. – Spotkałem się jednak z ogromną życzliwością ludzi, i to nie tylko mieszkańców mojej parafii, ale także właścicieli różnych firm w okolicy. Bez tej pomocy nie byłoby możliwe zrealizowanie wielu prac. Dziś wokół powstającego kościoła, w którego dolnej części, stanowiącej fundament, od kilku lat odprawiają się już Msze św., słychać ciągły hałas. Świątynię od drogi łączącej Lublin z Lubartowem dzieli zaledwie kilkadziesiąt metrów. Proboszcz przekonuje jednak, że to rewelacyjna lokalizacja. – To jest centrum całej okolicy – mówi. – Teraz może jest to nieco uciążliwe, ale to kwestia jeszcze 2–3 lat i w końcu wybudują S19. Ona będzie odległa o ok. 4 km. Tu będzie cisza i spokój, pozostanie tylko lokalna droga.

Duszpasterz i kierownik budowy

Parafia w Łucce jest najmłodszą w diecezji noszącą wezwanie Miłosierdzia Bożego. – Boże miłosierdzie jest mi bardzo bliskie – podkreśla ks. Krzysztof. – Kiedyś pracowałem w parafii Bożego Miłosierdzia, bardzo podoba mi się kult Bożego Miłosierdzia i postać św. s. Faustyny. Zaproponowałem to wezwanie i zostało ono zaakceptowane – opowiada. Parafianie w liczbie przeszło 2 tys. cieszą się, że w końcu mają blisko do kościoła. Nie muszą już pokonywać kilometrów w drodze do Lubartowa. To też mobilizuje ich do częstszego uczestnictwa w nabożeństwach. – Jest grupka ludzi, która wcześniej do kościoła nie chodziła, bo mieli wytłumaczenie, że jest za daleko, teraz chodzą regularnie – zauważa proboszcz. – Nigdy jak dotąd nie zdarzyło mi się odprawiać Mszy św. w samotności. Zawsze ktoś jest, zarówno rano o 7.00, jak i po południu o godz. 17 – dodaje. Parafianie także regularnie przychodzą do swego kościoła o godz. 15, by wspólnie odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia. – Czasami, gdy nie mogę uczestniczyć w nabożeństwie, zostawiam klucz od kościoła w umówionym miejscu i wierni sami się modlą. Budowany kościół sąsiaduje ze stacją benzynową. Właścicielem jest parafianin, który nie narzeka na sąsiedztwo kościoła. – Wielu ludzi bardzo mi pomaga w różnych pracach za dosłowne „Bóg zapłać”, inaczej pewnie nie dałbym sobie rady – nie kryje radości ks. Krzaczek. – Bardzo bym chciał, by za 1,5 roku wnętrze kościoła było wykończone i by udało się położyć dach. Ksiądz Krzysztof jest nie tylko jedynym duszpasterzem nowej parafii, ale także swojego rodzaju kierownikiem budowy. – Czeka nas tu jeszcze doprowadzenie terenu do porządku, trzeba zasypać pozostałe doły i wyrównać poziom. Myślę, że by osiągnąć oczekiwany poziom gruntu, potrzebuję kilkudziesięciu tysięcy ciężarówek z ziemią. A jak już wszystko zrobię, to na pewno z okazji odpustu zorganizujemy prawdziwy festyn. Na razie, niestety, jest to niemożliwe.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama